sobota, 29 lipca 2017

Od Kyrian'a CD Naoki'ego

Nie czekając ani chwili , przywołałem garotę. Zwykle używałem jej do walki, ale w tym momencie nic lepszego nie przychodziło mi do głowy. Szybko wyciągnąłem żyłkę i w biegu rzuciłem nią na pobliskie drzewo.
 - Krzycz gdyby pękała - powiedziałem do Seij'iego i rzuciłem się za Naokim.
Kiedy szczeniak był w zasięgu mojej szczęki, złapałem go zębami za futro, a żyłka garoty się skończyła, zatrzymując nas w powietrzu. Nie czekając na możliwe pęknięcie linki, zacząłem się wspinać z futrem Naokiego w pysku. Na górze upuściłem go na ziemię i odwiązałem żyłkę od drzewa.
- Nie poluje się na nieznanym terenie - powiedziałem - musisz się jeszcze dużo nauczyć.
- Dziękuję - odpowiedział speszony szczeniak - Nic mi pan nie zrobi?
Spojrzałem na niego z lekkim zdziwieniem w oczach.
- Mógłbym jedynie cie torturować lub zabić, a nie o to mnie prosili, o tym czy ktoś ukarze cię za  głupotę zadecyduje Tsukimi.
- Powie jej pan? - zadał kolejne pytanie.
- Zależy czy znowu zrobicie coś głupiego - odpowiedziałem kierując się w stronę lasu - głodni?
 Jak na zawołanie w brzuchach obu  młodych basiorów zaburczało.
- Uznam to za tak, szukajmy zatem czegoś do jedzenia. Wędrowaliśmy lasem, kiedy przeszliśmy obok zgniłych drzew i ziemi tak suchej, że nic nowego już tam nie wyrośnie. Isomi coraz mniej przejmowały się porą roku.
- Co to? - zapytał Naoki. - Coś co stanie się z resztą lasu , jeśli nie zdarzy się jakiś cud - odpowiedziałem odciągając ich od tej części terenów naszej watahy. - Kto to zrobił? - po raz kolejny zapytał młody wilk. Ignorując jego pytanie rozglądałem się za czymś do jedzenia. Moją rolą nie było uczenie ich , tylko pilnowanie żeby nic im się nie stało.
<Naoki?>

piątek, 28 lipca 2017

Od Rhaegona

 Wiele dni podróżowałem po świecie szukając schronienia. Każdego może wyczerpać bezustanna wędrówka. Minęło trochę czasu zanim osiadłem tutaj. Ogromne zainteresowanie z mojej strony wzbudziło występowanie tu Księżycowych Demonów, jak nazywali to członkowie watahy. Nigdy nie widziałem czegoś podobnego, a zwiedziłem wiele dziwnych miejsc i nawet nie pomyślałbym, że będzie mi dane spotkać istoty takie jak Isomi. Podczas polowań na tutejszych terenach szukałem śladów należących do tych koszmarnych stworzeń.
 I właśnie w czasie jednego z wielu takich łowów natknąłem się na czyjeś ślady. Na moje nieszczęście, nie należały one do Isomi, a do innego wilka. Westchnąłem zrezygnowany, a jeleń, który zdążył pognać już daleko w świat, zostawił za sobą tylko odciski kopyt i lekką woń zwierzyny.
- Trzeba było się nie zatrzymywać. - mruknąłem łypiąc okiem na ślad i opuściłem łeb ku ziemi.
Odwróciłem się, aby wrócić do jaskini, którą zwałem swoim domem. Była to całkiem przestronna grota ozdobiona z zewnątrz różnoraką roślinnością, a w środku wyścielona skórami jeleni i na ścianach ozdobiona ich porożem.
 Idąc tak z głową przy glebie, niezbyt zwracając uwagę na to, co działo się dookoła. Do czasu, kiedy dźwięk łamanej kości nie skierował mojego zainteresowania na moją niedoszłą ofiarę i siedzącą przy niej waderę. Natychmiastowo się wyprostowałem.
- Jesteś z watahy? - odezwałem się wiedząc, że wilczyca mnie zauważyła.
- Tak. - odparła krótko, nie wydawała się skora do dłuższej rozmowy.
Przez kilka minut po prostu bezczynnie gapiliśmy się na siebie i żadne z nas się nawet nie ruszyło. Sam nie wiem po co tam stałem.
- Jestem Rhaegon. - powiedziałem w końcu przerywając tą niezręczną ciszę.

<Rinel?>

środa, 26 lipca 2017

Powitajmy Rhaegona!


Imię: Rhaegon
Pseudonim: Nigdy żadnego nie posiadał.
Płeć: Basior.
Wiek: 5 lat.
Data urodzenia: 16.02
Charakter: Najlepiej zacząć od tego, że Rhaegon dużo o sobie nie mówi. W skrócie można go opisać jednym słowem - odpychający. Niecierpliwy, nienawidzi za czymś bądź też kimś czekać. Jego zaufanie niesamowicie ciężko zyskać, a raz stracone już nie powróci nigdy więcej. Może i jest w stanie wybaczyć, ale miej pewność, że nigdy nie zapomina. Rhaegon to wyjątkowo mściwa osobistość. Cisza i spokój - to ceni sobie najbardziej. Drażni go hałas, zgiełk. Kiedy ktoś wejdzie mu w drogę, po prostu go omija. Niezbyt konfliktowy, chociaż ma całkiem cięty język. Basior jest sceptycznie nastawiony do... absolutnie wszystkiego. Bywa czasami wredny, choć w stosunku do innych stara się zachować resztki kultury, ale zwykle wychodzi na strasznie chamskie stworzenie. Cóż, na pewne rzeczy nie da się nic poradzić, prawda? Zawsze dogłębnie analizuje sytuację i rozwiązania, stara się nie postępować lekkomyślnie. Z Rhaegona jest niezły aktor oraz manipulator, niekiedy nie ma żadnych wyrzutów sumienia związanych z tym, co robi. Zwykle jest to oszust patrzący na wszystkich z góry, ale da się to zmienić odpowiednim podejściem do basiora.
Moc: Rhaegon posiada umiejętność pojawiania się znikąd. Nie ma wilka, puff, jest wilk! Sam nie do końca potrafi zrozumieć jak to działa, a nikt jeszcze nie zauważył w jaki sposób się pojawia. Nie jest to teleportacja, ponieważ basior "widzi" całą drogę, jaką przebywa. Tak jakby podróżował "bez ciała" i z bardzo dużą prędkością.
Stanowisko: Szpieg.
Rodzina: Jego jedyną rodziną była wadera, która go znalazła, kiedy był szczeniakiem i wychowała. Sielankowe życie przerwała wojna, a Rhaegon sam widział, jak waderze odrywają głowę od reszty ciała.
Zauroczenie: -
Inne: -
Umiejętności:

  • Siła: 25
  • Zwinność: 30
  • Szybkość: 25
  • Wytrzymałość: 20

Od Rinel CD Seiji'ego

Niedawno dołączyłam do tejże watahy. Dowiedziałam się o ich tutejszych problemach. W sumie nie wiem co mnie tu zatrzymało skoro już w samej drodze mogłam zostać zabita. A jeśli o Isomi chodzi… Szczeniaki nie powinny wałęsać się same w takich warunkach, a ja właśnie jednego napotkałam. Trzymał przy sobie jakieś rośliny. Zapewne bawił się w początkującego zielarza nie znającego się na swoim fachu. Nie widząc większego wyboru, z niechęcią zaproponowałam mu pomoc. To nie w moim stylu, aby rzucać się na kogoś z altruistyczną myślą. Przedstawmy sprawę jasno. Nie jestem miłą waderą.
Ale niech będzie. Odprowadziłam młodego do jego matki. Szczeniak ewidentnie nie był do niej podobny. Może mieszaniec? Południowcy może są bardziej otwa… Co ja pieprzę. Moi byli pobratymcy nienawidzili wrogów. My normalne wilki od wieków spieramy się z Veronami. Czy to chodziło o tereny, zwierzynę łowną czy kilka innych rzeczy. To dlatego pierwszy mieszaniec nie był zanadto akceptowany. Ale z jaką przyjemnością wspominam miłe chwile spędzone z przyrodnim bratem.
Okazało się, że zarówno ja, jak i Tsukimi – matka owego szczenięcia oraz jeszcze jednego basiorka – musimy iść porozmawiać z alfą. Niech im będzie. Dość prędko pokonałyśmy drogę, która nie wydała mi się długa. W sumie to nic poważnego. Kilka słów o grasujących w okolicy monstrach. Spotkanie skończyło się szybko, jak się zaczęło, ale zwołany został każdy. Nieważne, teraz mogę wracać do swoich obowiązków.
Wyszłam na zewnątrz, kiedy zaczepiła mnie Tsukimi.
- Rinel. Mam do ciebie małą prośbę. - zaczęła, drapiąc łapą podłoże.
- Mów. - odrzekłam krótko.
- Mogłabyś przez chwilę przypilnować moich szczeniąt? Nie chcę o o znów prosić Kyriana, a przydałoby się, abym udała się na polowanie.
- Mogę to zrobić za ciebie, a ty zostań z młodymi. - wolałam to, niż siedzieć z szczeniakami.
- Chodzi o to, że chcę rozprostować łapy.
- No dobrze. Ale będziesz mi winna przysługę. - mruknęłam, na co ta uradowana skinęła głową i zniknęła w drzewach kilka metrów dalej. Kiedyś ta wadera może mi się przydać.
Wróciłam więc do jaskini gdzie siedziały dwa basiorki.
- Co się stało? - ryknęli chórem. Czy wspominałam, jak nie lubię hałasu? - Gdzie mama? - widocznie się zaniepokoili.
- Spokojnie, zaraz wróci. - machnęłam łapą.
- Wygląda Pani jakby coś się stało. - zaczął rudzielec.
- Taki mam pysk. - powiedziałam bez grosza empatii. - Wasza matka poszła coś upolować na kolację. Będę was pilnować dopóki nie wróci.
- Dobrze. - drugi z nich skinął głową.
- Nie wychodźcie z jaskini. Rozumiecie? - razem odparli, że tak. - W takim razie mam dla was zajęcie. - chwyciłam do pyska piaskowiec i uniosła wysoko głowę. Nakreśliłam na jednej ze ścian linię. - Kto pierwszy dotknie wygrywa. - odwróciłam się i wyszłam usiąść przed jaskinię. Niech Tsukimi się pośpieszy.
~*~
Słońce już właściwie zachodziło kiedy samica wróciła.
- Dziękuję za pomoc.
- Ta, nie ma za co. To ja się będę zbierać, do mnie mam jeszcze kawałek drogi. - machnęłam łapą.
- To dla ciebie. - rzuciła w moją stronę małego szaraka. Chwyciłam go do pyska i ruszyłam biegiem w stronę gęstwin.
Nie powiem, wybrałam sobie miejsce położone najbardziej na odludziu jak się da. Znajdowało się z dala od innych. Lubiłam ciszę i spokój. Tutaj to miałam. Jako „dom” wybrałam sobie dość obszerne drzewo, wydrążone od środka. Na jego zewnętrznej warstwie rosły niebieskie oraz różowe kwiaty, które zachwycały swym, wyglądem. W  niektórych miejscach rósł mech. Korzenie znajdujące się na zewnątrz były szczególnie nim pokryte.  Dodawały… Nastroju. Można by tu też urządzić niezły plac zabaw dla młodych, albo wykorzystać to w inny sposób. Jeśli o wnętrze chodzi. Po pniu pięły się pnącza. Gdzieś w suficie znajdowało się małe ptasie gniazdo zamieszkałe przez jakiegoś ptaka. Jeszcze nie wiem co to dokładnie za gatunek, ale znalazłam białe pióro. Podłoże w środku było starannie udeptane. W jednym miejscu ułożone miałam liście, trawę i trochę wspomnianego wcześniej mchu. To było moje legowisko. Cała jama z zewnątrz mogłaby wydawać się mała, jednak w środku mogłoby mieszkać kilkoro wilków. Kora układała się w kształt tworzący półki. Umieściłabym tam ozdoby, gdybym jakieś miała. Pod jedną ze ścian rzuciłam królika. Było już ciemno, a ja byłam w środku lasu. Mimo to księżyc przebijał się przez liście i pięknie oświetlał wejście. Ułożyłam się na posłaniu, zasypiając.

Seiji?

wtorek, 25 lipca 2017

Od Seiji'ego

Nao poszedł dziś do pana Kyrian`a, a mamę Tsukimi wezwała alfa Grelle w jakiejś dość poważnej sprawie, więc pozostałem sam. Postanowiłem wyjść pozbierać zioła by zrobić lekarstwo. Brat powiedział że muszę łykać kilka takich lekarstw dziennie. Poszedłem więc w kierunku z którego dochodził znajomy zapach zieleniny potrzebnej do zrobienia leków. Kiedy byłem już na łące zobaczyłem tam wilka, ukryłem się w krzakach obserwując ją.
-Wyjdź albo sama cie wyciągnę z tych krzaków.
Przejrzała mnie? powoli wyszedłem.
-Ktoś ty?
-Seiji, a pani?
-Należysz do WKD? - Skinąłem głową na owo pytanie. - Nazywam się Rinel.
-Miło panią poznać. - Uśmiechnąłem się.
-Czego tu szukasz?
-Ziół na leki. - Powiedziałem.
Wadera powiedziała że pomoże mi je zerwać, więc powiedziałem połowę z tego co potrzebuję bowiem resztę miałem już zebrane. Kiedy skończyliśmy, pani Rinel powiedziała że mnie odprowadzi i pomoże nieść zebraną zieleninę. Po drodze trochę rozmawialiśmy. Kiedy byliśmy już blisko jaskini zobaczyłem mamę Tsukimi i brata Nao. Nieco przyśpieszyłem i się z nimi przywitałem. Pani Rinel zaczęła o czymś rozmawiać z mamą po czym obydwie skierowały się w stronę jaskini alfy Grelle. Mnie i Nao mama Tsukimi zostawiła z poleceniem nie wychodzenia z jaskini pod żadnym pozorem. Po chwili do jaskini weszła pani Rinel.
-Co się stało? - Spytaliśmy. - Gdzie mama?
Miałem złe przeczucia co do tego wszystkiego...
<Rinel?>

Od Naoki'ego

Mama Tsukimi znów zostawiła mnie z Seiji`m u pana Kyrian`a. Mój brat schował się za mną, a pan Kyrian usiadł naprzeciw nas i patrzył na nas. Cisza trwała dosyć długo i powoli zaczynała być nieco irytująca.
-Em...proszę pana? - Przechyliłem lekko głowę.
-Kyrian wystarczy. O co chodzi?-Spytał.
-A więc, co mamy robić?
-Wpierw...ej, młody. Chodź no tu.
Kyrian podszedł do Seiji`ego i przypatrzył mu się z bliska.
-Idziemy na dwór.
Dorosły basior wyszedł z jaskini, a my poszliśmy w ślad za nim by go nie denerwować. Nagle niedaleko wśród trawy rozległ się szelest. Niemal natychmiast nastawiłem uszy i popatrzyłem w tamtym kierunku. Wśród trawy powoli przemieszczała się tłusta, leśna mysz. Przykucnąłem i przypatrywałem się ofierze. Odczekałem chwilę i skoczyłem wprost na nią. Jednak jakimś sposobem zrobiła unik i zaczęła uciekać, a ja ją gonić. Pan Kyrian i Seiji też się zatrzymali i patrzyli co robię.
-Młody, co ty odwalasz? - Spytał Kyrian.
-Poluję.-Rzuciłem tylko.
Ruszyłem w ślad za zdobyczą.
-Wracaj w tej chwili! - Powiedział i wymruczał coś pod nosem.
-Pan chyba najlepiej wie, że nie wolno się poddawać, a wroga lub zdobycz trzeba zabić.-Powiedziałem.
Pobiegłem za nią, ale nie przewidziałem tego że niedaleko z tego miejsca znajduje się urwisko. Myszy udało się uciec, ale ja nie zdążyłem i tylko przednimi łapami trzymałem się brzegu. Kiedy Kyrian i Seiji przybyli, mnie opuściły wszelkie siły i spadałem w dół...
<Kyrian?>

sobota, 22 lipca 2017

Od Nicholasa, cd Grelle, Tsukimi

Grelle szła w pośpiechu. Nie był to bieg, a chód, tyle, że naprawdę szybki. Moje myśli krążyły wokoło tego, w jaki sposób pokonać Księżycowe Demony- postrach wilków od wielu pokoleń. Czy było to w ogóle możliwe? Niepokojące było ich nagłe pojawienie się w porze Vanethies, przecież nie powinny tu przebywać, było za ciepło... Czy nie byliśmy już wcale bezpieczni?
Nim wraz z Alfą znaleźliśmy opiekunkę szczeniąt, która jak się okazało przebywała w swojej jaskini, doszliśmy do wniosku, że trzeba będzie o wszystkim porozmawiać z wyżej wymienioną. Przecież musiał być jakiś sposób na powstrzymanie plagi demonów.

xXx

Od ostatnich wydarzeń minął tydzień, w ciągu którego dołączyło do nas kilka wilków, poza tym Tsukimi zaadoptowała dwójkę szczeniąt, a zabójca, noszący imię Kyrian zabił jednego Isomi, co wręcz mną wstrząsnęło, a przynajmniej zszokowało. Dla mnie jednak samego ten tydzień był cichy, niby byłem Betą watahy, jednak nie robiłem nic związanego ze swoim stanowiskiem, ponieważ zwyczajnie nie miałem co. Wszystkim zajmowała się od razu Grelle, rzadko cokolwiek ze mną analizując, nie mniej jednak nie miałem zamiaru się temu sprzeciwiać. Była młoda, jednak raczej inteligentna i póki nie potrzebowała oparcia w mojej postaci, dopóty się nie mieszałem. Dawała radę sama.
Przystanąłem przy półce z ziołami owiniętymi w płaty skóry, podpisane za pomocą węgla. Już dawno zabierałem się za ogarnięcie tego wszystkiego, jednak najwyraźniej i tym razem nie dane mi było posprzątać zakrytej powłoką kurzu jaskini, z powodu niezapowiedzianych odwiedzin.
- Witaj Tsukimi, coś się stało?- Spytałem przyjaźnie, jednak wystraszony wyraz pyska wadery nie wskazywał na nic dobrego.
- Trójka Isomi jest w lesie, idą prosto na moją jaskinię. Musimy znaleźć Grelle.- Wymówiła na jednym tchu, a ja przez chwilę zamilkłem, musząc sobie wszystko poukładać w głowie.
- Gdzie są twoi synowie?- Spytałem szybko, wycofując się z jaskini. Jaskinia Luny była najbardziej wysunięta w las, moja była następna, czyli nie zostało wiele czasu. Z tego co było mi wiadomo, zabójca był ranny, natomiast Grelle opiekowała się nim.
- Są na zewnątrz, nie mogłam ich zostawić!- Odparła, prawie że gniewnie. Oboje wyszliśmy z jaskini, gdzie czekała dwójka szczeniąt.- Musimy...
- Musimy powiadomić watahę o niebezpieczeństwie. Powiedzieć o wszystkim Grelle, po czym wysłać kilka wilków aby informowały nas o położeniu wrogów, jednak to ostatnie omówię z Alfą.- Wymówiłem szybko, uprzednio przerywając towarzyszce. Myślenie nagle okazało się cięższe, kiedy na mózg automatycznie zaczęły mi się cisnąć słowa jednej ze znanych mi piosenek. - Nie mamy czasu do stracenia. Musimy wszystko załatwić jak najszybciej.
- Wezmę Naoki'ego i Seiji'ego do Alfy i o wszystkim jej powiem, a ty powiadomisz watahę, co ty na to?- Spytała, jednak podświadomie wiedziałem, że nie mam nic do gadania. Skinąłem tylko łbem, natomiast wadera wzięła oba maluchy i ruszyła po prostej, podczas kiedy ja wybrałem drogę okrężną. Póki co nie chciałem siać zamieszania, więc tylko kazałem wszystkim być uważnymi i nasłuchiwać głosu Alfy.Sam skierowałem się ku jaskini przywódczyni dopiero po dłuższym czasie, z piosenką w głowie.
<Grelle? Tsukimi?>

Od Grelle CD Tsukimi

- W zasadzie to niczego się nie dowiedzieliśmy. Nic nie powiedzieli, choć Kyrian i Kaden nieźle ich wymęczyli. - odparła wadera. - Jeśli będziesz coś chciała, to będę nad jeziorem, aby zmyć tę krew.
Tsukimi skinęła głową.
 Chociaż od wielu dni pogoda była słoneczna i  temperatura dochodziła do prawie trzydziestu stopni, to woda w jeziorze była zimna. Jednak Grelle ten fakt aż tak bardzo nie przeszkadzało. Cierpliwie czyściła swoją sierść uważnie przyglądając się swojemu odbiciu w tafli wody. Nagle jej uwagę zwróciło coś błyszczącego, co leżało na samym dnie. Nachyliła się bardziej, a śliska trawa przy samym brzegu spowodowała, że omsknęła się jej łapa i wilczyca wpadła do wody. Kiedy szybko się wynurzyła, usłyszała głośny śmiech Tsukimi stojącej obok miejsca, w którym wadera chwilę wcześniej siedziała, a dodatkowo tym błyszczącym przedmiotem był zwykły, ładny kamień.
- Nic ci nie jest? - spytała Luna przez śmiech, a Grelle mogłaby przysiąc, że w jej oczach znajdowały się łzy.
- Nie, nic. - mruknęła. - Co chciałaś?
- Właściwie to nic szczególnego, chciałam po prostu się z tobą zobaczyć. - odparła wilczyca wciąż lekko się śmiejąc.
- Miło. - uśmiechnęła się Grelle. - W takim razie zapraszam cię na polowanie, od rana jeszcze nic nie jadłam. - zaproponowała.
- Wiesz... Nie wiem, czy to dobry pomysł. Chciałam z tobą tylko chwilę porozmawiać, nie mogę zostawić bez opieki na tak długo Naoki'ego i Seiji'ego.
- Spokojnie, załatwię kogoś do opieki. - zapewniła Grelle. - Chodź.
~*~
- Nie.
- Dlaczego? - spytała wadera. - Przecież nie sprawią problemu.
- A czy ja wyglądam szanownej alfie na niańkę? - odparł Kyrian. - Nie zgadzam się.
- Proszę cię, tylko na chwilę. - nieustępliwie prosiła Grelle.
- Nie wiem, czy to dobry pomy... - wtrąciła się Tsukimi.
- To świetny pomysł! O co wam chodzi? Idealna okazja na zacieśnianie międzyczłonkowickich relacji! - przerwała jej biała wilczyca.
- Jak się zgodzę, to w końcu wyjdziecie z mojej jaskini? - przewrócił oczami basior.
~*~
- Mówiłam, że załatwię.
- W dalszym ciągu uważam, że zostawianie szczeniąt z zawodowym płatnym zabójca nie jest najlepszym rozwiązaniem. - westchnęła Luna.
Wiedziała, że na upór Grelle nic nie poradzi.
- Kyrian to mój najlepszy przyjaciel, choć prawdopodobnie bez wzajemności, ale zawsze. Nic im nie będzie, zaufaj mi.
Wadery udały się do Świetlistego Lasu, gdzie zawsze było pełno zwierząt. Szły wąską ścieżką udeptaną przez stada jeleni i miały nadzieję, że uda im się coś upolować.

<Tsukimi?>

Powitajmy Seiji'ego!

http://dinoanimals.pl/wp-content/uploads/2015/04/Wilk_grzywiasty_12.jpg
Imię: Seiji
Pseudonim: Lis, Sei, Kitsune
Płeć: Basior 
Wiek: 4 miesiące
Data urodzenia: 12.03
Charakter: Seiji nie znosi bólu i bycia zamkniętym. Kocha wolność i otaczające go stworzenia i przyrodę. Zawsze jest bardzo wesoły, rzadko bierze coś na poważnie (oprócz walki przeciwko Isomi) i według niego jest dobrze póki jest szczęśliwy. Zwykle uprzejmy i miły oraz zawsze pełen energii. Jednak ma swoją drugą osobowość, która ujawnia się gdy Seiji odczuwa ból i jest ranny. Wtedy jego ciało wymazuje wszelkie ograniczenia siły i szybkości, a on sam szaleje i uszkadza swoje ciało. Przywrócić go do poprzedniego stanu potrafią jedynie zioła, które zawsze ma przy sobie. Pomijając to, Seiji jest bardzo dziecinny, często bywa nieodpowiedzialny i nie lubi pracować, woli spędzać czas z przyjaciółmi i się bawić. Jego dodatkowymi cechami jest spryt i możliwość szybkiego rozwiązywania zagadek poprzez szybką dedukcję.
Rodzina: Prawdziwych nie pamięta, za przybraną matkę uważa Tsukimi, a za przybranego brata Naoki`ego
Inne
~Jest odmianą wilka, prawidłowa nazwa to wilk grzywiasty
~Jego dorosły wygląd: X

Powitajmy Naoki'ego!

https://m.ocdn.eu/_m/21bad92f49af297047cea097a17e14ad,62,37.jpg 
Imię: Naoki
Pseudonim: Nao
Płeć: Basior 
Wiek: 4 miesiące
Data urodzenia: 15.03
Charakter: Naoki jest szczerym do bólu i nieprzystępnym wilkiem. Przebywanie w jego towarzystwie wydaje się być trudne, ale przy bliższym poznaniu coraz bardziej się otwiera, co sprawia wrażenie jak gdyby miał dwie osobowości. Dla obcych jest oziębły, sadystyczny i okrutny. W przeciwieństwie do osób, które są bliskie jego sercu, czyli Watahy Księżycowych Demonów. Dlatego też z całego serca nienawidzi Isomi i wrogich watah. Przeciwnika zabija szybko i bezlitośnie. Może chodzić wszędzie poplamiony od krwi i nie zwraca na to uwagi przez co często zostaje upominany przez innych. Poza tym Naoki jest bardzo inteligentny, szybko podejmuje decyzje i prawie zawsze są prawidłowe. 
Rodzina: Prawdziwych nie pamięta, ale za swoją rodzinę uważa przybraną matkę Tsukimi i przybranego brata Seiji`ego
Inne
~Tak wyglądać będzie jako dorosły: X

Od Tsukimi

Słońce obudziło mnie o świcie, wstałam i powolnym krokiem wyszłam z mojej jaskini ziewając. Promienie słońca od razu wdarły mi się do oczy i przez kilka sekund nic nie widziałam. Atmosfera wokół była dość spokojna jak na to że Isomi mogą zaatakować w każdej chwili. Czyli wręcz idealny dzień na wędrówkę. Szybkim krokiem poszłam tylko powiedzieć alfie że idę poza teren watahy na północ sprawdzić czy Isomi się tam pojawiły. Grelle udzieliła mi pozwolenia. Po drodze w tamtym kierunku złapałam szaraka, który stał się moim śniadaniem. dalsza wędrówka szybko mi minęła, ale kiedy byłam już niedaleko granicy poczułam dziwne napięcie i miałam złe przeczucia. Zaczęłam biec przed siebie, a po drodze zauważyłam martwego białego węża. Biały wąż, który uznawany jest za boskiego posłańca został okrutnie zabity, a jego zwłoki nietknięte, barbarzyństwo. Przez chwilę poczułam furię, przez co popełniłam chyba największą głupotę, zawyłam z całych sił tuż na granicy. Szczerze, mam nadzieję że żaden wróg tego nie słyszał. Szybko wspięłam się na drzewo i patrzyłam na dół z góry. Coś nie grało. Nie poczułam obecności żadnego wilka, chociaż jestem już na terenach innej watahy. Nie ma tu śladu po żywych wilkach, a ostatni zapach tu pozostawiony jest co najwyżej sprzed 3 dni. Nagle poczułam mordercze intencje. Odwróciłam się, zaraz za mną stał Isomi we własnej osobie. Ruszyłam przed siebie jak oszalała i udało mi się go jakoś zgubić. Ukryłam się w jaskini. Serce waliło mi jak oszalałe, a pomimo tego że jestem w środku obcego terytorium, nie ma tu żywej duszy. Isomi ich powybijały czy uciekli? Rozejrzałam się po jaskini. Na jej końcu znajdują się dwa wilki, ale są słabe. Poszłam w ich kierunku. Gdy chciałam podejść bliżej usłyszałam ciche warczenie. Z moich łap wydobył się ogień i rozświetlił przestrzeń. Wtedy zobaczyłam straszny widok, dziesiątki martwych ciał wilków, które zaczęły się rozkładać i dwa wychudzone szczeniaki. Tylko dwa. Obydwa półżywe. Westchnęłam.
-Chodźcie tu, nic wam nie zrobię. - Powiedziałam. 
Nie odpowiadały, a życie w ich oczach powoli zanikało. Usiadłam i patrzyłam na nie.
-Kim jesteś? Czego chcesz? - Odezwał się jeden z nich.
-Och, jak niegrzecznie. - westchnęłam. - Najpierw należy się samemu przedstawić, ale niech Wam będzie. Nazywam się Tsukimi i jestem z Watahy Księżycowych Demonów, a wasza dwójka?
-Jestem...naoki, a to mój przybrany brat Seiji. - Powiedział.
-Z tej watahy?
Szczeniak przekręcił przecząco głową.
-Pójdziecie ze mną? - Spytałam. - Czy wolicie tu umrzeć z głodu?
-My... -Przerwał. - Nie mamy dokąd iść.
-To chodźcie ze mną.
-Nie możemy...się ruszać. - Powiedział Seiji.
-W takim razie was zaniosę. - Powiedziałam.
Oboje byli na granicy wytrzymałości. O dziwo, niesienie dwóch nie było takie ciężkie. Wyszłam z jaskini, z której wydobywał się odór zgniłych ciał i poszłam w kierunku terenów Watahy Księżycowych Demonów. Po drodze, obydwa wilczki usnęły. A kiedy wracałam, a raczej wracaliśmy po drodze nie było już żadnych Isomi. Jednak muszę zda raport z tego co się wydarzyło i spyta alfę czy mogę zaadoptować tę dwójkę. Kiedy byłam na obrzeżach watahy, poczułam lekki niepokój. Młodzi spali spokojnie, ale niedaleko nas musiało znajdować się coś niebezpiecznego. Zza krzewów wyszły dwa wilki z morderczymi intencjami, a skoro ja nie miałam ochoty się bić to obydwóch zamroziłam i przywiązałam linkami. Zaciągnięcie ich zajmie prawdopodobnie trochę czasu, siły i energii. dodatkowo niesienie tej dwójki. Westchnęłam i powoli zaciągnęłam wszystkich (szczeniaki plus tych w bryłach lodu) do jaskiń. Wszędzie było już ciemno, a alfa zawyła na znak że wszyscy mają wracać. Zawyłam na odpowiedź, a po chwili Grelle stała już przede mną lekko zaskoczona.
-Co się stało? 
-E... chwilę. - Powiedziałam zdyszana. 
Odłożyłam szczeniaki na ziemię.
-Melduję. Wilki z północnej watahy zostały zdziesiątkowane. Pojawiły się Isomi. Zamordowano białego węża. Przeżyły tylko te dwa szczeniaki, ale nie były częścią tamtej watahy. W drodze powrotnej, na granicy zaatakowały mnie dwa wrogie wilki, które znajdują się w tych bryłach lodu. To wszystko. - Powiedziałam.
-Rozumiem. Te dwa szczeniaki żyją, prawda? Co masz zamiar z nimi zrobić?
-Jeśli mogę prosić to chcę je adoptować i się nimi opiekować.
-Dobrze.
Po chwili reszta wilków z watahy się zebrała i wgapieni byli w dwie bryły lodu z wilczą mrożonką. 
-Tsukimi, rozmroź lód. Pora na przesłuchanie. Kaden, Kyrian, unieruchomcie ich.
Rozmroziłam lód ogniem, a basiory powaliły obydwa wilki, przygważdżając ich do ziemi.
-Tsukimi, weź szczeniaki do swojej jaskini. - Powiedziała.
Wzięłam te dwójkę i poszłam w stronę jaskini. Wymijając alfę szepnęłam tylko "Dziękuję". Weszłam do mojej jaskini i rozpaliłam ogień, aby ją oświetlić. Szczeniaki położyłam obok wgłębienia skalnego z wodą. Szturchnęłam je lekko nosem i po chwili się obudziły. 
-Naoki, Seiji, wstawajcie.
Obydwoje powoli otwarli oczy i doczołgali się do wody łapczywie ją pijąc. 
-Zaczekajcie tu. Przyniosę wam coś do jedzenia. 
Wyszłam na dwór, aby znaleźć jakieś zwierzę. Szczęście mi sprzyjało i udało mi się zabić śpiącego jelenia, cóż...już raczej się nie obudzi. Nagle z miejsca, gdzie przesłuchiwano tamtą dwójkę dało się usłyszeć piski i wycie oraz krzyki pełne bólu. Alfa chyba się wkurzyła. Mieli pecha i tyle. Zaciągnęłam moją ofiarę do jaskini,a tamta dwójka na jej widok zaczęła się ślinić. Położyłam jelenia obok nich i go rozprułam, dając dzieciakom dwa sporej wielkości kawałki mięsa. Po czym położyłam się spać. 
*rano*
Kiedy się obudziłam, usłyszałam donośne krzyki i skamlenie, a po chwili zupełna cisza. Cała noc tortur? Trochę współczuję, ale chyba im się należało. Chciałam wstać, ale po chwili poczułam że nie mogę. Dzieciaki spały obok mnie wtulone w moją sierść. Uroczo. Do mojej jaskini weszła Grelle, której część sierści była posklejana od krwi tamtej dwójki.
-Dzień dobry, pani alfo. -Powiedziałam.
-Mów do mnie Grelle. -Odparła.
-A więc...co wiemy od tamtej dwójki?
<Grelle?>

Od Grelle CD Kyriana

Kiedy wadera zobaczyła Kyriana leżącego na przesiąkniętej krwią ziemi, serce podeszło jej do gardła. Po chwili już leżała obok rannego basiora, sprawdzając, czy oddycha.
~*~ 
Grelle leżała na podłodze w swej "kwaterze" cały czas czujnie obserwując wciąż nieprzytomnego wilka spoczywającego na jej posłaniu. Bała się, że Kyrian już się nie obudzi. Nie mogła znieść tej myśli. Był jej najbardziej zaufanym członkiem watahy, a także przyjacielem.
- Obudź się... - szepnęła i mimowolnie do jej oczu napłynęły łzy.
Odpowiedziała jej tylko głucha cisza, którą po krótkiej chwili przerwało burczenie brzucha wilczycy. No tak, nie jadła od trzech dni, czyli od kiedy Kyrian nieprzytomny leżał u niej w jaskini. Przyzwyczaiła się do ścisku żołądka i uparcie utrzymywała, że nie opuści groty dopóki jej przyjaciel się nie zbudzi. Spojrzała na swoje łapy i głośno westchnęła. Chwyciła bandaż leżący obok i podeszła do Kyriana, aby zmienić mu opatrunek, który zdążył się przebarwić na czerwień. Jego rana na grzbiecie wciąż się nie goiła i nie dawało jej to spokoju. Tamtego dnia stracił naprawdę dużo krwi. Kiedy delikatnie położyła łapę na grzbiecie basiora, aby ściągnąć ubrudzony szkarłatem bandaż, ten otworzył oczy i spojrzał na zaskoczoną waderę.
- Gdzie... Jestem? - jęknął cicho.
- W mojej jaskini. - odpowiedziała Grelle starając się zachować poważną twarz, choć w środku była bardzo szczęśliwa.
- Co... Co się stało? - zapytał próbując podnieść się na łapach.
- Nie, przestań! - wykrzyknęła wilczyca. - Nie wstawaj. Jeszcze nie możesz. - powiedziała. - Chwilę temu jeszcze myślałam, że nie przeżyjesz. Daj sobie trochę czasu na dojście do siebie.
Kyrian skinął głową i ponownie opadł na posłanie.
- No więc kiedy pokonałeś tamtego Isomi, nie zabiłeś go całkiem. Przebił cię swoimi szponami, kiedy się odwróciłeś. - wyjaśniła. - A teraz daj mi zmienić bandaż, zaraz pójdę na polowanie, od trzech dni nic nie jadłam, a ty musisz nabrać sił.

<Kyrian?>

Od Rinel


 Czarne, smukłe łapy brodziły w kałuży krwi. Długie pazury stukały o kamienny grunt. Stałam wciąż na zewnątrz jaskini. Mogłabym zareagować, gdybym zjawiła się tu wcześniej. Teraz mogłam jedynie patrzeć na to jak czarne monstrum zacisnęło po raz kolejny swe szczęki na krtani mej matki. Jej zawsze zadbana, karmelowa sierść została zatopiona w kolorze burgundu. Napastnik wykonał zgrabny ruch, jakby było to dla niego niczym, a następnie cisnął ciałem o ścianę. Niemal słyszałam jak kości wadery pękają. Co poczułam: żal, tęsknotę, gniew? A może wszystko naraz? Chciałam zareagować, lecz na próżno. Trudno byłoby mi się mierzyć z takim przeciwnikiem, zwłaszcza, że nie rozumiem powodu, dla którego to zrobił. Silny ruch odciągnął mnie od jaskini. Dumny basior o beżowej sierści pociągnął mnie za sobą. Praktycznie zapomniałam o moim zadaniu. Miałam przecież odnaleźć głowy watahy. W tym właśnie zadbać o bezpieczeństwo Księcia - zwanego też na innych terenach następcą alfy. Pełniłam ważną funkcję, a dałam się zmieść emocjom. Posłuchałam głosu, który mówił, aby sprawdzić co u mojej matki. Teraz to już nie ważne, ona nie żyje, a ja straciłam czas. Jednak… Musiałam zadać to pytanie na głos. Odziany w złotą zbroję basior jako jedyny mógł znać odpowiedź. 
- Aldariel! Dlaczego! Co on tam robi! 
- Nie możemy teraz rozmawiać. - ponaglił mnie do biegu. 
- Chcę wiedzieć dlaczego zobaczyłam jak mój brat zamordował własną matkę! - zatrzymałam się, nie zważając, że znienacka może wyskoczyć przeciwnik. Pytałam o rodową zdradę. 
- Czy nie rozumiesz, że to nie czas na takie rozmowy?! Dolina została zaatakowana!- warknęłam cicho na jego wypowiedź. Wiedziałam, że miał rację. 
- W takim razie musimy pędzić do Króla. Tam będziesz bezpieczny i obmyślimy lepszą strategię. 
- Nie puszczę cię do mego ojca. - powiedział. Zwykle był nieśmiałym basiorem, ale tym razem w jego oczach malowała się nie widziana jeszcze przeze mnie determinacja. Popchnął mnie i wskazał kierunek, w którym oboje zaczęliśmy biec. Kierowaliśmy się na południe. Czyli coraz dalej od głównej jaskini… Słyszałam krzyki okolicznych mieszkańców. Ile wilków musi umrzeć i dlaczego nie mogę im pomóc? Jestem młoda, ale potrafię walczyć. Przed nami ujrzałam kilkoro najeźdźców. Ja i Aldariel spojrzeliśmy na siebie, kiwając porozumiewawczo głowami. Rzuciliśmy się na psowate. Ciosy musiały być starannie dobrane, bowiem przeciwnicy byli wzrostu dwóch wilków. Ich smukłe sylwetki mogłam wykorzystać do mojego ataku. Odskoczyłam na bok od konkurenta i prześlizgnęłam się pod jego brzuchem. Mam równo trzy sekundy zanim zorientuje się co planuję. Po jego przeciwnej stronie odbiłam się od podłoża i chwyciłam go za skórę między łopatkami. Wykorzystując siłę mojego ruchu udało mi się powalić go na ziemię. Nie zwalniając tempa wgryzłam się w twardą skórę na jego podgardlu. Krew Veronów była gorzka jak nic innego. W pysku pozostał mi jeszcze jej cierpki smak. Na ziemię powalił mnie kolejny z tej rasy. Ogromna wadera przygniotła mnie do ziemi, wysuwając swe pięciocentymetrowe, białe kły. Była ode mnie znacznie silniejsza. Sekunda biegła za sekundą, a ja wyczekiwałam na jej ruch, będąc gotowa do sparowania ciosu. Wtedy Książę jednym ruchem zrzucił ją ze mnie. Zaczął szarpać każdy kawałek ciała samicy. Przysięgam, że słyszałam jak łamie jej kości. 
- Dalej! - krzyknął po krótkiej chwili. Bez chwili zawahania podążyłam za nim, przeskakując nad ciałami, których krew zabarwiła rzekę. Jakże dobijające było to, że nie były to tylko zwłoki naszych wrogów, ale i rozszarpane ciała towarzyszy broni, mieszkańców doliny czy ich szczeniąt. Teraz musiałam biec za nim. Nie wiem jaki miał plan, ale nie było odwrotu. Coraz bardziej oddalaliśmy się od pola bitwy. - Musisz się stąd ewakuować! 
- Co?! Dlaczego?! Jestem głównym strategiem! - zaprotestowałam po raz kolejny. 
- Draag kazał abym ci pomóc. Uciekniesz najdalej na południe jak się da. - cóż, innego kierunku nie ma. Na północy rośnie Las Yrsmi, to tam żyją Veronowie. Za to z wschodu i zachodu otaczają nas góry. 
- Nie będę się słuchać mordercy mojej matki! - starałam się nie biec za szybko, aby beżowy samiec mógł za mną nadążyć. - Nie rozumiesz, że nie miał wyboru?! My wilki nienawidzimy Veronów i chcemy zagłady dla nich wszystkich, a on jest mieszańcem. Żadna ze stron go nie przyjmie! Mam tylko hipotezy na temat tego co nim kieruje, ale on chce cię chronić. I ja również! 
- Nie mam pięciu miesięcy. Dam sobie radę. 
- Chociaż raz zrób coś o co cię prosimy! Nie tylko on, nie tylko ja! My oboje! - zatrzymaliśmy się przy skałach. Aldariel brał głębokie wdechy. Muszę im zaufać. Ma rację. Przecież za tym wszystkim musi kryć się jakiś cel. 
- Zgoda. - zawiesił na mojej szyi srebrną monetę. 
- Nie wracaj, to my będziemy musieli cię znaleźć. - powiedział. 
- Aldi… Nie dajcie się zabić; nie pozwólcie Dolinie upaść. - kiwnął głową na znak, ze zrozumiał i przytulił mnie mocno. Zbroja dodająca mu wdzięku i chroniąca przed ciosami idealnie do niego pasowała. Wiedziałam to od dawna, ale w chwili rozstania nagle przyszło mi to na myśl. Basior odwrócił się, posyłając mi blady uśmiech i zmienił swoją formę. Po chwili na niebie pojawił się złoty smok. 
~*~ 
 Obudziłam się pod wieczór. Leżałam pod jednym z drzew w tutejszym lesie. Przebywałam tu od paru dni. Przeciągnęłam się, uważnie obserwując otoczenie i nasłuchując czy nikt nie kręci się w pobliżu mnie. Powietrze było strasznie suche, aż zaschło mi w pysku. Wstałam, cicho mlaskając i ruszyłam w stronę, z której słyszałam szum wody. Od dwóch lat wędruję tak jak kazał mi Aldariel. Czekałam bardzo długo, ale straciłam nadzieję, że przeżyli starcie. Coraz mniej o nich myślę. Żałuję jedynie, że nie pomogłam innym. Zawiodłam ich. Przez miesiące wędrówki w mojej głowie pojawiało się wiele hipotez dotyczących mego brata, lecz do teraz żadna nie wydaje się być na tyle prawdopodobna i satysfakcjonująca, aby mogła okazać się prawdą. Spojrzałam na niebo. Za pół godziny słońce schowa się za horyzontem. To byłaby dobra pora, aby coś upolować, jednak nie czuję zanadto głodu. Jadłam wczoraj jakiegoś szaraka, do jutra na pewno mi wystarczy. Teraz tylko muszę zaspokoić pragnienie. Schyliłam się, aby wziąć kilka łyków zimnej wody. Gardło podziękowało mi za tę ofiarę. Wiatr niósł ze sobą dziwny zapach. Czyżby były to wilki? Powinnam pójść z nurtem rzeki. Stamtąd wieje wiatr. Może za kilka godzin kogoś spotkam. 
 
<Ktoś?>

Powitajmy Rinel!


https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/98/4c/8e/984c8e470ebe18330c5dcb89c0650771.jpg
Imię: Rinel 
Pseudonim: Rena, czasem ktoś rzuci Rin, lecz ona nie za bardzo za tym przepada. Toleruje określenie – i jest zarazem z niego dumna – Krwawa Dama, co wiąże się z jej mocą. 
Płeć: Wadera 
Wiek: 5 lat Data urodzenia: 09.03 
Charakter: Trudno jej nawiązywać nowe znajomości, jest w pewnym sensie aspołeczna. Posiada silny zmysł przyjaźni. Nie lęka się przeszkód i trudów. Jest zaborcza i przekorna, despotyczna zarówno dla siebie, jak i dla otoczenia. Nieraz chciałoby się, aby była bardziej ludzka. Czasem jest pełna niepokoju, mogącego zepsuć jej najpiękniejsze osiągnięcia. Odpowiada na wszelkie ataki w sposób, który może zbić z tropu. Gdy postawi sobie jakiś cel, zrobi wszystko, by go osiągnąć. W każdym przypadku pragnie rządzić; nie warto jej czegoś zabraniać, bo nienawidzi tego. Nie pozwala by ktoś się jej przeciwstawiał kiedy to ona kieruje. Traktuje jako przeciwników, albo i wrogów, wszystkich współzawodniczących z nią w działaniu. Ale jeśli trzeba wykroczyć poza stadium agresji i współdziałać z innymi, to... Jeśli ktoś nie ma uczciwych bądź jasnych zamiarów w stosunku do niej, lepiej niech zejdzie jej z drogi. Cechuje ją duża samodzielność i zaradność. Nie jest wylewna, obserwuje czekając, aż inni zrobią pierwszy krok. Jest bardzo dobra w manipulacji i kłamstwie. To typ osoby bardzo dumnej i honorowej. Nienawidzi przegranej i twierdzi, że zawsze wygrywa Niezależnie od czasu i sytuacji stara się zawsze mieć przyodzianą pokerową maskę. Jest też mściwa. Gdy ktoś skrzywdzi ważną dla niej osobę ta, albo od razu mści się, albo w głowie już ma ułożony cały plan zemsty. Cechuje ją dynamizm i nieufność w stosunku do otoczenia. Jednak nieufność często przechodzi w ironię, gdyż lubi kpiny. Dzięki życiowemu sprytowi potrafi załatwić wiele spraw. Posiada dwoistą osobowość: z jednej strony poważna osoba, z drugiej wieczna smarkula, pełna radości życia, którą niestety ktoś jej odebrał. W głębi serca, pod obojętnością i srogością kryje się marzycielka, którą boi się pokazać światu. Nieco brak jej stałości i równowagi. Nieraz przesadza w gniewie, aby dodać sobie odwagi i wywrzeć wrażenie na otoczeniu. Pragnie intensywnie uczestniczyć w życiu świata. Cechuje ją wielka pewność siebie. Ma niełatwy charakter. Jest zdecydowana, pracowita, nieco chmurna, zazdrosna, ale posiada bogactwo czułości i miłości. Ma skłonność do zamykania się w sobie i nie zawsze ujawnia swe myśli i uczucia. Bywa skryta… Cóż, dość często. Decyzje nie zawsze przychodzą jej łatwo, ale ma umysł stratega i lidera. W połączeniu ze zdolnością reakcji stanowi mieszankę wybuchową! Gdy się z czymś nie zgadza, bardzo ostro się przeciwstawia. Jest uparta. Stoi mocno nogami na ziemi, ale jest w stanie odpłynąć do „innego świata”. Nie stara się błyszczeć, a nawet jest nieufna wobec tych, którzy próbują za wszelką cenę przyciągnąć jej uwagę. Ma inteligencję analityczną, interesują ją raczej szczegóły, niż ogólny zarys. Zna się na psychologii i zwykle z łatwością może zrozumieć co dręczy innych i jacy ci są. Sprawia wrażenie, że wszystko przychodzi jej wręcz z prostotą, podczas gdy musi walczyć, by stanąć na wysokości zadania, i staje dzięki zaletom serca. Łatwo ją obrazić czy zranić, choć bywa to niezauważalne. Jest zaborcza, ale bardziej z chęci ochraniania innych, niż posiadania ich. Zdolna do głębokiej przyjaźni, ale ogranicza liczbę przyjaciół i starannie ich dobiera. Przestrzega bardzo surowych zasad. Posiada wrodzony zmysł moralny, który zawsze objawia się w przełomowych chwilach. Jest świadoma celów i wytrwale do nich zmierza. Potrafi obiektywnie i praktycznie patrzeć na to, co się wokół dzieje. Sytuację analizuje pod kątem własnej osoby. Ma zrównoważony charakter, który pozwala na właściwe osądzenie sytuacji. Czeka miesiącami, czasem latami, aby się z nim porachować. Niepowodzenia znacznie bardziej ją drażnią, niż przygnębiają. Nieraz miewa napady złości. Potrafi ranić innych okrutnymi słowami oraz kiedy potrzeba staje do starcia twarzą w twarz. Bardzo subiektywna, patrzy na wszystko z własnego punktu widzenia. Jej płodna wyobraźnia podpowiada tysiąc rozwiązań, niezwykły urok i wyjątkowa pamięć pomaga wybrnąć z każdej sytuacji. Zaskakująca intuicja pozwala jej oceniać ludzi niewiarygodnie prędko i właściwie! Całym sercem angażuje się w działanie. Ma specyficzny, czarny humor, co niekoniecznie podoba się innym. Pokazuje łatwość odnajdywania się w przestrzeni i czasie. Ograniczenia jej stawiane potrafią jednak wyprowadzić ją z równowagi. Odpowiedzialność i troska o innych wypływa prosto z jej serca. Jednak często nadmiernie przejmuje się drobiazgami. Bywają momenty, w których łatwo wyprowadzić ją z równowagi. Często ma humor typu „Masz 3 sekundy, aby uciec”, czy „Ale to upierdliwe, nie chce mi się”. Jest perfekcjonistką; leniwą perfekcjonistką. Gdy zostanie powierzone jej jakieś zadanie wykonuje je z pełną determinacją. Skupia się na tym, aby nie zawieść oczekiwań innych wilków. Kiedyś pasjonowały ją nauka. Teraz treningi. Cały czas chce być silniejsza. Jest bardzo kochająca i wrażliwa, ale boi się do tego przyznawać. Szczera do bólu. Ma cięty język, nienawidzi rozkazów. Toleruje jedynie polecenia alfy, czasami w duchu się buntując. Bywają chwile kiedy jest złośliwa; „bywają”... zwykle w każdej chwili potrafi wymyślić coś wrednego. To jej mała specjalność. W pewnych momentach jest chłodna i nie okazuje uczuć. Nie lubi rozmawiać o przeszłości i rodzinie, sprawia jej to ból. Jest skłonna do popadania w chandrę. 
Moc: Rinel może posiąść czyjąś moc na jakiś czas. Aby było to możliwe musi „posmakować” krwi danej osoby. Może zdobyć dzięki temu nawet kilka umiejętności naraz. Długość trwania zależy od energii, zdrowia czy zdeterminowania wadery. Jednakże najdłuższy efekt utrzymuje się, gdy nagryzie ona szyję. Podobno jeśli odbierze komuś życie, zabierze mu też jego moc. 
Stanowisko: Strateg Rodzina: Starszy brat – Draag. Jego bliskiego przyjaciela (Aldariela) również traktuje jak rodzinę. Jej matka nie żyje, ojciec zapewne też. 
Zauroczenie: Nie skupia się nad tym zanadto. 
Inne
- „Dopiero późną nocą, przy szczelnie zamkniętych oknach, gryziemy z bólu ręce." - Funkcjonuje głównie w nocy. Zwykle sypia po 3-4 godziny na dobę, ale uwielbia spać godzinami 
- Nie miewa snów, jeśli jakieś się zdarzają są to tylko koszmary, 
- Jest dość aspołeczną osobą i kiedyś nawet miała przez to atak duszności, 
- Uważa, że urazą dla jej godności byłoby gdyby popłakała się przy kimś, 
- Miała kiedyś przyjaciela, można by nazwać tę dwójkę dziwną parą, gdyż przyjaźniła się z niedźwiedziem, 
- Z łatwością zapamiętuje trasę, ma bardzo dobrą orientację w terenie, - Tylko osoby jej bliskie mogą zdrobnić jej imię,
- Pomimo mniejszej sile niż u innych wilków Rinel dzięki sprytowi, szybkości i jest w stanie wygrywać potyczki, 
- Ma bystre oko. Po kilki chwilach jest w stanie nauczyć się stylu walki przeciwnika, - Ona i Draag nie mają wspólnego ojca. Jej brat jest bowiem mieszańcem. 
Umiejętności
  • Siła: 16 
  • Zwinność: 32 
  • Szybkość: 36 
  • Wytrzymałość: 16

czwartek, 20 lipca 2017

Od Kyriana CD Grelle

Isomi we własnej osobie, na wyciągnięcie łapy. Od kiedy pamiętam Malakai i Isomi rywalizowali o tytuł lepszego łowcy. Niestety przegrywaliśmy, ze względu na to czym byli nasi przeciwnicy. Ale nie tym razem. Teraz to ty umrzesz.
- Cokolwiek się stanie, nie wychodź z lasu kiedy on będzie żył - powiedziałem do Grelle.
- Nie pozwolę naszemu zabójcy umrzeć - odpowiedziała. - Jeśli będzie na tyle silny żeby mnie zabić, w niczym mi nie pomożesz  - odpowiedziałem - poza tym, wataha bez Alfy nie istnieje.
Nie czekając na reakcję wadery, wszedłem na polanę, bacznie obserwując Isomi. Tylko nie patrz mu w oczy. Korzystając z paru sekund, które zajęło mu wyczucie mnie, szukałem jakichś słabych punktów na jego ciele. Czegokolwiek, co może to zabić. Kiedy wróg już zorientował się że tu jestem, nie miałem czasu do stracenia. Wysunąłem ostrza z rękawic i rzuciłem się na niego. Już miałem wbić je w jego oczy, kiedy ten odskoczył na bok i ugryzł mnie w grzbiet. Odruchowo odepchnąłem go łapą, nacinając mu pysk i wylądowałem na ziemi obok niego. Zasyczałem z bólu, a rana zaczęła krwawić.  W takim tempie umrę za minutę czy dwie. A to on ma wykitować. Nadal obserwowałem jego ciało. Pazury wysunięte tylko u prawej łapy, kły krótkie ale ostre, tylne łapy umięśnione bardziej niż u jakiegokolwiek normalnego stworzenia. Co ja mam z tobą zrobić. Niespodziewanie Isomi rzucił się w  moją stronę i zamachnął się prawą łapą. Odbiłem jego atak swoim ostrzem i prześlizgnąłem się pod nim. Bingo. Brzuch. Skóra o wiele cieńsza niż na reszcie ciała. Jeśli gdzieś mam go przebić, to właśnie tam. Zrób tylko to samo jeszcze raz. Chodziłem wokół, trzymając go na odpowiedniej odległości i czekałem aż znowu przypuści atak. Krótka chwile po tym zrobił to na co czekałem. Tak jak myślałem, nie używały mózgu tak jak powinny. Schyliłem się, unikając jego ciosu i wbiłem oba ostrza w jego brzuch. Stworzenie z rykiem zatrzymało się nade mną. Korzystając z okazji docisnąłem ostrza tak głęboko jak tylko się dało. Mam cie. Kiedy wbiłem całe, łukowym ruchem wyrwałem je z jego ciała , rozrywając brzuch. Chcąc nie chcąc, musiałem przyjąć na siebie deszcz krwi i wnętrzności Isomi. Kiedy większość wyleciała, zwierze osunęło się bezsilnie na ziemię. Wstałem   i żeby upewnić się że nie żyje , wbiłem ostrza w jego pysk. Nie wydał żadnego  , chociażby zduszonego dźwięku. Zabiłem Isomi. Kiedy zadowolony miałem iść w stronę Grelle, poczułem przeszywający ból na grzbiecie. Zanim zdążyłem coś powiedzieć, osunąłem się na ziemię i zemdlałem.

<Grelle?>

Od Tsukimi CD Nicholasa

Po zebraniu wraz z Nico skierowaliśmy się w kierunku naszych jaskiń, kiedy doszliśmy, pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę. Weszłam do środka mojej i ułożyłam się w najdalszym jej krańcu. Nie wiem czemu, ale niemal przez cały czas czułam napięcie w powietrzu i jakieś ryzyko. Jestem tylko pewna, że coś się święci. Nie wiem kiedy, ale udało mi się w końcu zasnąć. Znów śnił mi się ten sam koszmar sprzed lat, zanim tu dołączyłam.
*noc~*
Wstałam wcześnie rano i wybiegłam z jaskini. Coś kierowało mnie na północ. Pobiegłam w tamtym kierunku tak szybko jak mogłam. Jednak nie trzeba było długo biec. Po chwili natrafiłam na wypalone dziury w ziemi. ,,Co do...?" pomyślałam i po chwili wyczułam mocny, znajomy wrogi zapach. Isomi! Cofnęłam się, a na sam dźwięk ich nazwy zjeżyła mi się sierść. Rozejrzałam się wokół.
Nie było po nich śladu, prócz wypalonych dziur. Stanęłam jak wryta w ziemię. Cofnęłam się i pobiegłam w kierunku jaskini alfy. Po chwili tam dotarłam
- Alfo, jesteś tutaj? - Krzyknęłam.
Nikt się nie odezwał, nie ma jej? Westchnęłam. Dotknęłam łapą pobliskiego kamienia i otoczyłam go lodem, na znak że tu byłam. Nagle wokół mnie rozległ się cichy dźwięk.
- Muszę znaleźć alfę, ale chyba najpierw zapoluję. - Szepnęłam.
Odwróciłam się i poszłam w kierunku lasu. Wytropienie i złapanie młodej sarny nie zajęło mi dużo czasu. Podobnie jej zjedzenie. Następnie poszłam w kierunku strumienia, ale... w wodzie było trochę czarnej tkanki.
- Nie mówcie mi, że to...
Momentalnie źle się poczułam. Co to ma być!? Rozłożona w wodzie tkanka Księżycowego Demona. Powoli robi się coraz niebezpieczniej. Postanowiłam natychmiast wrócić i zawiadomić alfę. Jednak kiedy doszłam, nadal nie było jej w jaskini. Poszłam więc do swojej. W skale było średniej wielkości wgłębienie przypominające miskę. Zapełniłam je lodem, a następnie ostrożnie rozpuściłam ogniem i wypiłam wodę. Nagle wyczułam zbliżające się do jaskini wilki.
<Nicholas?>

środa, 19 lipca 2017

Od Grelle CD Kyriana

- Natomiast ty dla mnie jesteś zaufanym członkiem watahy. - powiedziała wadera. - Nie, dziękuję. Nie jestem głodna. - dodała dosiadając się do basiora.
Wilk tylko wzruszył ramionami i wrócił do konsumowania jelenia.
- Chciałaś coś? - spytał pomiędzy kęsami.
- Jest coś, co musisz wiedzieć. - odparła, a między nimi zapanowała cisza. - Jednakże chciałabym, byś nie pchał się sam na pewną śmierć. - mruknęła burząc niezręczne milczenie. - Isomi wciąż pojawiają się nad terenach watahy i są coraz śmielsze. Wcześniej trzymały się na uboczu, a teraz ukazują się kilka metrów od nas. Twoje zdolności są bardzo silne. Chciałabym prosić cię o ochronę. Ochronę watahy konkretniej. - Kyrian uważnie słuchał wilczycy, nie przerywając jej.
Grelle niezależnie od tego, co mówiła, starała się zachowywać spokój i powagę. Próbowała nie okazywać trwogi z powodu nieuchronnie zbliżającej się wojny z Księżycowymi Demonami, lecz zdaje się, że Kyrian, starszy i znacznie bardziej doświadczony życiowo, zobaczył w jej oczach błysk strachu.
- Rozumiem. - odpowiedział.
- Czy mogę na ciebie liczyć? - zapytała Grelle zerkając na niego kątem oka.
- Zrobię co w mojej mocy. - wilk lekko kiwnął głową, na co wadera się nieznacznie uśmiechnęła.
- Nie zawiedź mnie. - rzekła łagodnie, acz stanowczo. - Do zobaczenia.
Wilczyca wstała i już po chwili znikła gdzieś w zaroślach pozostawiając basiora samego.
***
 Grelle leżała na prowizorycznym legowisku w swojej jaskini, z głową podpartą na przednich łapach. Pogrążona w zamyśleniu wilczyca nawet nie zauważyła, kiedy ktoś wszedł do jej groty.
- Mam ślad. - powiedział Kyrian stając naprzeciw niej, na co wadera energicznie podniosła głowę i spojrzała na niego.
- Prowadź. - rzekła krótko.
Oba wilki pobiegły w kierunku lasu. Drzewa rosły tam bardzo gęsto, co skutecznie ograniczało widoczność, a także kamuflowało wszystkie potencjalne zagrożenia. Nagle basior zatrzymał się, a rozpędzona Grelle omal na niego nie wpadła.
- To tutaj. - mruknął.

<Kyrian?>

Powitajmy Kadena!


Imię: Kaden
Pseudonim: Akceptuje jedynie swoje pełne imię, jednak ma swoje jedno przezwisko "Kadd". Ale rzadko pozwala siebie tak nazywać.
Płeć: Basior
Wiek: Ma coś ponad 5 lat
Data urodzenia: 1.12
Charakter: Pierwsze zdanie musi robić wrażenie, więc powiem że generalnie charakter to ma czasem paskudny. Ups, nie wyszło, no trudno. Każda jego cecha posiada dwie strony, co robi z niego wszechstronnego, często nieprzewidywalnego wilka. Zważając na swoje życie, stał się introwertykiem czerpiącym energię z samotności, bądź towarzystwa jednej osoby. Idealny z niego słuchacz, który często wie więcej niż inni, potrafi trzymać język za zębami. Nie lubi się wtrącać, trzyma się na uboczu nieprzyzwyczajony do dużych grup. Mimo to, potrafi zachować zimną krew i cierpliwość, która czasem może być nieco niepokojąca. Szczerze, jeśli podejdziesz i go obrazisz to się raczej zaśmieje, bo ma do siebie dystans. Do innych, wyraża się z szacunkiem, no chyba że na to nie zasługują. Potrafi być nieco brutalny...w każdym razie, stara się zachować dostojną postawę nawet w najgorszych sytuacjach. Jeśli chodzi o emocje, trudno mu je wyrażać, woli wszystko przeżywać w środku. Jako optymista, często stara się rozładować emocje żartami, co zazwyczaj mu się udaje. Wybitnie kreatywny to on nie jest, jednak zdarza się że fantazja zabiera go na cały dzień, nie pozwalając tym złym emocjom dostać się do środka. W tedy, może zachowywać się bardziej jak naćpany aniżeli radosny. Na co dzień to odważna istota, która nie boi się ryzyka i podejmowania decyzji. Nie umie patrzeć na cierpienie innych i nawet jeśli nie wyraża żadnych emocji, nie waha się pomóc. Czasem nawet zadziwiająca jest jego wola opanowania...
Jednak jak zostało wspomniane wyżej, ma swoją drugą, mniej przyjemną stronę. Jest basiorem bezpośrednim, nie waha się jeśli chodzi o jego bliskich. Jeśli trzeba, jego "zabójcza", agresywna natura da o sobie znać. Potem ciężko go uspokoić, zachowuje się jak zwierze w amoku, rozszarpie Cię z wielkim uśmiechem na pysku.
Moc: Jego moc nie ma nazwy, gdyż nigdy się z takim czymś nie spotkał. Można to określić jako mgłę, ale nieco inną. Potrafi przeistaczać się w ciemną, gęsta materię której nie da się zauważyć nawet z wyczulonym wzrokiem,  nie da się jej też usłyszeć. Więc skąd wiadomo że jest ciemna? Sam tego nie wie. To się po prostu czuje, tak samo gęstość która powoduje duże problemy z oddychaniem. Powoduje też strach, nad którym prawie nie możliwe jest zapanowanie.
Stanowisko: Dowódca wojsk
Rodzina:
Kayla - Od kiedy pamięta wychowywał się sam, często głodował ratując się resztkami po innych. Jednak jest wspomnienie szarej wilczycy, która prawdopodobnie była jego siostrą.
Reese - Była partnerka, niestety nie dożyła swego pierwszego porodu, a Kaden nie doczekał się ani szczeniaków ani spędzenia z nią reszty życia.
Zauroczenie: Odrzuca od siebie miłość.
Inne:
- Jest nieco ślepy na jedno oko, a to przez incydent ze szramą na jego pysku.
- Rzadko jada, lecz masy mu nie brakuje
- Jest niezwykle wyćwiczony w walce, w swoim życiu wiele ich wygrał, ciężko go pokonać
- Ma dobrą orientację w terenie
- Jest kompletnie odporny na krew, flaki itd.
- Całe swoje życie przebywał w trudnych, prawie niemożliwych do znalezienia miejsc więc skakanie po skałach i wzniesieniach to dla niego pestka
Umiejętności:

  • Siła: 35
  • Zwinność: 25
  • Szybkość: 20
  • Wytrzymałość: 20

Od Kyriana

Spacerowałem lasem, obserwując tutejszą florę. W trakcie Vanethies wszystko było na tyle piękne, żeby nawet ktoś taki jak ja to zauważył. Jedną z niewielu tego typu chwil zakłóciło burczenie w brzuchu. Na całe szczęście moim, obecnie nie potrzebowałem towarzystwa. Tak właściwie to nigdy się o nie nie prosiłem. Wypadałoby coś zjeść. Nadszedł więc czas na jedną z niewielu rozrywek na jakie mogłem sobie ostatnio pozwolić, polowanie. Było coraz mniej osób chętnych skrócić kogoś czy coś o głowę lub kilka, zależy z czym mamy do czynienia. Żywot mordercy był trudniejszy niż innym się wydaje. Raz nie wyrabiasz z zabijaniem, a innym razem nie masz kogo zabijać. Ruszyłem w stronę polany, na której zazwyczaj przesiadywały jelenie. Jeden powinien wystarczyć, zabiłbym więcej dla czystej przyjemności, ale szkoda marnować jedzenie. Zakradłem się do krzaków i napiąłem mięśnie tylnych łap, obserwując zwierzęta. Spojrzałem na swoje rękawice. Tym razem wystarczą pazury i kły. Kiedy członek stada podszedł wystarczająco blisko , skoczyłem na niego, wgryzając mu się w krtań. Swoim ciężarem sprowadziłem go na ziemię i przeciąłem pazurami jego ścięgna u przednich łap. Odsunąłem się kawałek i czekałem aż zwierze się wykrwawi. Jedyne czego nie lubiłem w swoim zawodzie , to plamy krwi na futrze. Strasznie ciężko schodziły. Kiedy jeleń przestał się rzucać, wyciągnąłem go z kałuży krwi. Byłem tak głodny, że średnio obchodziły mnie kwestie higieniczne. Co najwyżej ubrudzę sobie pysk. Z dwojga złego wolę to. Kiedy jadłem, za sobą usłyszałem kroki. Instynktownie odwróciłem się i dostrzegłem białą waderę. - Smacznego - powiedziała. - Dzięki Alfo - odpowiedziałem - przyłączysz się?  Nie przepadałem za dzieleniem się zdobyczą z innymi, ale w przypadku Alfy watahy rzeczy działały inaczej. - Wiesz jak mam na imię Kyrian  - odpowiedziała - wolałabym żebyś używał go zamiast tytułu.
- Jak wolisz Grelle - powiedziałem jedząc jelenia - Dla mnie i tak jesteś zleceniodawcą, zapytam jeszcze raz, głodna?
<Grelle?>

Powitajmy Mizuki!

White Wolf Winter by AshleySmith

Imię: Mizuki
Pseudonim: Aknologia
Płeć:  Wadera.
Wiek: 5 lat.
Data urodzenia: 30.05.
Charakter: Mizuki z natury jest skryta i nieśmiała, gdy się ją lepiej pozna jest bardziej wesoła, otwarta i często lekko wredna dla osób, którym najbardziej ufa- w tym swojej siostrze Tsukimi. Ze względu na rodzinę w wielu sytuacjach potrafi być wytrwała, nadopiekuńcza oraz twarda. Jeśli ktoś zrani jej najbliższych staje się wręcz nie przewidywalna i agresywna dla oprawców. Z powodu swojej wyjątkowej nocy , rzadko może patrzeć komuś prosto w pyszczek, ponieważ jeszcze nie do końca opanowała swoją moc oraz zdarza jej się komuś zamrozić organizm przez co są w stanie "martwym " dlatego raczej trzyma dystans wzrokowy od innych w watasze.
Moc: Dragon Eye - może widzieć na bardzo długie dystansy ( około 15km) oraz zatrzymywać pracę organów- nawet serca patrzą jej w oczy.
Stanowisko: Szpieg.
Rodzina: Ojciec i matka o nieznanym imieniu. Matka-czarny wilk- miała pirokinezę, a ojciec-biały wilk- władał lodem. Poza tym ma siostrę o imieniu Tsukimi, która również dołączyła do WKD i brata, który był katowany i uciekł."
Zauroczenie: Brak
Inne: -
Umiejętności:

  • Siła:30
  • Zwinność:10
  • Szybkość:30 
  • Wytrzymałość: 30

Powitajmy Arvill!


Imię: Arvill, Villa. Dla przyjaciół Arvill ponieważ, jest to jej pełne imię. Uważa, że trzeba zasłużyć aby mówić jej ,, Na ty ''. Obcym jednak przedstawia się jako Villa.
Pseudonim: trudno powiedzieć
Płeć: Wadera
Wiek: 4 wiosny
Data urodzenia: 18.08
Charakter: Wadera ta dorastała w całkowitej izolacji ze światem, stąd też nauczyła polegać się tylko na sobie, a jej umiejętności pracy w grupie są równe 0. Jest małomówna, więc prawie nigdy się nie odzywa, a na pytania od innych zazwyczaj odpowiada kiwając głową lub za pomocą gestów, ewentualnie pustym zdezorientowanym spojrzeniem. Kiedy się wypowiada pełnym zdaniem jest prawie nie do poznania. Z tego powodu często bywa niezrozumiała dla obcych. Teraz zaczyna się zabawa, gdyż reszta charakteru zależy od jej humoru i dzieli się na dwa różne charaktery:
Pierwszy: Jest miła i bardzo opiekuńcza, nawet wobec tych którzy ją nienawidzą i/lub się jej boją. Bardzo troszczy się o innych i ma bardzo unikalną więź z pewnym zwierzęciem albo inaczej... miała bardzo unikalną więź, dopóki zwierzę to żyło. Zmieniając temat... dodatkowo Arvill nienawidzi zimna i zwykle siedzi koło ogniska (w czasie zimy )albo w futrze upolowanego kiedyś przez siebie zwierzęcia lub po prostu na słońcu. Poza tym Arvill bardzo dobrze pływa, ale to chyba mało istotne. Przez to że boi się iż może kogoś zranić, zamknęła się w sobie. Z tego powodu nigdy nie patrzy nikomu prosto w oczy i nikomu na to nie pozwala dlatego że sądzi, iż przez przypadek może kogoś przekląć (chociaż to kłamstwo wmawiane jej przez przybraną matkę). Nigdy niczego nie robi na pół gwizdka, jest bardzo dokładna i przykłada się do wszystkiego.
Drugi: Arvill kryje swoją niezwykłą inteligencję pod fizyczną niedbałością o wygląd i zupełnym ignorowaniem przyjętych norm zachowań. Zwykle kieruje się złożoną dedukcją i potrafi wyciągać wnioski, łącząc ze sobą pozornie niepowiązane informacje. Jest bardzo skrupulatna i analityczna. Z natury podejrzliwa, nie waha się przed zastosowaniem drastycznych metod, by wykluczyć lub potwierdzić swoje przypuszczenia. Niektóre z jej decyzji można uznać za niemoralne, a nawet nieetyczne. Czasem zachowuje się dziwacznie. Zwykle wykazuje poczucie humoru i nierzadko bywa sarkastyczna. Chociaż stara się być uprzejma dla innych, dla niektórych, potrafi być nieuprzejma i oschła. Nigdy nie podała nikomu od razu swojego prawdziwego imienia. ,,Na to trzeba zasłużyć". Pozostałe rzeczy dotyczące jej charakteru to jej niebywała kreatywność i silna wola działania. Nie ma jednak żadnych umiejętności społecznych.
Moc: umie zmieniać kierunek wiatru.
Stanowisko: Kartograf
Rodzina: Ma macochę i braci. Na co dzień stara się ich unikać
Zauroczenie: Na razie nie ma.
Inne: interesuje się starymi mapami oraz hieroglifami. Ma dobrą orientację w terenie. To ją wyróżnia z pośród innych wilków.
Umiejętności
  • Siła: 15
  • Zwinność: 25
  • Szybkość: 35
  • Wytrzymałość: 25

Powitajmy Kyriana!


Imię: Kyrian
Pseudonim: Nazwij go jak chcesz, rzeka i tak nie pamięta imion topielców.
Płeć: Basior
Wiek: 6 lat
Data urodzenia: 19.08
Charakter: Sceptycznie nastawiony do każdego, opryskliwy, morderca od urodzenia. Typ wilka do którego nikt o zdrowych zmysłach nie pochodzi bez kija. Nie rozmawia o swojej przeszłości i praktycznie nikomu nie ufa, " wróg wewnętrzny jest groźniejszy od tego zewnętrznego, zna wszystkie twoje słabości i wie kiedy i gdzie ma uderzyć", to zasada numer 1 całego rodu Malakai. Wszyscy byli mordercami  i wszyscy wierzyli w to samo, że każdy kiedyś umrze, niektórym trzeba tylko pomóc. Co oczywiście nie oznacza że nie ma honoru, nie zabija bez powodu ( który i tak znajdzie jeśli zbytnio go zirytujesz) i nie morduje członków swojej watahy. Dopóki nie będzie musiał. Ceni swój honor, ale rozkazy są dla niego czymś ważniejszym.
Moc: Nosi dwie rękawice, które mogą przybrać postać każdej broni, jaką tylko sobie wyobrazi.
Stanowisko: Zabójca.
Rodzina: Nie rozmawia o swojej rodzinie, jedyne co wiadomo to to, że wszyscy także są, bądź byli , mordercami.
Zauroczenie: Brak , miłość prowadzi do zaufania, a zaufanie to słabość.
Inne:
 - Mało kto dorównuje mu w walce przy użyciu własnego ciała, czy też broni białej
- Dzięki treningom szybko poznaje styl walki przeciwnika i wykorzystuje go przeciwko niemu.
- Mięśnie tylnych łap rozwinięte bardziej niż u przeciętnego wilka, dzięki czemu potrafi skakać na duże odległości.
Umiejętności:

  • Siła: 20
  • Zwinność: 30
  • Szybkość: 30
  • Wytrzymałość: 20

Od Grelle CD Nicholasa

Wadera była co najmniej zaskoczona odpowiedzią Nicholasa. Spodziewała się raczej tego, że basior ma jakiś pomysł. Nie zniechęciła się jednak i już po chwili dorównała mu kroku.
- Muszę zwierzyć ci się z tego, że Isomi tu wciąż są. - odezwała się Grelle mając wzrok wbity w jedno miejsce.
Wilk natychmiastowo się zatrzymał i chciał coś powiedzieć, lecz wadera mu przerwała.
- Wczoraj wieczorem widziałam aż dwa. Obawiam się, że trzeba będzie z nimi walczyć, choć na razie nie mamy żadnych szans.
Nicholas przez chwilę milczał.
- To znaczy... Wróciły tu? Widziałaś jakieś jeszcze? - zapytał.
- Nie widziałam żadnych poza tymi dwoma. Ale wokół nich ziemia była wypalona, była cała czarna, a rośliny zgniłe. - sprecyzowała. - W vanethies jeszcze nigdy ich tu nie było. A przynajmniej od kiedy ja żyję. - wyjaśniła, a jej serce biło coraz szybciej. - Wiem, że powinnam powiedzieć ci to wcześniej, ale uznałam, że mi się to po prostu śniło. Widzisz te dwa ślady? - wskazała na skrawki ziemi, na których nie było żadnych roślin. - Tam stały.
Wilk spojrzał w kierunku, który wskazywała Grelle i otworzył szerzej oczy ze zdumienia.
- Nigdy wcześniej nie podeszły tak blisko. - powiedział basior.
- No właśnie. Nigdy. Do teraz. Musimy ostrzec Tsukimi. - zanim wadera skończyła wymawiać to zdanie, Nicholas już zaczynał iść w kierunku jaskini Luny. Grelle szybko dogoniła towarzysza.
- Co zrobimy, jeśli masz rację? Jeśli wróciły? - zapytał wilk, a wadera dostrzegła w jego oczach lekki strach.
- Obawiam się, że nasza wataha będzie musiała się przed nimi bronić. - odparła cicho Grelle.
- Jak? Przecież nikt jeszcze nie odkrył w jaki sposób należy się ich pozbyć. - stwierdził Nicholas uważnie rozglądając się pomiędzy otaczającymi ich drzewami.
- Otóż to. Musimy się tego dowiedzieć, nawet jeśli cena tego będzie duża. - chociaż sytuacja była nieciekawa, wadera nie wyglądała wcale na przerażoną ryzykiem wojny, lecz w środku wręcz trzęsła się ze strachu. Bała się, że jeśli jej słowa okażą się prawdą, to będzie koniec dla Watahy Księżycowych Demonów.

<Nicholas?>

wtorek, 18 lipca 2017

Od Nicholasa, cd. Tsukimi

Zmrok już zupełnie wstąpił na tereny watahy i teoretycznie wszystko zdołało już pousypiać, a przynajmniej w teorii. Sam miałem ochotę walnąć się w swojej jaskini i nie wstawać aż do rana, jednak obowiązki były obowiązkami. Dobijała północ,a ja dążyłem na spotkanie z członkiniami watahy, a mianowicie samą panią Alfą oraz Tsukimi, pełniącą rolę opiekunki do szczeniąt. Zastanawiałem się, czy kiedyś sam doczekam się takich małych, skaczących pociech, gdy na przywitanie wyszła mi dwubarwna wadera, której w mroku nocy lśniły tylko oczy.
- To bardzo ładna melodia. Co nucisz, Nico?- Spytała z zaciekawieniem, a ja przez chwilę analizowałem, czy ja w ogóle coś nuciłem, a jak tak, to co? To może wydać się zabawne, jednak często to robiłem nieświadomie, potem sam o tym nie wiedząc.
- Taka jedna, stara kołysanka. Matka przyrodnia śpiewała mi ją, gdy byłem młodszy.- Odparłem z uśmiechem, po czym podszedłem do białej wadery, której pyszczek wskazywał, że raczej nie jest to spotkanie towarzyskie.- Witam, Grelle. Ładna noc, prawa?- Zacząłem, po czym usiadłem tuż obok niej i uniosłem nieco spojrzenie, aby móc popatrzeć na niebo. Zupełnie ogołocone z chmur, w związku z czym księżyc oraz miliardy gwiazd idealnie nas oświetlały, przy okazji nadając nocy wyjątkowego uroku.
- Tak, racja.- Przyznała, wzdychając, po czym wraz z kolorowooką skupiliśmy się na słowach młodej Alfy.- Pewnie się domyślacie, że nie zwołałam was o północy tylko po to, żeby popatrzeć w niebo, chociaż rzeczywiście jest ładnie. Mam wrażenie, że ktoś chamsko podbiera nam prosto spod nosa naszą zwierzynę. Niejednokrotnie odkrywałam na terenach łowieckich obce tropy, jednak przymykałam na to oko, jednakże chciałabym wiedzieć, czy wy coś zauważyliście może?- Alfa wyglądała na poważną, taka też była, więc byłem świadom tego, że to jest ważne.
- Zwierzęta są bardziej nerwowe...- Mruknąłem, bardziej do siebie, po czym uniosłem łeb w gwiazdy i szybko wymruczałem kawałek krążącej mi po głowie melodyjki, po czym wróciłem myślami na ziemię.- Dziki są agresywniejsze, natomiast jelenie nie dają się gonić na granice terenów, wolą zostać na środku.
- Ja widziałam tylko podrapaną korę i sporadycznie ślady po ucieczce parzystokopytnych, żadnych śladów wilków.- Uzupełniła Luna, a po jej wypowiedzi zapanowało milczenie. Grelle zaczęła analizować podłogę, Tsukimi obserwowała latającą w popłochu ćmę, natomiast ja zacząłem zezować na jedną z gwiazd. Ciszę przerwała najmłodsza z nas.
- W porządku, wkrótce będziemy musieli się spotkać ponownie, póki co ja wszystko przemyślę.- Zakomunikowała wadera, patrząc to w ziemię, to na nas, a już po chwili pożegnaliśmy się. Złotooka ruszyła w swoim kierunku i szybko zniknęła w ciemnościach, natomiast ja wraz z Tsukimi skierowaliśmy się w kierunku mojej jaskini, gdzie po drodze znajdowała się ta należąca do wadery.
<Tsuki?>

Od Nicholasa, cd. Grelle

Słońce pojawiło się na niebie już dawno, budząc do życia zaspaną naturę. Pierwsze oczywiście do pobudki zerwały się ptaki, następnie kwiaty, a gdzieś kawałek dalej pojawił się biały wilk. Przeciągnąwszy zesztywniałe od snu kości, wyszedł z jaskini, wprost na powitanie porankowi, chociaż jego priorytetem było spotkanie się z Alfą watahy. Jego myśli obracały się głównie dookoła tego, w jak krótkim czasie zdołał zajść na tak wysokie stanowisko, w jak krótkim czasie zdołał znaleźć zaufaną towarzyszkę, w jak krótkim czasie znalazł swoje miejsce na świecie, a i przez głowę raz przebiegły mu Isomi, jednak szybko odrzucił je od siebie, a skupił się na przyjemnych rzeczach. Był dobrej myśli, a w nastroju utrzymywała go pogodna natura oraz jego własne nucenie.
Kiedy dotarł do jaskini Alfy, znajdującej się kawałek od jego własnej, szybko dostrzegł siedzącą na przednie groty waderę. Białe furo Grelle odbijało promyki słońca, a złote oczy przyjaźnie zalśniły na widok znajomego pyska. Po krótkiej wymianie zdań, oboje zeszli w dół jaskini samicy, po śniadaniowe zające, po czym wrócili na słońce. Basior wiedział, że mały futrzak nie będzie w stanie nasycić go na dłużej, niż trzy godziny, jednak długi dzień dopiero się zaczynał, na posiłek jeszcze miał czas. Pod koniec posiłku rozmowa zeszła na zielarstwo.
- Później będę musiała pójść do lasu nazrywać ziół, a zdaje mi się, że ty się na tym znasz lepiej. Mam rację? - Wadera podniosła wzrok na basiora, a ten zwrócił wzrok na rozpościerający się przed nimi teren. Przecież nie miał żadnych planów.
- Jasne, sam chyba powinienem zrobić jakieś zapasy na zimę.- Odparł, uśmiechając się delikatnie.- Tak więc z chęcią tobie potowarzyszę- Dodał, tym razem patrząc kasztanowymi tęczówkami na waderę. Alfa oddała uśmiech i skinęła głową, szturchając basiora w bok.
- Świetnie, tak więc zaklepuję cię do wieczora.
- Nie mam nic przeciwko.- Potwierdził, wyciągając przed siebie łapy i przeciągnąwszy się, wstał.- Co powiesz na spacer? Do "później" mamy jeszcze czas, chyba, że masz ciekawsze zajęcia na ten cudny poranek.- Zaproponował, po czym wbił w złote oczy towarzyszki wyczekujące spojrzenie. Ta przez chwilę jakby się zamyśliła, zaraz jednak poszła w ślady Nicholasa i dźwignęła się na łapy.
- Masz jakiś konkretny plan, co do celu naszej wędrówki?- Spytała, jednak basior tylko wzruszył ramionami, i ruszył wesołym truchtem w kierunku najbliższego jeziora, w międzyczasie wykrzykując krótkie
- Przed siebie!
<Grelle?>

Od Tsukimi

Wokół było pełno dużych i małych skał oraz kilka roślin między nimi rosnących. Po chwili znów rozległ się odgłos wody do której wpadłam. Jednak wspinaczka to zupełnie co innego niż slalom pomiędzy drzewami. Powoli wyczołgałam się na kamienistą plażę i otrzepałam futro z wody. Jednak przez to że wciąż było mokre, przylepiło mi się do ciała. Westchnęłam i spojrzałam w górę. Słońce ledwo co tu dochodziło. ,,Naważyłaś piwa to teraz weź je wypij". Skoro wpadłam tu przez nieuwagę, to muszę się wydostać bez użycia mocy. Wskoczyłam na jeden z kamieni, a z niego na kolejny, potem na następny i tak w kółko. W końcu od powierzchni dzieliło mnie już tylko kilka metrów, czyli  skoki i wolność. Raz, udało się. Byłam już u kresu sił, kiedy w końcu udało mi się uciec. Dół był naprawdę głęboki, aż cud że żyję. Wyjście z niego zajęło mi prawie pół dnia. Wokół zrobiło się już szaro, no pięknie. Sierść miałam zlepioną od wody i kurzu. Wypadałoby się coś trochę ogarnąć. Wstałam i ruszyłam w kierunku jeziora, które znajdowało się jakieś trzy kilometry stąd. Kiedy tam dotarłam wokół było już ciemno, a ja byłam jakoś na granicach Watahy Księżycowych Demonów. Rozejrzałam się wkoło, ale nie wyczułam niczyjej obecności. Podeszłam do wody, wypiłam trochę po czym wybiłam się w powietrze do niej skacząc. Woda była w miarę ciepła, więc kąpiel była przyjemna. powoli pora wracać, ale chyba zostanę tu na noc. Nie mając na nic siły, położyłam się pod drzewem. Byłam chyba aż nazbyt zmęczona dzisiejszą wspinaczką.
*ranek*
Wstałam tuż o wschodzie słońca, a ze snu zbudziła mnie cicha melodia. ktoś coś nucił? Wstałam i ukrywając się w krzewach zobaczyłam nucącego nad wodą Nicholas`a.
-Ładna melodia.-Powiedziałam po chwili wychodząc z cienia.
Basior lekko się zdziwił, ale nie dało się tego po nim poznać.
-Dz-Dzięki?-Odparł zmieszany.
-Nicholas, co tu robisz?-Podeszłam nieco bliżej i zaczęłam pić ze strumyka.
-Nic szczególnego, a ty?
-Spałam.
Po chwili milczenia zaproponowałam wspólne polowanie, na co basior przytaknął. poszliśmy na pobliską łąkę, gdzie podobno ostatnimi czasy często spotyka się małe stada saren i średnią ilość szaraków. po drodze natknęliśmy się na Grelle, która do nas dołączyła. Ja zaganiałam, a ta dwójka mordowała. Nasz łup to 2 sarny i pięć szaraków. Po jedzeniu każdy poszedł w swoją stronę. Cały dzień spędziłam dziś głównie na palowaniu i spaniu, a pod wieczór poszłam w kierunku strumyka, niedaleko jaskini, gdzie mieliśmy się dziś o północy zebrać by coś omówić. Grelle wyglądała na spiętą i wnerwioną jednocześnie, więc nie wiem co to miał być za temat. Niedaleko wody ponownie usłyszałam nucenie z rana i dostrzegłam sylwetkę Nicholas`a. Podeszłam bliżej.
-To bardzo ładna melodia. Co nucisz, Nico?-Spytałam.
Wilk spojrzał w moją stronę...
<Nicholas?>

Od Grelle

 Wadera otworzyła oczy leniwie się przeciągając. Stanęła na ugiętych łapach i ziewając, lekkim krokiem poszła w kierunku wyjścia z jej jaskini.
 Grota wilczycy była ozdobiona różnorakimi pochodniami, bowiem Grelle od zawsze lubiła jasne i dobrze oświetlone miejsca, a dodatkowo darzyła ten żywioł szczególną sympatią. "Podłogę" wzdłuż głównego korytarza prowadzącego do wyjścia, miała narysowane płomienie, które ciągnęły się aż od przedsionka, który wadera nazwała swoją sypialnią. Sama to zrobiła mając pod ręką węgiel oraz barwnik jednego z wielu pomarańczowych kwiatów. Po ścianach pięły się pnącza rośliny, której kwiaty kwitły na jaskrawoczerwony kolor.
 Grelle od zawsze lubiła dekorować swą jaskinię, jej brat zawsze powtarzał, że odziedziczyła to po swej matce, której niestety ona sama nie pamięta.
 Wadera stanęła przy wyjściu i wzięła głęboki oddech. Pod jej łapami rósł mech, a przed jej oczami roztaczała się wszechobecna zieleń. Wokół było pełno kwiatów, a słońce przyjemnie rzucało ciepłe promienie na jej pyszczek.
 Uśmiechnęła się i zeszła powoli ze "schodów", które wykonane były ze stosu płaskich, dużych kamieni, po czym usiadła na miękkiej trawie.
- Nie śpisz? - w uszach rozbrzmiał znajomy głos Nicholasa.
- Już nie. - odparła lekko odwracając głowę w kierunku basiora. - Piękny dziś dzień. - dodała.
- To prawda. - zgodził się wilk. - Może zapolujemy? - spytał siadając obok wadery.
- Nie ma takiej potrzeby, mam jeszcze dwa całe zające w mojej prowizorycznej spiżarni. Chodź. - powiedziała wstając z jakże wygodnego, trawiastego siedziska i wchodząc z powrotem do swej groty. Nicholas szedł zaraz za nią, aż Grelle się zatrzymała wskazując na małe zejście schodkami w dół. - Jest tu chłodniej, więc całe jedzenie trzymam właśnie w tym miejscu. - mówiąc to chwyciła zająca i podała go przyjacielowi. - Proszę, długo tu przecież nie mogą leżeć. - uśmiechnęła się.
- Dzięki. - powiedział samiec odwzajemniając uśmiech wadery.
- Nie ma za co. - odparła.
 Wyszli z jaskini, aby śniadanie zjeść w ciepłym świetle słońca. Usiedli na trawie, tam, gdzie wcześniej i zaczęli posiłek.
- Miałabym do ciebie jedną prośbę. - zagaiła Grelle, kiedy kończyli przeżuwać ostatnie kęsy, na co Nico natychmiastowo zareagował podniesieniem uszu.
- Jaką? - zapytał.
- Później będę musiała pójść do lasu nazrywać ziół, a zdaje mi się, że ty się na tym znasz lepiej. - wyjaśniła alfa. - Mam rację? - podniosła wzrok na basiora.

<Nicholas?>

Powitajmy Tsukimi!

Znalezione obrazy dla zapytania Czarno-biały

Imię: Tsukimi
Pseudonim: Luna, Księżyc, Tsuki
Płeć: Wadera.
Wiek: 4 lata
Data urodzenia: 15.07
Charakter: Luna to wilk, który ma wiecznie zmieniający się charakter. Raz miła, a raz oziębła, a zależy to głównie od jej humorów. Pomijając to, jest ona dość uczynna i lubi pomagać. Często myśli nieszablonowo, szybko rozwiązuje większość zagadek i potrafi otworzyć każdy zamek dzielący ją od wolności, ale jak(?) to tajemnica. W końcu każdy ma jakąś, a ona dość sporo. Co można dodać? Potrafi się otworzyć tylko przed niektórymi, czasem bywa szczera aż do bólu. Nie jest zbyt towarzyska, ale ma kilku znajomych i przyjaciół. Cicha woda brzegi rwie, tak o niej mówi większość przyjaciół, choć jest ich dość niewielu. Jej charakter zmienia się co jakiś czas, więc część wilków uważa ją za egocentryczkę, którą w rzeczywistości jest. Zawsze ochrania innych i rzuciłaby się za nimi w przepaść. ma jednak skłonność do egoizmu, robi tylko to co uważa za korzystne. ,,Jeśli nie muszę czegoś robić, nie robię tego. Jeśli muszę, robię to szybko."-to jeden z jej ulubionych cytatów. Kończąc już, wystarczy dodać że Luna uwielbia szczeniaki i małe stworzenia (nie liczyć owadów i robaków). Jeśli chce się ją poznać bardziej to wystarczy zagadać.
Moc: Ogień i lód
Stanowisko: Opiekunka szczeniąt
Rodzina: Ojciec i matka o nieznanym imieniu. Matka-czarny wilk- miała pirokinezę, a ojciec-biały wilk- władał lodem. Poza tym miała siostrę (która został zabity tuż po urodzeniu) i gdzieś na świecie brata, który był katowany i uciekł." to zdanie na to= ,, Ojciec i matka o nieznanym imieniu. Matka-czarny wilk- miała pirokinezę, a ojciec-biały wilk- władał lodem. Poza tym ma siostrę o imieniu Mizuki, która również dołączyła do WKD i brata, który był katowany i uciekł."
Zauroczenie: -
Inne: Jej imię znaczy ,,obserwowanie księżyca". Jest mieszańcem czarnego i białego wilka, ma heterochromię. Ma niebieskie lewe oko i czerwone prawe.Jej celem jest odnalezienie i zabicie swoich rodziców oraz odnalezienie brata.
Umiejętności:
  • Siła: 15
  • Zwinność: 25
  • Szybkość: 35
  • Wytrzymałość: 25

Powitajmy Nicholasa!


Imię: Nicholas
Pseudonim: Nico
Płeć: Basior
Wiek: 4 lata
Data urodzenia: 12.12
Charakter: Nico wygląda na spokojnego, melancholijnego wręcz z wyglądu wilka, spoglądającego na wszystko tym samym, kamiennym wzrokiem, a jego psyk nie wyraża żadnych emocji. Basior z natury jest obserwatorem, co stara się przezwyciężyć, jednak rozmowy nigdy nie zacznie z własnej woli, gdyż jest to brew jego cichemu usposobieniu, które zabrania się odzywać. Kiedy jednak ktoś wykaże się chęcią nawiązania rozmowy, Nicholas nie odmówi, tylko ciepło się uśmiechnie i zacznie normalnie się wysławiać, co zadziwi niejednego. Nie chodzi o nieśmiałość, chodzi o przyzwyczajenia- Obce jest złe, a złe trzeba omijać z daleka. Towarzyski wilk, lubi spędzać czas ze znajomymi, zawsze chętny zarówno na leniuchowanie, jak i wspólne polowanie, jednak wszystko ma swoje granice, gdyż basior sztywno trzyma się wydzielonych sobie zasad, których nigdy by nie złamał z własnej woli, natomiast jego wola jest żelazna. Nie łatwo wyprowadzić go z równowagi, a każdą obelgę, czy złe słowo przyjmuje na przysłowiową klatę, jednak nie jest to niemożliwe, natomiast uczynić to można chamsko łamiąc postawiony przez niego regulamin, a potem obnosić się tym. Nicolas ma to do siebie, że jest niemalże anielsko cierpliwy, jednak po przekroczeniu jego granicy wilk nie posiada litości- Nie jest ani trochę mściwy, po prostu od razu zapyta o sprawę, jeżeli otrzyma radosną, odpowiedź twierdzącą, przeciwnik kończy swój marny żywot na tym świecie... Jednak nie kończmy tak pesymistycznym akcentem, gdyż Nico jest w rzeczywistości dobrą, radosną i inteligentną istotą z naturalnym talentem do przewodzenia różnej wielkości grupie i żelaznymi nerwami. Każdego chętnie wysłucha i każdemu dobrze doradzi na miarę swoich możliwości. Zawsze dba o szczegóły i troszczy się o swoich niczym dobry anioł stróż, a jeżeli ktokolwiek zaszkodzi jemu bliskim- Biada mu.
Moc: Wilk potrafi tworzyć rzeczywiste iluzje, które może pokazać maksymalnie sześciu wilkom naraz, w tym sobie. Iluzje są tylko obrazem, nie da się ich dotknąć, ani poczuć.
Stanowisko: Basior Beta.
Rodzina: Biologicznej rodziny nie znał, przyrodniej nie pamięta. Kojarzy tylko brata, który nosił imię Samael.
Zauroczenie: Brak
Inne: Często nuci coś pod nosem.
Umiejętności:

  • Siła: 30
  • Zwinność: 15 
  • Szybkość: 25 
  • Wytrzymałość: 30 

Powitajmy Grelle!

Znalezione obrazy dla zapytania white wolf photography tumblr

Imię: Grelle
Pseudonim: Brak.
Płeć: Wadera.
Wiek: 2 lata.
Data urodzenia: 06.12.
Charakter: W młodości cicha i małomówna, teraz wadera ta jest stanowcza, zdecydowana oraz przebiegła, aczkolwiek jeszcze niedoświadczona. Zazwyczaj jest miła i pogodna, a także wyrozumiała, lecz jej zaufanie ciężko wzbudzić. Serce wilczycy to połączenie współczucia dla bliźnich oraz dumy. Tymi słowami najłatwiej można ją opisać. Ma ogromną chęć pomocy tym, którym w życiu nie poszczęściło tak jak jej. Nie lubi przemocy, choć pozwala na nią, gdy jest potrzebna i nie widzi innych rozwiązań. Główną wadą Grelle jest jednak jej mściwość. Kiedy ktoś przekroczy granicę jej bezinteresowności, może obudzić prawdziwego potwora, który zrobi wszystko, by się zemścić. Uważa, że walka z Isomi jest celem jej życia, zostało to zaszczepione przez jej starszego (choć martwego) brata i dąży do tego, by odkryć słabe punkty istot, a następnie zniszczyć demony. Pomimo młodego wieku jest bardzo poważna, jak i cierpliwa. Ma wysokie ambicje, do których spełnienia dąży i jest pod tym względem nieustępliwa. Grelle to bardzo dobry strateg, bardzo szybko w myślach obmyśla plany, którymi się kieruje. Wszystkie sytuacje dokładnie analizuje szukając wszelkich wskazówek. Jest dobrze wychowana, ceni sobie kulturę osobistą i bardzo o nią dba. Nie wybacza zdrady i jeśli ktokolwiek ją zdradzi, będzie wyciągała z tego konsekwencje i postara się zmusić zdrajcę do osobistych przeprosin.
Moc: Grelle jest odporna na ogień. Żywioł ten nie czyni jej żadnej krzywdy, może dotykać ognia, przechodzić przez niego, a wyjdzie z tego cało.
Stanowisko: Wadera Alfa.
Rodzina: Grelle miała starszego brata, który się nią opiekował po śmierci rodziców - Sairena, który zginął, gdy wadera miała osiem miesięcy.
Zauroczenie: Brak.
Inne: Brak.
Umiejętności:

  • Siła: 25
  • Zwinność: 25
  • Szybkość: 25
  • Wytrzymałość: 25

piątek, 26 maja 2017

Od Sythe'a CD Maryse

- Nie, to nie jest konieczne. - odpowiedział wilk uśmiechając się. - Zresztą... I tak nie mógłbym zasnąć w miejscu takim, jak to.
Może i na takiego nie wyglądał, ale zrobiło mu się cieplej na sercu, gdy wadera zaproponowała mu sen. Wcześniej naprawdę niewiele wilków było w stosunku do niego, chociaż w małym stopniu, miłymi tak, jak Maryse. Doceniał to.
Resztę nocy spędzili na rozmowie zarówno o wszystkim, jak i o niczym.
Kiedy tylko niebo zaczęło się rozjaśniać i wszystko wokół było bardziej widoczne, ruszyli w drogę powrotną. A raczej na razie usiłowali ją znaleźć.
- Spadliśmy stąd... Czy stąd...? - zastanawiała się wadera.
Sythe natomiast wzrokiem skakał to na jedną stronę wzgórza, to na drugą.
- Nie mam pojęcia... - mruknął. - Mógłbym nas przeteleportować, ale... To działa tylko na niewielkie odległości. Nie wiem, czy nic nam się od tego nie stanie. Lepiej nie ryzykować. - powiedział rozglądając się dookoła w poszukiwaniu pomocy. A nuż ktoś ich znajdzie i im pomoże?
- Ok, a więc... Spróbujmy wejść tędy. - wilczyca wskazała na lewą stronę góry. - Jak już nam się uda zrobić choć to, zobaczymy co dalej.
Basior z chęcią przystał na propozycję Maryse. Powoli, bowiem wzgórze było całkiem strome, zaczęli wchodzić na grań. Wszędzie było błoto, toteż łapy im się osuwały, co niezmiernie przeszkadzało w wędrówce. Kiedy dotarli na górę, mieli wrażenie, że minęło co najmniej kilka godzin, tymczasem słońce tylko troszkę przesunęło się na nieboskłonie.
- Teraz którędy? Masz jakiś pomysł? - spytała Maryse.
Sythe rozejrzał się po okolicy.
- Tam jest delikatnie rozdeptana trawa, może to ślady zwierzyny?
- Albo i Isomi... - szepnęła wadera.
Wilki spojrzały na siebie. Żadne z nich nie było pewne tego, co się może wydarzyć, aczkolwiek postanowiły zaryzykować. Głód i, nie ukrywajmy, zmęczenie dawało się porządnie we znaki. Każde z nich szło z nosem przy ziemi usiłując cokolwiek wyczuć. Niestety, żadnej woni zajęcy czy też jeleni.

<Maryse?>

sobota, 20 maja 2017

Od Maryse CD Sythe'a

Ścieżka wydawała się nie mieć końca, jednak wilki nadal wytrwale brnęły między kolejnymi drzewami. Atmosfera była dosyć gęsta i zdecydowanie nie należała do przyjemnych, szczególne ze względu na otaczającą las ciszę. Od jakiegoś czasu oboje milczeli, podobnie jak reszta świata, aby w razie niebezpieczeństwa mieć kilka sekund przewagi, a poza tym, nie potrafili skleić żadnej konkretnej konwersacji. Snucie domysłów i nakręcanie się na różnorakie potwory także nie było potrzebne.
Maryse po części czuła się winna, w końcu to ona wspomniała o ciemniejszej stronie terenu, chociaż nie powinno jej to interesować, jednak z jakiegoś powodu nie żałowała tego, że tam wyruszyli. Póki było cicho, była spokojna.
- Jak myślisz, jak długo będziemy tak chodzić, nim znajdziemy coś konkretnego?- Zaczął Sythe, rozglądając się. Wyglądał na zaniepokojonego, jednak starał się trzymać nerwy na wodzy.
- Mam nadzieję, że nim zajdzie słońce będziemy już bezpieczni...- Odparła, wtapiając się szeptem w ciszę otoczenia.
Drzewa ozdobione praktycznie czarną korą, gęsto rosnącym liśćmi w kolorze zgniłej zieleni odcinały dopływ słońca, trawa była ciemna, a na ścieżce wyglądała niczym spalona, a od początku trwania wycieczki po tym terenie nie minęło ich żadne zwierzę, prócz kilku brązowych, oślizgłych jaszczurek. Małe zwierzątka przebiegały, aby zaraz schować się między kamieniami, unikając zdziwionych spojrzeń obojga wilków, które zdecydownie nie powinny się tu krzątać, jednak ani się im śniło organizować postoje. Niepokojący krajobraz dopełniały nadchodzące ciemności, działające na kreatywność. Mari wyobrażała sobie niestworzone potwory, które mogły ich obserwować zza drzew. Oblazłe ze skóry i mięśni jelenie na sześciu patykowatych nogach; Nietoperze o mleczno białych oczach oraz szeregach zębów niczym małe tarki, wrzynające się w ciało ofiary; Dwunogie bestie z wykręconymi głowami oraz szaleńczym uśmiechem na porozrywanej twarzy...
Rozmyślania jednak nie trwały długo, ponieważ równie szybko jak wadera całkiem straciła czujność, tak szybko otrząsnęła się na skutek wrzasku kruka, który zerwał się z drzewa nieopodal. Było to na tyle niespodziewane, że sama pisnęła, odskakując wprost na Sythe'a, który zachwiał się pod wpływem ataku i mówiąc konkretnie, oboje runęli w dół, przerażeni. Gdyby mieli na to czas, zastanawialiby się, jakim cudem po ich prawej stronie powstał tak ogromny rów w tak drastycznie szybkim tępie. Cały teren przekształcił się w tak nierealny sposób, że nikt kto zobaczył, nie uwierzyłby. Oni jednak nie mieli tej możliwości, ponieważ obijali się o wystające skały i turlali się ku dołowi. Marne kilka sekund trwało jak minuty, było to jednak niczym w porównaniu do dna doliny, do którego nieubłaganie się zbliżali, a było to gęste bagno.
Podczas gdy czarna wadera wpadła przy brzegu i zaraz w panice wygrzebała się na pochyły ląd, cała posklejana mułem i w roślinach, Sythe nie miał tego szczęścia i wylądował nieco dalej, usilnie próbując wspiąć się na masywny, acz śliski korzeń.
Niewiele myśląc, sama Maryse już niemal panikując, rzuciła się na równie niebezpieczne korzenie, aby znaleźć się jak najbliżej Alfy, bez niczego, czym mogłaby mu pomóc. Czy to było egistyczne zagranie, czy nie, była naprawdę przerażona, a przynajmniej na tyle, że automatycznie skoczyła do kolejnego konaru, który zaraz potem się zapadł, jednak sięgnęła do drugiego, uderzając łapami o taflę bagna. Naprawdę ulgę poczuła dopiero wtedy, gdy, już nie taki biały, basior siedział tuż obok niej, a ona oparła łeb o jego łopatkę i przymknęła oczy. Dyszeli i się trzęśli, zalani chaotycznymi myślami, mokrzy i brudni, posiniaczeni. Dojście do siebie chwilę im zajęło, a gdy już do tego doszło, wadera ledwo powstrzymywała się od śmiechu, płaczu, czy krzyku. Nie mogła zapanować nad emocjami, strach powrócił i przytłoczył nią, jak kiedyś. Otrzeźwił ją dopiero głos towarzysza i jego łapa na jej ramieniu. Najpierw z głębokim przerażeniem, po chwili z żalem, aż w końcu spokojem spojrzała na basiora, który patrzył na jej reakcję w skupieniu.
- W... Wszystko w porządku?- Mruknął po krótkiej chwili, odsuwając łapę ponownie na korzeń.
Wadera tymczasem złapała swój ogon, który teraz bardziej przypominał dosyć długiego węża i słabo się uśmiechnęła.
- Trochę się poobijałam, a mój ogon wygląda jak szczurzy, ale tak, jest dobrze...- Skinęła łebkiem, po czym rozejrzała się wokoło. Z jednej strony otaczało ich bagno, jednak dalej dało się dostrzegać już inny, przyjemniejszy odcień trawy. Z drugiej strony była stroma góra, skąd wilki spadły, zdecydowanie nie zachęcała, szczególnie ze wzglądu na pojawiające się tam białe punkciki, które mogły być wszystkim. Powoli robiło się ciemno, co zdecydownie nie było sprzyjającym czynnikiem.
- Chyba najbezpieczniej będzie iść przez bagno... Raczej nie chcę tam wracać.- Przyznał Sythe, nadal rozważając wyjścia, jednak nie znalazwszy żadnego lepszego, zwyczajnie wyruszyli przez mokre, wystające z wody korzenie drzew. Tym razem poruszali się ostrożnie i bez pośpiechu, aby unikać kolejnych nieprzyjemności. W coraz ciemniejszym krajobrazie brzmiały ciche podśpiewywania ptaków, a ich rozmowa polegała na wymienianiu uwag i porad co do każdego kolejnego kroku.
Kiedy ostatecznie udało im się wydostać na nieco bardziej suchą polanę, panowały ciemności, rozjaśniane miliardami małych gwiazdek oraz srebrnym księżycem na niebie. W powietrzu unosił się zapach wiosny, było dosyć ciepło i duszno, co mogło zapowiadać, że ciepła pora roku nastąpiła na dobre.
 Zarówno wadera, jak i basior od razu padli na gęstą trawę, aby dać wypocząć zmęczonym kończyną. Zmęczony Sythe ziewnął, a czarna wadera lekko się uśmiechnęła na myśl, że najgorsze za nimi, a wilkowi należy się odpoczynek.
- Jeżeli chcesz, możesz się przespać. Ja nie muszę, więc nas popilnuję.- Zaoferowała, zerkając na brudny od bagna pyszczek Alfy. Sama nie wyglądała lepiej, jednak aby się doprowadzić do normalnego stanu, musieli poczekać do rana.
<Sythe?>

sobota, 13 maja 2017

Od Sythe'a CD Maryse

Biały wilk lekko się uśmiechnął.
- Nie przeszkadza mi towarzystwo. - odparł. - Dobrze mieć się do kogo odezwać. Pójdziemy na spacer? - zapytał zerkając na waderę, starał się utrzymać rozmowę, co raczej średnio mu wychodziło.
Maryse skinęła głową. 
***
Po około trzydziestominutowej drodze postanowili zrobić przerwę, a także schłodzić się przez chwilę w cieniu. Trawa w miejscu, w którym wypoczywali była jasnozielona i gdzieniegdzie rosły drobne, bladoróżowe kwiatki. 
- Pięknie tu. - stwierdził Sythe rozglądając się.
- Zgadzam się. - odpowiedziała wadera. - Dokąd prowadzi ta ścieżka? - spytała wskazując ruchem łapy na wydeptaną w trawie dróżkę.
Wilk ze zdziwieniem spojrzał w kierunku, który pokazała Maryse.
- Nie mam pojęcia... Nie widziałem jej tu nigdy wcześniej. - odparł basior. - Sprawdźmy to.
Wilczyca lekko skinęła głową, wstała i ruszyła w tamtym kierunku, a zaraz za nią poszedł Sythe. Trawa znajdująca się na ścieżce była ciemna, wyraźnie się odznaczała. Dziwne, że wcześniej nie udało im się jej zauważyć. Prowadziła do lasu, a wilki nakłonione ciekawością postanowiły zobaczyć, co znajduje się na jej końcu.
Im zapuszczali się dalej, tym drzewa rosły bliżej siebie, tym samym ograniczając ilość światła. Trzeba było uważać, by nie wpaść w żaden rów czy też dziurę. Las stawał się coraz mroczniejszy, a Sythe z niepokojem spoglądał na otaczający go krajobraz. Zaczynał żałować, że w ogóle wyszli na ten spacer, ale teraz było już raczej za późno, żeby się wycofać. Wymieniał z Maryse niespokojne spojrzenia, ale żadne z nich nie zdecydowało się zawrócić.
- Nigdy nie byłem w tej części lasu... Nie wiedziałem nawet, że istnieje... - odezwał się Sythe.
- To dziwne... - szepnęła wadera.
- Myślisz, że to nie jest jakaś halucynacja? - zapytał basior.
- Co masz na myśli?
- To... To niemożliwe, żeby tak nagle pojawiło się... Znikąd. To co nas otacza. - sprecyzował.
- Nie... Uważam, że to prawdziwe. To przecież tutaj jest. - odpowiedziała Maryse.
- Czy to może mieć jakiś związek z Isomi? - Sythe wydawał się przestraszony. Nie miał pojęcia, gdzie właśnie byli.

<Maryse?>

niedziela, 7 maja 2017

Od Maryse CD Sythe'a

Nie miała pewności co do zamiarów Sythe'a... Jednak nie zachowywał się wobec niej groźnie, nie był agresywny, ani nachalny. Był dobry, po prostu dobry i może właśnie przez to Maryse czuła się coraz lepiej w jego towarzystwie, a przynajmniej nie odczuwała chęci zaszycia się w samotności, gdzieś z dala od innych. Był miły, zaczynała lubić jego głos.
- Och... Może warto by było wykorzystać moce... Każdy wilk jest unikalny i może robić coś innego, coś pożytecznego.- Odparła na wcześniejsze wspomnienie o Isomi i sposobie na ich pokonanie. Nie było to niemożliwe, a przynajmniej tak mogło się zdawać. Nadal były to istoty fizyczne... Chociaż kto wie?
- Racja. Z czasem może się dowiemy, jak nas przybędzie.- Stwierdził biały wilk, spoglądając na waderę. Ta, wpatrując się w swoje łapy, skinęła łbem.
- Masz rację.- Przyznała, kierując spojrzenie na wyście z jaskini. Było dopiero co po południu, a oni leżeli w chłodnej, kamiennej grocie. Neru spoczywał gdzieś w okolicy, najpewniej na drzewach i mimo braku wiewiórki przy sobie, wadera nie czuła niepokoju. Z jakiegoś powodu jaskinia Przywódcy wydawała jej się bezpieczna... I właśnie przez to odczuła największy ból. Wiedziała, że zbyt łatwo się do wszystkiego i wszystkich przywiązuje i miała do siebie o to żal. Coraz mniej podobała jej się wizja wyprowadzki do własnej jaskini, szczególnie kiedy miały nadchodzić chłodniejsze czasy...
Mari ułożyła łeb na łapach i przymknęła powieki.
- Jesteś zmęczona?- Spytał Sythe po krótkiej chwili, jakby zdziwiony. W końcu Maryse niedawno wstała, przecież on sam nie spał od dawna, a trzymał się dobrze.
- Nie, nie...- Pokręciła przecząco łebkiem, ponownie go unosząc, jednak nadal był pochylony w dół. Kiedy ostatni raz patrzyła w niebo? Hah, dobre pytanie.- Zastanawiam się, czy przypadkiem tobie nie przeszkadzam... W końcu jesteś Alfą i zapewne masz ważniejsze zajęcia niż spędzanie czasu w moim towarzystwie...- Stwierdziła cicho, znowuż wywiercając wzrokiem dziurę w swoich łapach.
- Skąd te przypuszczenia?- Zabrzmiał głos Alfy, na co Maryse mimowolnie skierowała uszy wzdłuż grzbietu, po czym jednak odetchnęła, krzywo się uśmiechając.
- Chyba z przyzwyczajenia... Ale mogę się mylić...- Mruknęła, usilnie zachowując spokojny ton.- Każdy ma swoje własne życie do utrzymania, a ty masz na barkach więcej niż jedno...- Szepnęła, oczekując reakcji basiora. Liczyła na to, że w żaden sposób nie uraziła Alfy, przecież nie miała tego na celu.
<Sythe?>