sobota, 29 lipca 2017

Od Kyrian'a CD Naoki'ego

Nie czekając ani chwili , przywołałem garotę. Zwykle używałem jej do walki, ale w tym momencie nic lepszego nie przychodziło mi do głowy. Szybko wyciągnąłem żyłkę i w biegu rzuciłem nią na pobliskie drzewo.
 - Krzycz gdyby pękała - powiedziałem do Seij'iego i rzuciłem się za Naokim.
Kiedy szczeniak był w zasięgu mojej szczęki, złapałem go zębami za futro, a żyłka garoty się skończyła, zatrzymując nas w powietrzu. Nie czekając na możliwe pęknięcie linki, zacząłem się wspinać z futrem Naokiego w pysku. Na górze upuściłem go na ziemię i odwiązałem żyłkę od drzewa.
- Nie poluje się na nieznanym terenie - powiedziałem - musisz się jeszcze dużo nauczyć.
- Dziękuję - odpowiedział speszony szczeniak - Nic mi pan nie zrobi?
Spojrzałem na niego z lekkim zdziwieniem w oczach.
- Mógłbym jedynie cie torturować lub zabić, a nie o to mnie prosili, o tym czy ktoś ukarze cię za  głupotę zadecyduje Tsukimi.
- Powie jej pan? - zadał kolejne pytanie.
- Zależy czy znowu zrobicie coś głupiego - odpowiedziałem kierując się w stronę lasu - głodni?
 Jak na zawołanie w brzuchach obu  młodych basiorów zaburczało.
- Uznam to za tak, szukajmy zatem czegoś do jedzenia. Wędrowaliśmy lasem, kiedy przeszliśmy obok zgniłych drzew i ziemi tak suchej, że nic nowego już tam nie wyrośnie. Isomi coraz mniej przejmowały się porą roku.
- Co to? - zapytał Naoki. - Coś co stanie się z resztą lasu , jeśli nie zdarzy się jakiś cud - odpowiedziałem odciągając ich od tej części terenów naszej watahy. - Kto to zrobił? - po raz kolejny zapytał młody wilk. Ignorując jego pytanie rozglądałem się za czymś do jedzenia. Moją rolą nie było uczenie ich , tylko pilnowanie żeby nic im się nie stało.
<Naoki?>

piątek, 28 lipca 2017

Od Rhaegona

 Wiele dni podróżowałem po świecie szukając schronienia. Każdego może wyczerpać bezustanna wędrówka. Minęło trochę czasu zanim osiadłem tutaj. Ogromne zainteresowanie z mojej strony wzbudziło występowanie tu Księżycowych Demonów, jak nazywali to członkowie watahy. Nigdy nie widziałem czegoś podobnego, a zwiedziłem wiele dziwnych miejsc i nawet nie pomyślałbym, że będzie mi dane spotkać istoty takie jak Isomi. Podczas polowań na tutejszych terenach szukałem śladów należących do tych koszmarnych stworzeń.
 I właśnie w czasie jednego z wielu takich łowów natknąłem się na czyjeś ślady. Na moje nieszczęście, nie należały one do Isomi, a do innego wilka. Westchnąłem zrezygnowany, a jeleń, który zdążył pognać już daleko w świat, zostawił za sobą tylko odciski kopyt i lekką woń zwierzyny.
- Trzeba było się nie zatrzymywać. - mruknąłem łypiąc okiem na ślad i opuściłem łeb ku ziemi.
Odwróciłem się, aby wrócić do jaskini, którą zwałem swoim domem. Była to całkiem przestronna grota ozdobiona z zewnątrz różnoraką roślinnością, a w środku wyścielona skórami jeleni i na ścianach ozdobiona ich porożem.
 Idąc tak z głową przy glebie, niezbyt zwracając uwagę na to, co działo się dookoła. Do czasu, kiedy dźwięk łamanej kości nie skierował mojego zainteresowania na moją niedoszłą ofiarę i siedzącą przy niej waderę. Natychmiastowo się wyprostowałem.
- Jesteś z watahy? - odezwałem się wiedząc, że wilczyca mnie zauważyła.
- Tak. - odparła krótko, nie wydawała się skora do dłuższej rozmowy.
Przez kilka minut po prostu bezczynnie gapiliśmy się na siebie i żadne z nas się nawet nie ruszyło. Sam nie wiem po co tam stałem.
- Jestem Rhaegon. - powiedziałem w końcu przerywając tą niezręczną ciszę.

<Rinel?>

środa, 26 lipca 2017

Powitajmy Rhaegona!


Imię: Rhaegon
Pseudonim: Nigdy żadnego nie posiadał.
Płeć: Basior.
Wiek: 5 lat.
Data urodzenia: 16.02
Charakter: Najlepiej zacząć od tego, że Rhaegon dużo o sobie nie mówi. W skrócie można go opisać jednym słowem - odpychający. Niecierpliwy, nienawidzi za czymś bądź też kimś czekać. Jego zaufanie niesamowicie ciężko zyskać, a raz stracone już nie powróci nigdy więcej. Może i jest w stanie wybaczyć, ale miej pewność, że nigdy nie zapomina. Rhaegon to wyjątkowo mściwa osobistość. Cisza i spokój - to ceni sobie najbardziej. Drażni go hałas, zgiełk. Kiedy ktoś wejdzie mu w drogę, po prostu go omija. Niezbyt konfliktowy, chociaż ma całkiem cięty język. Basior jest sceptycznie nastawiony do... absolutnie wszystkiego. Bywa czasami wredny, choć w stosunku do innych stara się zachować resztki kultury, ale zwykle wychodzi na strasznie chamskie stworzenie. Cóż, na pewne rzeczy nie da się nic poradzić, prawda? Zawsze dogłębnie analizuje sytuację i rozwiązania, stara się nie postępować lekkomyślnie. Z Rhaegona jest niezły aktor oraz manipulator, niekiedy nie ma żadnych wyrzutów sumienia związanych z tym, co robi. Zwykle jest to oszust patrzący na wszystkich z góry, ale da się to zmienić odpowiednim podejściem do basiora.
Moc: Rhaegon posiada umiejętność pojawiania się znikąd. Nie ma wilka, puff, jest wilk! Sam nie do końca potrafi zrozumieć jak to działa, a nikt jeszcze nie zauważył w jaki sposób się pojawia. Nie jest to teleportacja, ponieważ basior "widzi" całą drogę, jaką przebywa. Tak jakby podróżował "bez ciała" i z bardzo dużą prędkością.
Stanowisko: Szpieg.
Rodzina: Jego jedyną rodziną była wadera, która go znalazła, kiedy był szczeniakiem i wychowała. Sielankowe życie przerwała wojna, a Rhaegon sam widział, jak waderze odrywają głowę od reszty ciała.
Zauroczenie: -
Inne: -
Umiejętności:

  • Siła: 25
  • Zwinność: 30
  • Szybkość: 25
  • Wytrzymałość: 20

Od Rinel CD Seiji'ego

Niedawno dołączyłam do tejże watahy. Dowiedziałam się o ich tutejszych problemach. W sumie nie wiem co mnie tu zatrzymało skoro już w samej drodze mogłam zostać zabita. A jeśli o Isomi chodzi… Szczeniaki nie powinny wałęsać się same w takich warunkach, a ja właśnie jednego napotkałam. Trzymał przy sobie jakieś rośliny. Zapewne bawił się w początkującego zielarza nie znającego się na swoim fachu. Nie widząc większego wyboru, z niechęcią zaproponowałam mu pomoc. To nie w moim stylu, aby rzucać się na kogoś z altruistyczną myślą. Przedstawmy sprawę jasno. Nie jestem miłą waderą.
Ale niech będzie. Odprowadziłam młodego do jego matki. Szczeniak ewidentnie nie był do niej podobny. Może mieszaniec? Południowcy może są bardziej otwa… Co ja pieprzę. Moi byli pobratymcy nienawidzili wrogów. My normalne wilki od wieków spieramy się z Veronami. Czy to chodziło o tereny, zwierzynę łowną czy kilka innych rzeczy. To dlatego pierwszy mieszaniec nie był zanadto akceptowany. Ale z jaką przyjemnością wspominam miłe chwile spędzone z przyrodnim bratem.
Okazało się, że zarówno ja, jak i Tsukimi – matka owego szczenięcia oraz jeszcze jednego basiorka – musimy iść porozmawiać z alfą. Niech im będzie. Dość prędko pokonałyśmy drogę, która nie wydała mi się długa. W sumie to nic poważnego. Kilka słów o grasujących w okolicy monstrach. Spotkanie skończyło się szybko, jak się zaczęło, ale zwołany został każdy. Nieważne, teraz mogę wracać do swoich obowiązków.
Wyszłam na zewnątrz, kiedy zaczepiła mnie Tsukimi.
- Rinel. Mam do ciebie małą prośbę. - zaczęła, drapiąc łapą podłoże.
- Mów. - odrzekłam krótko.
- Mogłabyś przez chwilę przypilnować moich szczeniąt? Nie chcę o o znów prosić Kyriana, a przydałoby się, abym udała się na polowanie.
- Mogę to zrobić za ciebie, a ty zostań z młodymi. - wolałam to, niż siedzieć z szczeniakami.
- Chodzi o to, że chcę rozprostować łapy.
- No dobrze. Ale będziesz mi winna przysługę. - mruknęłam, na co ta uradowana skinęła głową i zniknęła w drzewach kilka metrów dalej. Kiedyś ta wadera może mi się przydać.
Wróciłam więc do jaskini gdzie siedziały dwa basiorki.
- Co się stało? - ryknęli chórem. Czy wspominałam, jak nie lubię hałasu? - Gdzie mama? - widocznie się zaniepokoili.
- Spokojnie, zaraz wróci. - machnęłam łapą.
- Wygląda Pani jakby coś się stało. - zaczął rudzielec.
- Taki mam pysk. - powiedziałam bez grosza empatii. - Wasza matka poszła coś upolować na kolację. Będę was pilnować dopóki nie wróci.
- Dobrze. - drugi z nich skinął głową.
- Nie wychodźcie z jaskini. Rozumiecie? - razem odparli, że tak. - W takim razie mam dla was zajęcie. - chwyciłam do pyska piaskowiec i uniosła wysoko głowę. Nakreśliłam na jednej ze ścian linię. - Kto pierwszy dotknie wygrywa. - odwróciłam się i wyszłam usiąść przed jaskinię. Niech Tsukimi się pośpieszy.
~*~
Słońce już właściwie zachodziło kiedy samica wróciła.
- Dziękuję za pomoc.
- Ta, nie ma za co. To ja się będę zbierać, do mnie mam jeszcze kawałek drogi. - machnęłam łapą.
- To dla ciebie. - rzuciła w moją stronę małego szaraka. Chwyciłam go do pyska i ruszyłam biegiem w stronę gęstwin.
Nie powiem, wybrałam sobie miejsce położone najbardziej na odludziu jak się da. Znajdowało się z dala od innych. Lubiłam ciszę i spokój. Tutaj to miałam. Jako „dom” wybrałam sobie dość obszerne drzewo, wydrążone od środka. Na jego zewnętrznej warstwie rosły niebieskie oraz różowe kwiaty, które zachwycały swym, wyglądem. W  niektórych miejscach rósł mech. Korzenie znajdujące się na zewnątrz były szczególnie nim pokryte.  Dodawały… Nastroju. Można by tu też urządzić niezły plac zabaw dla młodych, albo wykorzystać to w inny sposób. Jeśli o wnętrze chodzi. Po pniu pięły się pnącza. Gdzieś w suficie znajdowało się małe ptasie gniazdo zamieszkałe przez jakiegoś ptaka. Jeszcze nie wiem co to dokładnie za gatunek, ale znalazłam białe pióro. Podłoże w środku było starannie udeptane. W jednym miejscu ułożone miałam liście, trawę i trochę wspomnianego wcześniej mchu. To było moje legowisko. Cała jama z zewnątrz mogłaby wydawać się mała, jednak w środku mogłoby mieszkać kilkoro wilków. Kora układała się w kształt tworzący półki. Umieściłabym tam ozdoby, gdybym jakieś miała. Pod jedną ze ścian rzuciłam królika. Było już ciemno, a ja byłam w środku lasu. Mimo to księżyc przebijał się przez liście i pięknie oświetlał wejście. Ułożyłam się na posłaniu, zasypiając.

Seiji?

wtorek, 25 lipca 2017

Od Seiji'ego

Nao poszedł dziś do pana Kyrian`a, a mamę Tsukimi wezwała alfa Grelle w jakiejś dość poważnej sprawie, więc pozostałem sam. Postanowiłem wyjść pozbierać zioła by zrobić lekarstwo. Brat powiedział że muszę łykać kilka takich lekarstw dziennie. Poszedłem więc w kierunku z którego dochodził znajomy zapach zieleniny potrzebnej do zrobienia leków. Kiedy byłem już na łące zobaczyłem tam wilka, ukryłem się w krzakach obserwując ją.
-Wyjdź albo sama cie wyciągnę z tych krzaków.
Przejrzała mnie? powoli wyszedłem.
-Ktoś ty?
-Seiji, a pani?
-Należysz do WKD? - Skinąłem głową na owo pytanie. - Nazywam się Rinel.
-Miło panią poznać. - Uśmiechnąłem się.
-Czego tu szukasz?
-Ziół na leki. - Powiedziałem.
Wadera powiedziała że pomoże mi je zerwać, więc powiedziałem połowę z tego co potrzebuję bowiem resztę miałem już zebrane. Kiedy skończyliśmy, pani Rinel powiedziała że mnie odprowadzi i pomoże nieść zebraną zieleninę. Po drodze trochę rozmawialiśmy. Kiedy byliśmy już blisko jaskini zobaczyłem mamę Tsukimi i brata Nao. Nieco przyśpieszyłem i się z nimi przywitałem. Pani Rinel zaczęła o czymś rozmawiać z mamą po czym obydwie skierowały się w stronę jaskini alfy Grelle. Mnie i Nao mama Tsukimi zostawiła z poleceniem nie wychodzenia z jaskini pod żadnym pozorem. Po chwili do jaskini weszła pani Rinel.
-Co się stało? - Spytaliśmy. - Gdzie mama?
Miałem złe przeczucia co do tego wszystkiego...
<Rinel?>

Od Naoki'ego

Mama Tsukimi znów zostawiła mnie z Seiji`m u pana Kyrian`a. Mój brat schował się za mną, a pan Kyrian usiadł naprzeciw nas i patrzył na nas. Cisza trwała dosyć długo i powoli zaczynała być nieco irytująca.
-Em...proszę pana? - Przechyliłem lekko głowę.
-Kyrian wystarczy. O co chodzi?-Spytał.
-A więc, co mamy robić?
-Wpierw...ej, młody. Chodź no tu.
Kyrian podszedł do Seiji`ego i przypatrzył mu się z bliska.
-Idziemy na dwór.
Dorosły basior wyszedł z jaskini, a my poszliśmy w ślad za nim by go nie denerwować. Nagle niedaleko wśród trawy rozległ się szelest. Niemal natychmiast nastawiłem uszy i popatrzyłem w tamtym kierunku. Wśród trawy powoli przemieszczała się tłusta, leśna mysz. Przykucnąłem i przypatrywałem się ofierze. Odczekałem chwilę i skoczyłem wprost na nią. Jednak jakimś sposobem zrobiła unik i zaczęła uciekać, a ja ją gonić. Pan Kyrian i Seiji też się zatrzymali i patrzyli co robię.
-Młody, co ty odwalasz? - Spytał Kyrian.
-Poluję.-Rzuciłem tylko.
Ruszyłem w ślad za zdobyczą.
-Wracaj w tej chwili! - Powiedział i wymruczał coś pod nosem.
-Pan chyba najlepiej wie, że nie wolno się poddawać, a wroga lub zdobycz trzeba zabić.-Powiedziałem.
Pobiegłem za nią, ale nie przewidziałem tego że niedaleko z tego miejsca znajduje się urwisko. Myszy udało się uciec, ale ja nie zdążyłem i tylko przednimi łapami trzymałem się brzegu. Kiedy Kyrian i Seiji przybyli, mnie opuściły wszelkie siły i spadałem w dół...
<Kyrian?>

sobota, 22 lipca 2017

Od Nicholasa, cd Grelle, Tsukimi

Grelle szła w pośpiechu. Nie był to bieg, a chód, tyle, że naprawdę szybki. Moje myśli krążyły wokoło tego, w jaki sposób pokonać Księżycowe Demony- postrach wilków od wielu pokoleń. Czy było to w ogóle możliwe? Niepokojące było ich nagłe pojawienie się w porze Vanethies, przecież nie powinny tu przebywać, było za ciepło... Czy nie byliśmy już wcale bezpieczni?
Nim wraz z Alfą znaleźliśmy opiekunkę szczeniąt, która jak się okazało przebywała w swojej jaskini, doszliśmy do wniosku, że trzeba będzie o wszystkim porozmawiać z wyżej wymienioną. Przecież musiał być jakiś sposób na powstrzymanie plagi demonów.

xXx

Od ostatnich wydarzeń minął tydzień, w ciągu którego dołączyło do nas kilka wilków, poza tym Tsukimi zaadoptowała dwójkę szczeniąt, a zabójca, noszący imię Kyrian zabił jednego Isomi, co wręcz mną wstrząsnęło, a przynajmniej zszokowało. Dla mnie jednak samego ten tydzień był cichy, niby byłem Betą watahy, jednak nie robiłem nic związanego ze swoim stanowiskiem, ponieważ zwyczajnie nie miałem co. Wszystkim zajmowała się od razu Grelle, rzadko cokolwiek ze mną analizując, nie mniej jednak nie miałem zamiaru się temu sprzeciwiać. Była młoda, jednak raczej inteligentna i póki nie potrzebowała oparcia w mojej postaci, dopóty się nie mieszałem. Dawała radę sama.
Przystanąłem przy półce z ziołami owiniętymi w płaty skóry, podpisane za pomocą węgla. Już dawno zabierałem się za ogarnięcie tego wszystkiego, jednak najwyraźniej i tym razem nie dane mi było posprzątać zakrytej powłoką kurzu jaskini, z powodu niezapowiedzianych odwiedzin.
- Witaj Tsukimi, coś się stało?- Spytałem przyjaźnie, jednak wystraszony wyraz pyska wadery nie wskazywał na nic dobrego.
- Trójka Isomi jest w lesie, idą prosto na moją jaskinię. Musimy znaleźć Grelle.- Wymówiła na jednym tchu, a ja przez chwilę zamilkłem, musząc sobie wszystko poukładać w głowie.
- Gdzie są twoi synowie?- Spytałem szybko, wycofując się z jaskini. Jaskinia Luny była najbardziej wysunięta w las, moja była następna, czyli nie zostało wiele czasu. Z tego co było mi wiadomo, zabójca był ranny, natomiast Grelle opiekowała się nim.
- Są na zewnątrz, nie mogłam ich zostawić!- Odparła, prawie że gniewnie. Oboje wyszliśmy z jaskini, gdzie czekała dwójka szczeniąt.- Musimy...
- Musimy powiadomić watahę o niebezpieczeństwie. Powiedzieć o wszystkim Grelle, po czym wysłać kilka wilków aby informowały nas o położeniu wrogów, jednak to ostatnie omówię z Alfą.- Wymówiłem szybko, uprzednio przerywając towarzyszce. Myślenie nagle okazało się cięższe, kiedy na mózg automatycznie zaczęły mi się cisnąć słowa jednej ze znanych mi piosenek. - Nie mamy czasu do stracenia. Musimy wszystko załatwić jak najszybciej.
- Wezmę Naoki'ego i Seiji'ego do Alfy i o wszystkim jej powiem, a ty powiadomisz watahę, co ty na to?- Spytała, jednak podświadomie wiedziałem, że nie mam nic do gadania. Skinąłem tylko łbem, natomiast wadera wzięła oba maluchy i ruszyła po prostej, podczas kiedy ja wybrałem drogę okrężną. Póki co nie chciałem siać zamieszania, więc tylko kazałem wszystkim być uważnymi i nasłuchiwać głosu Alfy.Sam skierowałem się ku jaskini przywódczyni dopiero po dłuższym czasie, z piosenką w głowie.
<Grelle? Tsukimi?>