poniedziałek, 9 stycznia 2017

Od Sythe'a CD Arwen

Po jego głowie chodziło jedno pytanie - kim była ta wadera, co tutaj robiła i jak się tu znalazła? Sythe nie potrafił odpowiedzieć sobie na te zagadnienia.
- Miło mi... - Szepnął przerywając trwającą już od dłuższej chwili ciszę. - Mogę ci zaoferować nocleg i coś do jedzenia... Robi się już ciemno. - Dopowiedział zerkając w górę, na nieboskłon, który zaczynał się powoli ściemniać odsłaniając pierwsze, srebrzyste punkty. - A co za tym idzie... Będzie chłodniej i... Niebezpieczniej... - Mruknął cicho.
Wiedział, że Arwen się waha. Kto w końcu zaufałby pierwszemu lepszemu napotkanemu basiorowi w środku lasu, gdzie można zostać zabitym przez bliżej nieokreślone istoty? Z pewnością nikt o zdrowych zmysłach, ale Sythe wiedział, że kulturę należy zachować przede wszystkim, więc każdej napotkanej istocie proponował nocleg oraz posiłek, chociaż sam nie miał zbyt wiele.
- Umm... Wiesz... - Zaczęła wadera. - Nie wiem, czy powinnam...
- Rozumiem... - Odparł. - W końcu ważne jest zaufanie. Mogę spróbować znaleźć ci jakąś jaskinię, ale nie jest to najbezpieczniejsze rozwiązanie... Wszystkie, które znam, a po tym lesie błąkam się praktycznie od urodzenia, są zbyt daleko by do nich dotrzeć przed... Przed ich porą polowań... - Wyjąkał powoli przenosząc wzrok na śnieg.
- Może... Może masz rację, zgadzam się. Jeśli mógłbyś...
- Cię zaprowadzić do mojej jaskini...? - Dokończył za Arwen lekko się uśmiechając.
- Właśnie tak.
- Za mną, proszę... - Powiedział, po czym odwrócił się i ruszył truchtem przed siebie. - Nie chcę ci się narzucać, ale wierz mi, że jeśli chcesz przeżyć, to jest najodpowiedniejsze wyjście... To niedaleko...
Po kilkudziesięciu minutach byli w jaskini basiora. Sythe rozpalił ognisko, które podczas jego nieobecności zdążyło już wygasnąć, a Arwen usiadła w kącie bacznie się mu przyglądając.
- Jak długo tu wędrowałaś...? - Zapytał siadając naprzeciw wadery delikatnie przekrzywiając głowę.
- Jak długo? Oh... Prawie rok... Może mniej, może trochę więcej. Nie jestem pewna. - Odparła. - A ty? Skąd się tu wziąłeś?
- Jak wspomniałem wcześniej, po tym lesie błąkam się prawie od urodzenia... Moi rodzice się tu osiedlili. Była tu kiedyś wataha, ale, niestety, wszyscy zostali wybici, kiedy miałem trzy lata... Trochę czasu już minęło, a ja dalej nie opuściłem tego miejsca... Hah, taka historia życia... - Odrzekł cicho basior, jakby bojąc się, że ktoś może ich podsłuchiwać.
Sythe nigdy nikomu nic o sobie nie opowiadał. Starał się tego unikać jak ognia. Dlaczego? Ja też nie wiem. Blokady psychiczne tego basiora zapewne nigdy nie przestaną zaskakiwać. Zwykła nieśmiałość? Strach...? Przed czym?
- A ty, co robiłaś wcześniej...? - Spytał wpatrując się w pomarańczowe, ogniste języki.

<Arwen?>

Od Arwen

Moja podróż trwała już koło roku. Nigdzie nie zaznałam miejsca na stałe, cały czas działo się coś przez co zmuszona byłam ruszać w dalszą drogę. Poza zmęczeniem i wiecznym poczuciem strachu, doskwierała mi przede wszystkim samotność. Niekiedy zaczynałam mówić sama do siebie, ugh. Teraz pewnie nie będzie inaczej. Jeśli znajdę tereny obfite w zwierzynę, najpewniej zostanę stamtąd przepędzona. Jeśli nie przez wilki, to przez te cholerne Isomi.
A tymczasem, szłam jakimś lasem. Nawet nie wiem gdzie jestem. Śnieg przykrył dosłownie wszystko, przez co ciężko było się zorientować gdzie się akurat znajdowało. Warstwa białego puchu była na tyle gruba, że mimo długich łap, śnieg sięgał mojej piersi, toteż wyglądałam jak kaczka, brnąc na przód mimo tego wszystkiego.
Nagle usłyszałam cichy szelest po mojej lewej stronie i zdążyłam zauważyć sam cień postaci szybko przemykającej między krzewami. Wyprostowałam się, by choć spróbować wyglądać na godniejszą przeciwniczkę i może odstraszyć potencjalne zagrożenie. Bo prawda jest taka, że gdyby do jakiejkolwiek konfrontacji doszło, niechlubnie bym ją przegrała. Moim jedynym ratunkiem zawsze była ucieczka. Długie łapy na coś się przydają, huh? Dopiero w sytuacji bez wyjścia, kiedy jestem przyparta do tego przysłowiowego "muru", próbuję walczyć, bo... Po co się narażać?
I znów. Znów coś usłyszałam, ale tym razem nic nie dostrzegłam.
Warknęłam cicho, ukazując światu swe kły.
Nagle zza drzew dojrzałam zarys postaci. Wilka. Był trochę większy ode mnie, po czym wnioskuję, że to basior. Uspokoiłam się nieznacznie, gdy spokojnym, powolnym krokiem zaczął zbliżać się do mnie, ukazując mi swój wygląd. Jednak, to dalej było niepokojące. Jakiś obcy basior powoli i spokojnie zbliża się w twoim kierunku, nie spuszczając z ciebie oczu. Chociaż, z drugiej strony, nie wyglądał na kogoś, kto chciałby zrobić mi krzywdę.
- Kim jesteś? - Spytałam, patrząc na niego z zaciekawieniem.
- Nazywam się Sythe. A ty to...?
- Mam na imię Arwen. - Odpowiedziałam i zawiesiłam na nim swój wzrok.

>Sythe?<

Od Assuva CD Eresy

Jaskinia wadery była przyjemnie urządzona, a hodowla roślin bardzo mi się spodobała.
-Jak chcesz to możesz dzielić tą jaskinie ze mną póki nie znajdziesz swojej, w sumie to zawsze możemy mieszkać tu we dwoje. Daj znać jak podejmiesz decyzje As.-Powiedziała.
Spojrzałem na nią i się uśmiechnąłem.
-Im więcej tym weselej.-Powiedziałem.-W końcu nikt nie chce zostać sam, prawda?-Dodałem.
-Pewnie.-Odwzajemniła uśmiech.
-Mogę zostać tu na dwa/trzy dni póki czegoś sobie nie znajdę?-Spytałem.
-Tak.-Powiedziała.
Wtem usłyszałem na dworze ryk. Niedźwiedź? raczej nie w tych stronach. Isomi to też nie było, a więc co? Wyszedłem z jaskini i rozejrzałem się wokół.
-Wydawało mi się?-Szepnąłem.
-Coś się stało?-Spytała wadera.
-Nie, nic.-Odrzekłem uśmiechem.-Zaprowadzisz mnie do alfy?
-Jasne, chodźmy.-Powiedziała i wyszła z jaskini dając mi znak żeby iść za nią.
Wcześniejszy ryk musiał mi się wydawać, więc lekko się rozluźniłem i podbiegłem do wadera. Szliśmy obok siebie, gdy nagle znów między drzewami rozległ się ryk.
-Słyszałeś?-Spytała.
-Tak.-Odrzekłem.-Pójdę sprawdzić.-Powiedziałem.
Z miejsca ruszyłem biegiem.
-Ej..czekaj!-Krzyknęła i pobiegła za mną.
Po chwili byliśmy na otartej przestrzeni, gdzie ukazał się dość nie częsty widok. Kilka dzików atakowało żbika. Kotowate zwierzę było już na skraju wyczerpania, całe poranione.
-Eresa, zaczekaj tu chwilę.-Powiedziałem.
-Hę? Co?-Spytała zaskoczona.
Ruszyłem biegiem w stronę dzików, warcząc tak jak podczas polowania. Zaskoczone dziki chyba zrezygnowały i zaczęły uciekać, a żbik leżał pół żywy na śniegu. Miał złamane dwie łapy i liczne rany po bokach. Na szczęście nic nie stało mu się w głowę. Delikatnie go podniosłem i położyłem na grzbiecie. Wtem podbiegła do mnie Eresa.
-Muszę go szybko opatrzyć.-Powiedziałem.-I unieruchomić złamania. Potem pójdę do alfy, dobrze?-Powiedziałem tak spokojnie jak umiałem.
Krew dosłownie mnie zalała, gdy zobaczyłem te dziki i bezbronnego kota.

*po powrocie i opatrzeniu żbika*

Westchnąłem z ulgą. Nim kotowaty będzie zdrowy upłynie jakiś miesiąc, więc przez ten czas będę się nim opiekował.
-Idziemy do alfy?-Spytała wadera, która pomogła mi opatrzyć zwierzaka.
-Pewnie.-Uśmiechnąłem się i podbiegłem do niej. Wyszliśmy z jaskini i trafiliśmy wprost na jakiegoś basiora. Odskoczyłem do tyłu zaskoczony.
<Eresa?>

Bądź jak wo­da – przys­to­sowu­je się do każde­go naczy­nia, a może zniszczyć skałę

Autor obrazka: SarityCreations

IMIĘ: Algenar
PSEUDONIM: Jeszcze nikt mu nie nadał
PŁEĆ: Basior.
WIEK: 4 lata
DATA URODZENIA: 16.08
CHARAKTER: Algenar jest bardzo przyjaznym I miłym wilkiem, zawsze chętny do zabawy I wygłupiania się z przyjaciółmi. Jest zawsze wesoły I nie potrafi zachować powagi nawet gdy sytuacja tego wymaga. Kocha pływać, poznawać nowe wilki. Jest bardzo towarzyski I przez to trochę zbyt nachalny. Gdy kogoś polubi nie potrafi odejść od niego chociarz na krok. Jest niesamowicie ufny dlatego często wpada w kłopoty. Nienawidzi być sam ani walczyć. Kocha pokój I robi wszystko aby go zachować.  Pomaga wszystkim nawet jeśli ktoś zrobił mu kiedyś krzywdę. Poluje tylko wtedy gdy to konieczne, kiedy sam jest głodny lub wataha potrzebuje pożywienia.
GŁOS: Auld Lang Syne
STANOWISKO: Myśliwy
RODZINA: Oiu - foczy ojciec, Oia - focza mama
PARTNER: Brak
ZAUROCZENIE: Brak
RASA: Wilk Wody
MOCE: Jego moce działają tylko w okolicach wody.
- Potrafi kontrolować wodę, tworzyć wiry, stworzenia z wody, które go bronią,
- Potrafi oddychać pod wodą,
-  W wodzie jest szybszy I silniejszy.
CIEKAWOSTKI:
- Algenar jest wilkiem, który posiada tęczowe oczy, róg na czupku łba oraz płetwę na końcu ogona,
- Nie zna swoich biologicznych rodziców, najpewniej zostawili go na pastwę losu, jednak znalazły go dwie foki, które go wychowały,
- Przez długi czas nie wiedział, że jest wilkiem, myślał, że jest foką tak jak jego ojczym I macocha,
- Zna język fok, wilczego nauczył się dużo później,
- Jak foka, boi się niedźwiedzi polarnych, rekinów I ork,
- Potrafi wytrzymać bardzo niskie temperatury,
- Nie wytrzyma na lądzie więcej niż dwa dni bez wody.
UMIEJĘTNOŚCI:

  • Siła: 20
  • Szybkość: 30
  • Wytrzymałość: 20
  • Efektywność mocy: 30

TOWARZYSZ: Brak

niedziela, 8 stycznia 2017

Od Eresy CD Assuva

Eres postanowiła wybrać się na na spacer, który wydawał jej się wiecznością w taką pogodę jednak słyszała, że o tej porze można spotkać w okolicach świetlistego lasu wiele różnorodnych zielsk, gdyż to tam najczęściej, zimą wyrastają korzonki i inne rośliny. Las ten jest najcieplejszym w okolicy. W końcu doszła do swojego celu. Wadera znała się na zielarstwie bardzo dobrze, ponieważ w jej rodzinnej watasze cała rodzina zajmowała się zielarstwem.  Eres znała całe te terany na pamięć, lecz postanowiła zrywać korzonki tylko te które spotka na drodze, by nie zagłębiać się w środek lasu, gdzie mogłaby obudzić śpiące zwierzęta. Doszła tak prawie do końca lasu, do momentu który graniczył z bagnami. Bagna to miejsce, które zawsze bardzo ją kusiło. Przerażają ją jedynie legendy o różnych stworach, które tam żyją. Podobno nawet w porze vanethies łatwo się tam zgubić, a co dopiero w foerliss. Nagle usłyszała kroki jakiegoś zwierzęcia. Za pierwszym razem wydawało jej się, że się przesłyszała, ponieważ co tam niby robiłby wilk o tej porze. Przecież nikt z zdrowym rozsądkiem by tam nie wchodził. Eresa postanowiła jednak zaryzykować i pobiec za tym stworzeniem, który na sto procent był wilkiem, ponieważ zwierzątek podczas foerliss tam nie spotkasz, nawet one nie są takie głupie. Pomyślała, że pewnie za niedługo będzie się z tego śmiała więc przekroczyła linię graniczącą z bagnami. W głębi serca czuła dumę, a zarazem była naprawdę przestraszona.
-Stój! - krzyknęła wadera.
Lecz basior biegł dalej. Był naprawdę szybki. I pewnie nie dogoniłaby  go gdyby nie zamarznięte jezioro. Wilk wszedł ostrożnie na środek jeziora. Eresa  również zaczęła już na nie wchodzić, gdy nagle usłyszała krzyk, by tam nie wchodziła. Basior nie był z tej watahy. Przedstawił się i również ją o to poprosił.
-A więc jestem Eresa, możesz mówić do mnie Eris. Jestem w tej watasze od niedawna...
-Czekaj, czekaj czyli jest to teren watahy? Ohh jakie szczęście - przerwał nowo poznany  wilk.
-Tak, jak chcesz to zaprowadzę cię później do alfy, jednak może nie będziemy tu tak stali i zaproszę cię do mojej skromnej jaskini, no wiesz jestem tu od niedawna.
Basior przykiwnął głową i ruszył za Eris.
-Tak na przyszłość nigdy więcej tutaj nie przychodź, bagna to bardzo niebezpieczne miejsce - dodała po chwili.
Gdy weszli do jaskinki, Erese zaskoczyło zachowanie basiora, który zaskoczony był hodowlą roślin wadery.
-Pewnie jesteś głody, bierz co chcesz!- zaproponowała.
Eresa opowiedziała swoją historię z zielarstwem, przy okazji okazało się, że oboje mają dużo ze sobą wspólnego, na dodatek ich poczucie humoru jest ogromne. Najbardziej zdziwiła go odpowiedź wadery, gdy powiedziała, że nie jest zielarką tylko strategiem.
-Jak chcesz to możesz dzielić tą jaskinie ze mną póki nie znajdziesz swojej, w sumie to zawsze możemy mieszkać tu we dwoje. Daj znać jak podejmiesz decyzje As.

<Assuva?>

Od Shin-Ah CD Sythe'a

Cisza sprawiła że poczułam się trochę niezręcznie przez natłok informacji. Nagle Ao wyszedł z mojej sierści, co chyba oznaczało że jesteśmy w niebezpieczeństwie. Dzięki oczom smoka rozejrzałam się wokół. Pól kilometra stąd są Isomi i biegną w naszą stronę.
-Sythe.-Powiedziałam.
Basior podniósł głowę i spojrzał na mnie pytająco.
-Isomi, Księżycowe Demony, są niedaleko i biegną w tym kierunku.-Powiedziałam.
Basior natychmiast wstał i rozejrzał się wokół.
-Gdzie są?-Spytał.
-Pół kilometra stąd, dwa na wschodzie,trzy na północy.-Powiedziałam. Tylko tylu zauważyłam.-Powiedziałam.
Basior rozejrzał się wokół. Za nami tylko jezioro, więc jedyna droga ucieczki jest na południe. Wstałam i truchtem podeszłam do Sythe.
-Biegnij.-Powiedział.
-Pobiegnę za tobą.-Powiedziałam.- Ao gdzieś wyskoczył. Dogonię cię za chwilę.-Dodałam.
Wilk skinął głową i poszedł przodem.
-Ao. Gdzie jesteś?-Spytałam lekko podniesionym głosem.
Wiewiórka po kilku sekundach przybiegła do mnie w wypchanymi policzkami. Uśmiechnęłam się.
-Isomi są niecałe 100 metrów stąd.-Szepnęłam.
Chwyciłam Ao do pyska i wybiłam się w powietrze w kierunku południa. Po kilku sekundach dostrzegłam Sythe i wylądowałam tuż za nim od razu biegnąc. Ao w tym czasie był już zagrzebany w mojej sierści. Po chwili biegłam prawie na równi z basiorem.
-Gdzie biegniemy?-Spytałam.
-Na otwartą przestrzeń. Niedaleko stąd jest pole.-Powiedział.
Nie minęła chwila, a już byliśmy na pokrytej śniegiem łące. Isomi zostały w lesie. Odetchnęłam z ulgą i lekko sapiąc położyłam się na śniegu.
-Za dużo jak na poranny trening.-Wysapałam. Basior usiadł niedaleko i wbił wzrok w ziemię.
-Tak w ogóle...-Zaczęłam.
Basior zerknął na mnie.
-Dziękuję że mi pomogłeś.-Uśmiechnęłam się.
-Nie...nie ma za co.-Odpowiedział basior.
Rozmowa trochę się nie kleiła. Wtem zaczął padać śnieg. Przypomniała mi się nagle pewna rzecz...
-Sythe. Czy wiesz czemu śnieg jest biały?-Spytałam.
-Ponieważ to skrystalizowana para wodna.-Powiedział.
-No, ale nie tylko.-Powiedziałam.
Wilk znów utkwił we mnie pytające spojrzenie.
-Ponieważ zapomniał jakiegoś koloru był dawniej.-Uśmiechnęłam się.
Chciałam mu poprawić humor i chyba mi się udało. Nagle w lesie rozbrzmiał ryk i odgłosy walki.
-Co to takiego?-Spytałam.
Zerknęłam w stronę lasu. Sythe wstał i skierował kroki w kierunku hałasu...
<Sythe?>

Od Assuva

Żwawym krokiem ruszyłem w stronę jednego z lasów. Wiatru nie było, a śnieg przestał padać jakiś czas temu. Zostawiając ślady na białym puchu biegł zając. Ostatnio jadłem same rośliny, więc bez chwili zawahania ruszyłem w pogoń za szarakiem. Dwa razy pod rząd się poślizgnąłem wpadając na drzewa, ale w końcu udało mi się złapać uchate stworzenie i pozbawić je życia. Zjadłem ze smakiem mięso stworzenia, a kości zakopałem pod ziemią niedaleko drzewa. Truchtem ruszyłem przed siebie bez celu, gdy nagle dostrzegłem...zarys jakiejś istoty, za małe na Isomi, za duże na łosia. Kształtem przypominało sporego psa. Wilk! Stanąłem w miejscu i przypatrywałem się zbliżającemu się wilkowi. Po chwili widziałem już cały zarys sylwetki, ale wciąż nie wiedziałem czy to basior czy wadera. Zmieniłem kolor oczu na jaskrawo niebieski i przywołałem śnieg. Z powrotem przywróciłem kolor oczu, odwróciłem się i pobiegłem w stronę wyjścia z lasu na otwartą przestrzeń. Postać zaczęła biec za mną. Czego chce ode mnie ten wilk? Po chwili dało się wyczuć delikatną woń wody. To moja szansa! Pobiegłem w tamtą stronę tak szybko jak mogłem. Niestety woda, którą wyczułem, znajdowała się pod lodem.
-Nosz !@#$%!-Przeklnąłem i wszedłem powoli na lód.
Przeczołgałem się na środek jeziora. Goniąca mnie postać stał na brzegu. Powoli, bardzo powoli zaczęła wschodzić na lód. Wiem, że jego powierzchnia nie utrzyma więcej niż jedno zwierzę i wylądujemy obydwoje w zimnej wodzie.
-Nie właź tu!-Krzyknąłem.
Wstałem i powoli ruszyłem w jego stronę. Przede mną stała wadera o jaskrawych oczach.
-Kim jesteś?-Spytała.
-Czy najpierw nie należy samemu się przedstawić?-Spytałem.
Wilk płci pięknej cofnął się na stabilny grunt pokryty warstwą śniegu.
-Ale niech będzie, nazywam się Assuva, ale możesz mi mówić As lub Crazy.-Powiedziałem.
Wadera spuściła wzrok. Przekręciłem lekko głowę.
-A ty jak się nazywasz?-Spytałem.
W oczekiwaniu na odpowiedź, również wyszedłem na ziemię, a raczej pokryty nią śnieg i utkwiłem wzrok w wilczycy czekając aż zdradzi se imię.
<Wadero?>

Od Sythe'a CD Shin-Ah

Basior wyraźnie się wahał. Użyć mocy? Lepiej nie, to ściągnie do nich Isomi, a mają już wystarczająco dużo problemów... Więc co zrobić, nie ma innego wyjścia, zanim on do niej dotrze, Shin-Ah wpadnie do wody i będzie za późno. Odgłos łamiącego się lodu był coraz donośniejszy, a taflę zaczynało przedzierać spore pęknięcie. Spojrzał jeszcze raz, to na waderę, to na swoje łapy. W jednej chwili lód wokół niego rozświetlił jasny blask. Po chwili Sythe znalazł się obok Shin-Ah, której lód pękał pod opuszkami łap i szybko chwytając ją powtórzył to, co działo się przed sekundą. W oka mgnieniu oboje znaleźli się w jaskini basiora.
- Uważaj następnym razem. - Powiedział siadając przy lekko tlącym się ognisku. - Każde użycie mocy powoduje, że jestem bardziej wyczuwalny dla Isomi...
- Co? Jak to? - Zdziwiła się wadera.
- Mówiłaś o tym, że masz swoją klątwę związaną ze smoczymi kończynami... Ja też mam... Coś w tym rodzaju... - Mruknął próbując rozpalić płomień na nowo.
- Oh... Rozumiem. - Odparła jego towarzyszka, na co basior lekko się uśmiechnął.
- Możesz pocieszyć się tym, że jeśli kiedyś nas dopadną, to będziesz miała czas na ucieczkę, bo zajmą się najpierw mną... - Zaśmiał się prawie niedosłyszalnie.
Wiedział, że nie zostało mu dużo czasu, ale się tego nie obawiał. Nie miał nic, czym mógłby ryzykować. Nikt nie będzie po nim płakał, więc nie bał się o to, co się stanie kiedy już w końcu umrze. A raczej zostanie zamordowany.
Między wilkami zapanowała cisza, która po chwili stała się dość nieznośna. Atmosfera była dość gęsta.
- Więc... - Zaczęła wadera. - Masz jakąś rodzinę? - Spytała przyglądając się temu, jak Sythe rozpala ogień, a raczej usiłuje rozpalić.
- Pozostał mi jedyny żywy kuzyn, Aster... - Odpowiedział zerkając na wilczycę, ale zaraz spuścił wzrok na ziemię.
- Oh... Przykro mi, jeśli przywołałam jakieś złe wspomnienia... - Powiedziała Shin-Ah.
- Nie, nic nie szkodzi. - Sythe spróbował uśmiechnąć się do samicy.

<Shin-Ah?>

Od Sythe'a CD Akiry

- Moje życie nigdy nie było w żaden sposób ciekawe... Jeśli utraciłbym wspomnienia, to mógłbym mieć tylko nadzieję, że moje zachowanie uległoby zmianie na lepsze... - Odparł cicho basior wpatrując się w tańczące przed nim ogniste języki.
Z całą pewnością mogę powiedzieć, że nie miał nic do stracenia. Rodzina? Ma tylko kuzyna... Przyjaciele? Jacy przyjaciele? Był sam, bo nie potrafił się odnaleźć w społeczeństwie. Wiedział, że dla takich jak on nie ma nigdzie miejsca, dlatego sam je sobie stworzył. Tutaj. Od jak dawna tu mieszkał? Prawie że od początku swojego życia. Kiedyś chciał się stąd wynieść, ale nie potrafił zostawić tych terenów.
- A... Dlaczego pytasz...? - Dodał po krótkiej chwili Sythe.
- Proszę, nie mówmy o tym. - Odpowiedziała szybko wadera.
- Rozumiem... Ale jeśli chcesz o czymś porozmawiać, to możesz się do mnie zwrócić... - Rzekł basior. - Jest już jasno, powinienem iść na obchód... Masz może ochotę pójść ze mną...? - Zaproponował starając się być kulturalnym dla swego gościa.
- Tak, myślę, że mogłabym iść z tobą. - Odparła wilczyca wychodząc z jaskini przodem.
Sythe nie odpowiedział, uśmiechnął się tylko. Swoimi wypowiedziami starał się nikogo nie urazić, ani w żaden sposób obrazić. Pomimo, że zwykle odwracał wzrok od twarzy rozmówcy, doskonale odczytywał ich nastroje wsłuchując się w głosy.
- To tędy. - Szepnął basior wyrównując swoją pozycję obok wadery.
Kierowali się w stronę lasu, gdzie zwykle Sythe chodził najczęściej, czego powodem było to, że właśnie tam najczęściej można natknąć się na zwierzynę, więc można polować, a co za tym idzie - jest duża szansa, że spotka przedstawiciela jego gatunku.
- Dużo jest tu tych... Stworów? - Odezwała się Akira po kilku minutach wędrówki w ciszy.
- Isomi...? Nie wiadomo dokładnie, ilu ich jest. Mam wrażenie, że cały czas pojawiają się nowe... - Odrzekł samiec odwracając pysk w stronę wadery.
- Uważaj! - Krzyknęła chwytając go łapą.
Przed nimi, zupełnie znikąd, pojawił się demon. Cóż za zbieg okoliczności...
- Proszę, chwyć mnie za łapę... - Nakazał Sythe.
Akira przez kilka sekund się wahała, po czym zrobiła to, o co ją poprosił. Po chwili wszystko wokół pojaśniało i ich otoczenie zmieniło się na zupełnie inne. Nie byli teraz w lesie, a w dolinie pokrytej śniegiem.

<Akiro?>

Znajdź coś co sprawia, że jesteś szczęśliwy i nie pozwól nikomu ci tego odebrać.


Autor obrazka: Snow Body

IMIĘ: Arwen
PSEUDONIM: Nie obrazi się, jeśli zdecydujesz się jakiś wymyślić.
PŁEĆ: Wadera.
WIEK: 5 lat.
DATA URODZENIA: 19.02.
CHARAKTER: Arwen to wadera cicha i spokojna. Nie często będzie wyrażać chęci do jakiejkolwiek integracji, która wymagałaby ruchu, a wszystko z powodu jej lenistwa. Jednakże, to nie tak, że stroni od towarzystwa. Lubi otaczać się wilkami, z którymi można miło spędzić czas na rozmowie, żartach czy nawet wygłupach.
Trzeba też dodać, że nie jest ona mistrzynią w okazywaniu uczuć. Jakichkolwiek. Jeśli stanie się jakaś tragedia i wszyscy wokół zaczną płakać, ona siądzie gdzieś na uboczu z kamiennym wyrazem twarzy i dokładnie przemyśli swoje życie. I to nie tak, że nie zna smutku i za grosz nie ma w niej empatii. Przeciwnie. Wbrew pozorom jest bardzo uczuciową waderą, tylko nie potrafi tego okazywać. W chwilach głębokiego smutku nie płacze, a wpada w zadumę, co przez wielu jest odbierane tak, jak gdyby nie wstrząsnęło nią jakieś tragiczne wydarzenie. W momencie wielkiego szczęścia i radości w watasze, ona najwyżej się uśmiechnie i będzie siedziała cicho, bo nie będzie miała pojęcia co powiedzieć.
Poza tym, jak najbardziej pomocna i skora do rozmów. Jest też cierpliwa, co wiąże się z tym, że naprawdę ciężko wytrącić ją z równowagi, ale wiadomo - wyjątki znajdą się zawsze.
GŁOS: Teddy Bear.
STANOWISKO: Zielarz
RODZINA: Matka - Asenine, Ojciec - Blaze
PARTNER: Brak
ZAUROCZENIE: Brak
RASA: Wilk Jadu
MOCE:
- W momencie ugryzienia, wpuszcza jad do krwioobiegu swojej ofiary. Wywołuje on ból, otępienie i rzadziej halucynacje jednak nie jest śmiertelny,
- Odporność na jad innych stworzeń.
CIEKAWOSTKI:
- Arwen to niewyobrażalnie wielki śpioch. Mogłaby spać nawet 20 godzin w ciągu doby, a dalej mówiłaby, że jest śpiąca.
- Bardzo lubi eksperymentować z właściwościami nowo poznanych ziół i na własnej skórze doświadczać ich działania.
- Mimo niesamowitego lenistwa, potrafi biec z ogromną prędkością. Oczywiście, jeśli wymaga tego sytuacja, nie będzie się przecież przemęczać.
UMIEJĘTNOŚCI:

  • Siła: 15
  • Szybkość: 35
  • Wytrzymałość: 25
  • Efektywność mocy: 25

TOWARZYSZ: Brak

Moje życie, moja sprawa. Jest ryzyko, jest zabawa!

Autor obrazka: Whiluna

IMIĘ: Assuva
PSEUDONIM: As, ale przyjaciele mówią do niego Crazy
PŁEĆ: Basior.
WIEK: 5 lat
DATA URODZENIA: 15.06
CHARAKTER: Charakter Assuva trudno jednoznacznie stwierdzić, choć wielu opisywało go słowami: ,,Mówi A, robi B, a myśli C". Assuva jest szalonym wilkiem o wielkim poczuciu humoru. Kocha dobrą zabawę i towarzystwo innych wilków. Odznacza się on też wielką śmiałością i odwagą. Dla przyjaciół jest w stanie zrobić wszystko, nawet wskoczyć w ogień lub zamarznięte jezioro. Denerwują go wilki, które tylko mówią o przyjaźni, a nie znają prawdziwego znaczenia tego słowa. Pomijając wrodzone szaleństwo Assuva jest dosyć inteligentnym basiorem o silnym instynkcie mówiącym: broń siebie i innych. Każda zdrada lub pozostawienie kogoś na pewną śmierć jest dla niego niedopuszczalne. Cóż...As ma wiele tajemnic, których nie chce zdradzać nikomu. Nigdy.
GŁOS: Ai no Reincarnation.
STANOWISKO: Zielarz
RODZINA: Cóż nie powstał z drewna i wody, ale nie pamięta nikogo...
PARTNER: Szuka
ZAUROCZENIE: Brak
RASA: Wilk Natury
MOCE:
- Powoduje wzrost roślin i umie z nimi rozmawiać
- Umie zmienić kolor oczu
- Potrafi zmieniać pogodę
CIEKAWOSTKI: Assuva przez spojrzenie komuś w oczy umie go dokładnie opisać.
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Siła: 25
  • Szybkość: 30
  • Wytrzymałość: 20
  • Efektywność mocy: 25
TOWARZYSZ: Nie ma, przynajmniej w tej chwili.

Od Eresy

Idź na północ! Powiadali. Tam kraina urodzaju, powiadali. Ale Ester dobrze wiedziała, że to tylko bujdy pisane specjalnie dla małych dzieci, by przyciągnąć na swoją stronę więcej wilków, a potem zbudować armie i wyeliminować inne watahy. Gdy była młodsza zawsze lubiała słuchać opowieśći babci, która tak samo jak ona robiła wszystko inaczej, niż zrobiłby to nie jeden wilk. Może dlatego jest teraz najmądrzejszą wilczycą watasze? Ester czuła, że na babci może zawsze polegać i wiedziała, że ona zawsze poprze jej decyzje. To dzięki niej była pewna, że ma słuchać glosu serca, a nie rodziny, która prawie nic nie osiągnęła w życiu. Poszła na zachód, raz było gorąco a raz padał deszcz, w końcu doszła do miejsca gdzie nie jeden młody wilk by zrezygnował. Wtedy już nie było zimno, to była kraina lodu. Wszystko było pokryte śniegiem i lodem. Śniegiem, który dosłownie sypał waderze prosto w oczy. Ale przecież zdeterminowana wilczyca nie wróci się do watahy rodzinnej. Byłoby to upokorzenie dla jej rodu i dla niej samej. Szła i szła, aż w końcu spotkała jakieś dziwne stworzenie, nie wiedziała do końca co to jest.  Było naprawdę chude i wysokie. Ten stwór był przerażający, a na dodatek miał kopyta. Na całe szczęście nie zauważył Ester. Gdy miała już wycofywać się to nadepnęła na gałązke leżącą pod śniegiem. Ester szybko schowała się za kamieniem. Isomi obrucił się i zaczął badać teren. Ten potwór był już tak blisko, że dla niejednego próba ucieczki wydawałaby się zmaranowanym czasem. Wadera postanowiła się szybko doczołgać zza kamienia, aż do lasu który był pare metrów od niej. Udało jej się to! Bała się jedynie, że spotka ich tu więcej. Biegła jak najszybciej, a zarazem jak najciszej, aż w końcu stoczyła się z górki i wylądowała na jakimś wilku. Był to potężny basior.
-Oj, przepraszam... Ja już i tak miałam zamiar iść - rzekła wystraszona wadera

<Aster?>

sobota, 7 stycznia 2017

Od Shin-Ah CD Sythe'a

Wyszłam o świcie z jaskini by się trochę rozruszać. Wiał lekki wiatr i padał śnieg. Poza tym pod łapami ślisko...Westchnęłam i potruchtałam w stronę rzeki, ale...no tak, zauważyłam jelenia.
-W tym czasie nic nie może się zmarnować.-Szepnęłam.
Zakradłam się cicho i wybiłam wprost na zwierzę. Zrobiło unik i rozpoczął się pościg. Nagle przed zwierzyną pojawił się Sythe i zabił zwierzaka. Po chwili jednak wbił wzrok w lśniąco czerwony krwią śnieg.
- Przepraszam... Zepsułem ci polowanie, tak...? Nie chciałem... Pomyślałem, że potrzebujesz z tym pomocy... Nie miałem zamiary wszystkiego ci niszczyć... - Powiedział cicho i się skulił.
Przez chwilę byłam dość skołowana.
-Za co przepraszasz?-Spytałam.-Nic nie zepsułeś. Pomoc w tych czas jest bardzo ważna.-Uśmiechnęłam się.
Sythe podniósł wzrok i spojrzał na mnie na chwilę.
-Pomożesz mi to zanieść do jaskini?-Spytałam.
Wilk skinął głową i już po chwili jedliśmy zdobycz w środku. Nagle za dworze zabrzmiał dziwny hałas i...sierść mi się zjeżyła.
-Ao.-Szepnęłam.
Wiewiórka wyszła na moją głowę. Dzięki moim oczom zobaczyłam sporą grupę niedźwiedzi na zewnątrz.
-Jest stąd jakieś inne wyjście?-Spytałam Sythe, który najwyraźniej też wyczuł ich obecność.
-Nie wiem.-Powiedział.
Niestety nic nie udało nam się znaleźć, na nasze szczęście zwierzęta były tu tylko chwilę i już poszły. Wyszliśmy z jaskini na otwartą przestrzeń, gdzie nie ma Isomi. Położyłam się pośrodku śniegu, by po chwili wstać i leniwym krokiem ruszyć poszukać jakiegoś jeziora.
-Sythe, jest tu niedaleko jakieś jezioro?-Spytałam
Basior skinął głową i wskazał głową że mam iść za nim. Truchtem podeszłam do niego. Powoli ruszyliśmy w kierunku wschodu. Po kilku minutach wędrówki byliśmy już na miejscu, ale...
-Woda zamarzła!-Wypaliłam.
Weszłam na brzeg lodu i...łup. Nie, lód się nie złapał, na szczęście. Tylko się poślizgnęłam. Wstałam i na drżących łapach podeszłam bliżej środka jeziora.
-To niebezpieczne! -Zawołał Sythe.
-Nie martw się!-Powiedziałam.
Uśmiechnęłam się i...zrobiłam o jeden krok za dużo. Lód zaczął pękać, a basior chyba lekko spanikował.
-Nie ruszaj się!-Krzyknął.
Mimo lęku- co było widoczne przez trzęsące się łapy- wszedł na lód. Stałam jak skamieniała, a lód pękał coraz bardziej i bardziej. Co się stanie? Utopię się? Nie, na pewno nie! Oby...ale sytuację pogarsza fakt że...niedaleko stąd są Isomi...
<Sythe?>  Za głupotę się płaci xD Choćby zarwanym lodem :P

Od Akiry

Płatki śniegu osiadały na jej biało-czarnym futrze, powodując dreszcze wadery. Wokoło wiał zimny wiatr, a śnieg sypał nieprzerwanie od paru godzin. Akira prawie tonęła w śniegu, kierując się w kierunku wschodnim. Podniosła głowę ku słońcu, aby ono choć trochę ogrzało jej zmarznięty pysk. Promyki światła, przedostające się przez nieliczne chmury drażniły jej oczy, nie mogła jednakże ich zamknąć - musiała być przygotowana na wypadek ucieczki. Pozwoliła jednak swoim myślom płynąć, wiedziała bowiem, że w razie niebezpieczeństwa zareaguje odpowiednio szybko, bez względu na swoje zamyślenie. Rozmyślała o swojej przeszłości i o tym, jaka mogła być, a jaka nie była na pewno. Próbowała wiele razy przypomnieć sobie cokolwiek, próby te jednak za każdym razem miały ten sam skutek - daremny. Żadnych strzępek wspomnień, choćby jednej cechy, ani jednego imiona kogoś, kogo darzyła zaufaniem swego czasu.
Zdawała sobie sprawę, że nie wie o sobie nic.
Wtedy usłyszała dźwięki przywodzące jej na myśl te, których nasłuchiwała dwie noce temu. Stała w bezruchu, kierując uszy ku źródle dźwięku. Czuła zapach czegoś, co bezwątpliwie ją śledziło. Wykorzystała jedną ze swoich mocy i zamieniła się w materię, kiedy to dojrzała.
Było to stworzenie przypominające przeciętnego jelenia. Pozbawione było jednak rogów, ale najwyraźniej długie i giętkie nogi zakończone szponami całkowicie to rekompensowały. Isomi był koloru czarnego, oblepiony strzępkami szorstkiej sierści.
Wycofała się czym prędzej - "doleciała" do najwyższej i stabilnej gałęzi drzewa, po czym powróciła do dawnej postaci, nie spuszczając z oczu istoty, która zdawała się jej nie zauważać. Miała zamiar przeczekać tutaj do momentu, kiedy Isomi oddali się na tyle, aby wadera mogła niepostrzeżenie uciec.
Jednak Akira tylko mrugnęła, a czarna jak noc postać pojawiła się tuż przy drzewie. Już miała ponownie używać swojej mocy i uciekać od niechybnej śmierci, kiedy zaskoczyła ją sylwetka wilka biegnącego ku niej.
Był to, jak mniemała, basior o granatowej sierści ze znakami świecącymi się na złoto.

 <Aster?>

Nigdy nie bój się cieni. One świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło...

Autor obrazka: pastelwings4

IMIĘ: Avallon
PSEUDONIM: Av, aczkolwiek samica zbytnio nie toleruje tego skrótu.
PŁEĆ: Wadera.
WIEK: 4 lata
DATA URODZENIA: 27.03
CHARAKTER: Duma i uprzedzenie. Pierwsze każe jej być pewną zarówno swojej wartości jak i godności, natomiast drugie być sceptycznie nastawionym do każdego istnienia i z dystansem się do innych odnosić. Oceniając kogoś z góry być może skazuje się na zgubę, jednak z drugiej strony dlaczego miałaby tego unikać. Zależność od innych może przyczynić się do jej zagłady, a byle obelgi, czy nieprzychylność innych najmniej ją interesują. Nauczona pokory i wytrwałości zdaje sobie sprawę zarówno ze swoich mocnych, jak i słabych stron, doskonale wie, że poradzi sobie sama, w pełni niezależna, oddana temu, co uważa za cnoty. Ceni w innych to, co nakazuje jej swoja duma, a wszelkie impertynencje zaciekle ignoruje. Arogancja, która dla innych jest czymś naturalnym wiąże się jednocześnie z brakiem zainteresowania daną istotą, a w konsekwencji brakiem akceptacja przez Avallon. Sama być może i bywa bezczelna, jednakże honor nakazuje jej przeprosić za swe zachowanie, czym zjednała już sobie nie jednego pobratymca. Okazuje szacunek tym, których uzna za godnych tego szacunku, a dobrze jest wiedzieć, że jeżeli ktoś straci, czy to jej szacunek, czy zaufanie, które również niezmiernie trudno zdobyć, to nie prędko go odzyska. Najczęściej zwraca się do innych, niepoznanych z imienia przed per „Pani”, bądź „Pan”, czym pokazać chce, że pomimo rezerwy, którą obdarza, liczy się ze zdaniem innych, które przecież może być uznane za wskazówkę, bądź przestrogę. Doświadczenie można nabyć przecież na wiele różnorakich sposobów, a wadera nie stroni od wszelkich opowieści życiowych, przedstawianych przez innych. Gdy owe historie zostają przez innych opowiedziane ta czuje się jednak jakby nabyła nieco więcej lekcji życia. Samica nie wywyższa się co prawda nad innych, jednak gdzieś w głębi duszy czuje się od pozostałych nieco lepsza – zarówno jako osobnik bardziej doświadczony, jak i taki, który ma doskonale ułożoną hierarchię wartości. Swoich pobudek jednak nie przedstawia przed innymi, ponieważ takie zachowanie z jej strony mogłoby być przynajmniej nietaktowne. Rozmowy prowadzi w sposób nad wyraz kulturalny, tak, aby nie ubliżyć swymi słowami innym, z drugiej jednak strony nuży ją rozmowa, gdy nie ma na nią ochoty. Wydawać się może wtedy niezmiernie zamyślona, jakby przez chwilę pozostawała w innym, lepszym świecie, często również nie utrzymuje natenczas bezpośredniego kontaktu wzrokowego z rozmówcą. Argumenty, które podczas owej konwersacji przedstawia zawsze poparte są dowodami, aby uniknąć niepotrzebnych dyskusji, prowadzących przeważnie do kłótni. „Mowa jest srebrem, milczenie złotem” z czego sprawy doskonale zdaje sobie Avallon. Nie wyraża ona swej opinii, gdy wie, że słowa w danej sytuacji są co najmniej zbędne, bądź nie poparte żadnym wywodem. Po cóż mówić, jeżeli pewne sprawy można po prostu przemilczeć? Odwaga i honor to dwie cnoty, które samica ceni sobie najbardziej, dla niej bowiem są one najważniejsze, natomiast każda istota, która jest ich pozbawiona nie ma racji bytu. Wartości tych należy strzec, ponieważ są to nieliczne, które kreują wszelki porządek na świecie, przyczyniając się do nieustannego rozwoju istnienia na planecie. Według Avallon atut ten powinien posiadać każdy wilk, zwłaszcza basior, który jest zdolny oddać życie za watahę, czy własną rodzinę. Kolejna jest wiara we własne możliwości, które nieopisanie wręcz pomagają w osiągnięciu celu. Czymże jesteśmy bez wiary? Właściwie niczym, bo bez wiary w samego siebie przyczyniamy się do swojej zagłady. Avallon nie raz straciła wiarę w swoje istnienie, co sprawiło, że czuła się gorzej, zarówno na ciele, jak i na duszy. Po czasie jednak zaczęła wierzyć w siebie, co przyczyniło się do jej sukcesu. Zrozumiała, że wyznanie pomaga. Następna z cnót, bez których nie wyobraża sobie swej egzystencji jest nadzieja. Nie raz pomagała jej przezwyciężyć najcięższe z problemów, podtrzymując ją tym samym na duchu i jakby okalając jej duszę. Ostatnią jest miłość. Miłość nie tylko do partnera, czy partnerki, ale miłość do bliźniego, która pomaga Avallon przezwyciężyć zarówno dumę, jak i uprzedzenie, ale tylko w nielicznych momentach. Sparzyła się bowiem na tyle, aby nie ufać komu popadnie, nie dlatego, że nie chce zostać skrzywdzona, a raczej dlatego, że to ona nie chce nikogo skrzywdzić. W duchu obwinia się za śmierć rodziców oraz najlepszego przyjaciela. Nie bywa już tak często jak wcześniej szczęśliwa, coraz rzadziej daje ponieść się emocjom, czy chwili. Wielu uważa ją za oschłą. Być może taka jest. Być może swoim zachowaniem, czy sposobem bycia i wyglądem sprawia takie wrażenie – nieczułego wręcz gbura, bojącego się zaangażowania. Nie wdaje się w konwersacje za często, odpowiada prawie lakonicznie, unikając tym samym długich monologów, które by mogły zanudzić rozmówcę. Nie lubi się śmiać, przynajmniej już nie. Śmiech bywa dla niej nawet oznaką słabości, czymś, czego trzeba się naprawdę wystrzegać. Zdarza jej się uśmiechnąć, często jednak z przymusu, czy grzeczności, bowiem tak nakazuje chwila. Jakby po tych wszystkich okrutnych momentach życie z niej wręcz wyparowało. Niektórzy sądzą, że jest gburowatą egoistką, zapatrzoną jedynie w siebie. Egoistką, bo jakby nieczuła na potrzeby innych woli milczeć, a gbur, bo nie tak jak to całe rozszalałe towarzystwo, woli zacisze swojej własnej jaskini. Wielu stroni od jej obecności, uznając ją za waderę, co prawda w kwiecie wieku, jednak nudną, taką, która nie poddaje się głupim naciskom ze strony innych. Być może to wszystko jest prawdą. Być może to wręcz zagorzała fanatyczka spokoju i ciszy. Być może lepiej czuje się osamotniona, w swoim własnym towarzystwie. Być może rozmyśla wtedy o tym, co się stało, o tym kim jest, o tym co tutaj robi, o tym, czy może być lepiej. Śmiało stwierdzić jednak można, że nie jest arogantyczką, czy kretynką, która gdzieś w tej swojej postawie nieprzystępnej, potrafi dostrzec w drugim stworzeniu zalety, a nawet porozmawiać, czy zaprzyjaźniać. Ciężkie to bywa jednak przez jej trudny charakter, który z góry narzuca jej to, co powinna zrobić w danym momencie. Prawda i mówienie prawdy, szczerość i zrozumienie. Nie można być prawym stworzeniem, nie mówiąc prawdy i nie postępując w imię prawdy. Avallon doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że inni nie chcą być okłamywani, więc prawdę i szczerość stawia sobie na jednym z pierwszych miejsc. Oszukanie kogoś równoważne jest dla uczucia klęski. Nie można kogoś okłamywać tylko dlatego, aby ten przez chwilę poczuł się dobrze, zapomniał o swoich zmartwieniach, bo gdy już zdecydujemy się oszukać wszystkie umartwienia powrócą, ze zdwojoną tym razem siłą. Bez zrozumienia nie można być szczerym. Wadera brzydzi się kłamstwem, uważając je za tchórzostwo.Całkowicie oddana swoim wartościom wie, że kłamstwo prędzej czy później zostanie odkryte. Stosowanie prawa i przestrzeganie prawa. Od stosowania prawda należy jednak odróżnić jego przestrzeganie, czyli postępowanie zgodne z wszelkimi normami prawnymi. Innymi słowy należy zastosować się do prawa, o czym Avallon doskonale zdaje sobie sprawę. Sądzi, że zasady są ustalone po to, aby ich przestrzegać, a nie po to, aby były łamane. Punktualność jest kluczem. Samica woli stawić się na miejscu wcześniej, niżeli być spóźnioną, gdyż uważa, że owe spóźnienie jest co najmniej oznaką ignorancji. Avallon to wadera opanowana i stateczna, która nie da się tak łatwo ponieść emocjom, często tłumiąc je jednak w sobie ma gorsze dni, bądź musi iść poćwiczyć, aby rozładować gromadzące się w niej napięcie. Robi to jednak w odosobnieniu tak, aby nikt nie zdołał ją dojrzeć. Pomimo swego oziębłego temperamentu jest jednak w niej coś pozytywnego. Miewa ona przebłyski optymizmu, czasem nawet potrafi się szczerze uśmiechnąć. Kultura, elokwencja oraz maniery, których używa na co dzień olśniły już nie jednego wilka, a komplement, często trafny, oczarował nie jedną istotę. Odznacza się niewypowiedzianym wręcz spokojem, umiejąc zachować się w towarzystwie. Nie można powiedzieć, że skoro jest oschła, jest pozbawiona jakiegokolwiek poczucia humoru. Avallon potrafi docenić dobry żart, sama czasem umie opowiedzieć zabawną historię. Woli jednak to ukrywać, zważywszy na stereotypy krążące wokół jej osoby. Inteligencja. Coś, czym potrafi pochwalić się nie w jednym momencie swego życia i coś, co traktuje jako podstawę. Według niej inteligencji nie da się nabyć – ją się albo posiada, albo nie. Zna jakby nieograniczoną ilość ciekawostek, którymi co prawda nie lubi rzucać na prawo i lewo, a zachowując je w tajemnicy ujawnić w odpowiednim momencie, zaskakując innych. Dobroć. Tak. Nie można zarzucić, że jest naprawdę nieczuła. Pod powłoką gbura skrywa jakby jej inna postawa, mniej egoistyczna, która potrafi wyciągnąć pomocną łapę i podnieść na duchu. Jest kompanem zarówno w rozmowach, czy spacerach, a wiedzieć trzeba, że posiada wręcz niesamowity dar słuchania. Nie przerywa bowiem komuś, a po wypowiedzi potrafi udzielić rzetelnej i co najważniejsze obiektywnej odpowiedzi. Przyjaźń. Ponoć prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, zatem Avallon jako stracona, pozbawiona wszystkiego gotowa jest się zaprzyjaźnić. Zanim jednak to się stanie musi owego kandydata na przyjaciela poznać wystarczająco dobrze. Nie obdarza się przecież zaufaniem i uczuciami kogoś, kto nie jest tego warty – jest to główne postanowienie wadery. Miłość. Tego uczucia doznała w życiu raz, nietrafnie, jednak skora jest odkryć go ponownie. Uczucia tego pragnie najbardziej, aby stać się lepszą i już na zawsze porzucić fasadę samicy oziębłej, który w pojmowaniu przez innych nie zdolna jest do uczuć. Potrzeba jednak czasu i oddania, aby ta ponownie się zakochała. Pozory często mylą. Pod skorupą niezależnej, doświadczonej życiowo samicy, skrywa się jednak istota o dobrym sercu. Wilk z pozoru oziębły potrafi być miły, z pozoru dumny, potrafi kochać, z pozoru zapatrzony w siebie potrafi pomagać. Zrodzona z matki pesymistki i ojca optymisty pewna jest sprzeczności. Często niewidocznych, bowiem, aby odkryć jej tajemnicę należy ją poznać.
GŁOS: Uncover.
STANOWISKO: Szaman
RODZINA: Matka - Rossalie, Ojciec - Koday
PARTNER: Nawet w prawdziwej miłości pierwsze następuje zauroczenie...
ZAUROCZENIE: - - -
RASA: Wilk Życia
MOCE:
▶ Dar porozumiewania się ze wszystkimi istotami żywymi. Dotyczy to także roślin,przeróżnych żyjątek, a nawet błąkających się dusz.
▶ Umiejętność tchnięcia życia w najróżniejsze postacie, między innymi również i w ciecze oraz ciała stałe.
▶ Uzdrawianie wraz ze swoistą regeneracją.
CIEKAWOSTKI:
▶ Avallon jest typem samotnika i stroni od wszelkich ciemnych i spokojnych miejsc. Ucieka natomiast od tych gdzie panuje niespożyty hałas, tłok i ścisk. Zazwyczaj trzyma się na uboczu grupy.
▶ Noc to chyba najbardziej znajoma samicy pora dnia, bowiem za jasności nie widuje się jej tak często jak gdy jest ciemno. Wynika to z tego że Avallon lepiej czuje się pod okładem gwiazd i pięknego, dużego księżyca.
▶ Choć może wydać się to dziwne, wadera nie potrafi pływać w wodach głębszych niż metr.
▶ Ma słabość do wszelkiego rodzaju zwierząt (pomijając wilki). Co więcej uwielbia ich towarzystwo.
▶ Samica porusza się niemal bezszelestnie, przez co potrafi przemknąć między wilkami zupełnie niezauważona.
UMIEJĘTNOŚCI:

  • Siła: 14
  • Szybkość: 26
  • Wytrzymałość: 24
  • Efektywność mocy: 36

TOWARZYSZ: Aktualnie brak.

Od Sythe'a CD Aster'a

- Nie jest to konieczne... - Odpowiedział biały basior. - Mam trochę zapasów w jaskini, ale w sumie to i tak ostatnimi czasy przerzuciłem się na korzonki... - Lekko się uśmiechnął. - Każdy sobie radzi na swój sposób, nie...?
Aster pokiwał tylko głową. Sythe zaprowadził go do końca swojego lokum. Jak zawsze paliło się tam niewielkie ognisko oświetlające skromne wnętrze. Podłoga jaskini była wyłożona skórami saren, na które szczególnie zwrócił uwagę niebiesko-złoty wilk.
- To jeszcze z czasów, kiedy nie było aż tak niebezpiecznie... - Powiedział Sythe. - A co za tym idzie... Kiedy można było bezpiecznie polować...
- Jak myślisz, kiedy one w końcu odejdą? - Zapytał Aster siadając przy płomieniu, aby się ogrzać.
- Dopóki nie zostaną pokonane. Wataha musi wciąż zbierać siły... Na razie jesteśmy zbyt słabi, by osiągnąć cokolwiek... - Odparł biały wilk bacznie przyglądając się swojemu kuzynowi.
Może nie było tego po nim widać, ale cieszył się, że nie jest już całkiem sam. Jedyny żyjący członek jego rodziny właśnie się odnalazł po długim czasie, chociaż myślał, że nigdy więcej go nie zobaczy. Uśmiechnął się delikatnie, a wzrok wbił w ogień, co było dla niego dość charakterystyczne. Sythe od zawsze unikał kontaktu, a patrzenie innym prosto w oczy go wręcz przerażało. Dlaczego tak panicznie bał się kontaktu z innymi? Czemu przez całe życie tego unikał, stając się w końcu jakimś pustelnikiem z lasu, z którego mało kto wychodzi żywy? Sam nie znał na to odpowiedzi. Żałosne, czyż nie?
- O czym myślisz? - Usłyszał głos swego gościa.
- Oh, przepraszam... Zamyśliłem się i... - Motał się w słowach. - Nie myślałem o niczym... Istotnym...- Skłamał odwracając głowę w drugą stronę. Dostrzegł resztki sarny leżące w kącie. - Jeśli jesteś głodny, to mogę zaoferować ci tylko to... Nikogo tutaj dawno nie widziałem i nie sądziłem, że będę miał gościa... Wybacz...

<Aster?>

Życie jest po to, żeby z niego korzystać.

Autor obrazka: Hoshi-ru


IMIĘ: Eresa
PSEUDONIM: Eris
PŁEĆ: Wadera.
WIEK: 2 lata
DATA URODZENIA: 12.03
CHARAKTER: Eresa jest wederą lubiącą adrenalinę co wiąże się ściśle z przygodami. W dzieciństwie miała bardzo ciężki charakter co zostało jej do dzisiaj.Jej rodzice nie mogli sobie z nią poradzić, ponieważ ciągle sprawiała kłopoty i wciąż porównywali ją do młodszego brata. Eris jest dominującą wederą więc lepiej uważać bo gdy ktoś narzuci jej swoje prawa to może się mocno wkurzyć. Kocha być chwalona  jak i wyróżniać się z tłumu. Eresa ma słabość do zwierzątek, jest zakochana w naturze i przysięgła jej bronić całym sercem. Jest wilczycą bardzo towarzyską, kocha poznawać nowe osoby jednak na początku jest to bardzo dla niej niezręczne.
GŁOS: BLACKPINK
STANOWISKO: Stratedzy
RODZINA: Brat, babcia i rodzice w innej watasze
PARTNER: brak
ZAUROCZENIE: brak
RASA: Wilk chaosu
MOCE:
  • Możliwość rozmów ze zwierzętami, nawet tymi które posługują się językiem różniącym się od wilków.
  • Telepatia (nie zawsze).
  • Możliwość stworzenia plączy z grywy i ogona które mogą przyciągnąć coś lub kogoś.
CIEKAWOSTKI:
  • Nienawidzi braku tolerancji.
  • Lubi uwodzić inne wilki.
  • Jest bi-seksualna czyli może kochać się i z wederami i z basiorami
UMIEJĘTNOŚCI:

  • Siła: 20
  • Szybkość: 20
  • Wytrzymałość: 50
  • Efektywność mocy: 10

TOWARZYSZ: brak towarzysza

Od Aster'a cd Sythe'a

Szukając jakiegoś schronienia przed zamiecią zupełnie przypadkowo zamiast jaskini znalazłem mojego zaginionego kuzyna. Tak właściwie to on znalazł mnie. Tak czy inaczej, zupełnym przypadkiem spotkałem swojego jedynego żywego członka rodziny.
- Aster...? Skąd się tutaj wziąłęś? - zapytał Sythe
- Odnajduję swoją rodzinę - odpowiedziałem uśmiechając sie do niego - jest tu gdzieś jakaś jaskinia czy cokolwiek? , zaraz zamarźniemy.
- Spory kawał drogi stąd, ale tak, jest.
- W takim razie prowadź.
Pospiesznym krokiem ruszyliśmy w stronę najbliższej jaskini.
- Oho, mamy towarzystwo - powiedziałem dostrzegając Isomi jakieś 500 metrów od nas. Bez zastanowienia pobiegliśmy w stronę jaskini. Niestety musiał nas zauważyć i pobiegł za nami. Nie mieliśmy szans w wyścigu z Isomi. Szybko stworzyłem złotą karte.
- Oby zadziałało - wyszeptałem w biegu. Rzuciłem nią w Isomi wywołując przed nim jaskrawy wybuch ,chwilowo oślepiajacy demona . Stworzenie stanęło na dwóch tylnich łapach i przez kilka sekund nie ruszało się z miejsca, co dało nam możliwość ucieczki. Kiedy wreszcie dobiegliśmy do jaskini pozwoliliśmy sobie na chwilę odpoczynku.
- Nadal używasz tych kart? - zapytał Sythe.
- Jak widzisz - odpowiedziałem - właśnie uratowały nam życie.
- Co prawda to prawda, a wizje?, nadal je masz?.
- Sporadycznie, ale tak nadal je miewam, tak właściwie, jest tu jakaś wataha?.
- Tak, Księżycowych Demonów.
- Nie powiem, przyciągająca nazwa, szukacie może nowych członków?.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - odpowiedział - a chcesz dołączyć?.
- Z chęcią,  z tobą zawsze - odpowiedziałem rozstrzepując już i tak niezbyt ułożone futro kuzyna. Uśmiechnąłem się do niego. Nareszcie znalazłem swojego kuzyna. Rozejrzałem się po jaskini. Wygasłe ognisko i jakieś resztki , prawdopodobnie po wczorajszej kolacji.
- Kiepsko tu w trakcie foerliss jeśli chodzi o jedzenie z tego co widze - powiedziałem.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - odpowiedział Sythe.
- Ale spokojnie, damy rade, widziałem niedaleko pare saren i jesli chcesz, możemy sie po nie przejść - powiedziałem.
<Sythe?>

Od Akiry CD Sythe'a

Wilczyca zerknęła na niego kątem oka. Zaskoczył Akirę nieco stosunek basiora do niej, nie dała jednak po sobie tego poznać. Po raz pierwszy spotkała się z tym, aby ktokolwiek zadał sobie tyle trudu, aby bezinteresownie jej pomóc, a co dopiero oferując wszystko, co sam posiada. Zwykle każdy ignorował jej obecność, dając jej do zrozumienia, że nie jest mile widziana, toteż i w tym wypadku przygotowana była na noc pod gwiazdami.
- Zadowolę się jedynie miejscem w kącie - powiedziała, nie chcąc nadużywać gościnności samca. - Dziękuję.
Sythe skłonił się lekko, jakby nie chciał używać słów. Bez słowa zajęła miejsce przy ścianie, gdy basior udał się w stronę ogniska i zapalił je. Wkrótce odczuć można było przyjemne ciepło, które ogarnęło jaskinię. Wadera zamknęła oczy, rozkoszując się temperaturą o wiele cieplejszą, niż na zewnątrz. Była rada, że nie musiała spędzać tej zimnej nocy na otwartym terenie, gdy wiał mroźny wiatr, a śnieg sypał nieustannie.
Przeleżała niemal całą noc, gdy nad ranem poczuła się senna. Nie spała od ponad dwóch dób, więc było to naturalne. A kształty i postaci pojawiające się jej przed oczami wskutek halucynacji, jak i głosy rozmawiające w jej głowie zaczynały ją irytować. Zamknęła oczy i po pewnym czasie zasnęła.

***
Biało-czarna wilczyca podążała wydeptaną ścieżką przez las. Dookoła niej panowała ciemność nieskończona, jednak ona wiedziała, dokąd iść. Doskonale znała drogę.

***
Pisk opon.
Samochód uderzył w jej drobne ciało z ogromną siłą, nie dając wilczycy szans na przeżycie. Warknęła cicho z bólu, który opanowywał jej ciało. Z grzbietu zaczęła lać się krew, obie tylnie łapy wygięły się pod nienaturalnym kątem, a na jej oczy spływała ciepła, szkarłatna ciecz, uniemożliwiając dojrzenie czegokolwiek. Była ciężko ranna. Jedyne oświetlenie stanowiły światła samochodu, który zatrzymał się na pobliskim drzewie od razu po uderzeniu. Próbowała otworzyć oczy, jednak to było na nic. Nie była w stanie zrobić czegokolwiek. Była zbyt słaba. Pożegnała się z tym światem. Pochłonęła ją ciemność.

***
Z koszmaru wybudził ją Karasu swoim niskim krukaniem. Zwierzę oddaliło się wczoraj w celu pomocy właścicielce w szukaniu schronienia i odnalazło ją dopiero teraz.
Przypomniała sobie sen. Śnił się jej niemal każdej nocy, a ona cały czas nie mogła dojść do tego, jakim cudem żyje. Nie mogła przeżyć. Uderzenie w głowę było na tyle mocne, że powinno natychmiastowo doprowadzić do śmierci na miejscu.
A jednak stała tutaj. Bez wspomnień, z koszmarnym bólem głowy, a jednak stała.
Utraciwszy wspomnienia, jej życie nie było łatwe. Musiała żyć ze świadomością, że nigdy ich nie odzyska - nie dowie się, jaka jest naprawdę, kim była jej rodzina, dlaczego szła pamiętnej nocy przez las. Nigdy nie przypomni sobie poprzedniego życia, i zdawała sobie sprawę, że tak zapewne jest lepiej. Nie wiadomo bowiem, czy pogodziłaby się ze swoją przeszłością, gdyby była bardziej drastyczna niż to, co ją czeka.
Musiała udawać sama przed sobą kogoś, kim nie jest.
Spojrzała w stronę Sythe, który przyglądał się jej w ciszy.
- Wszystko w porządku. - Wydukała, jakby nie chcąc martwić Alfy. Znowu zamknęła oczy, po czym klapnęła przy ognisku, które nadal się paliło. Zachowała jednak bezpieczną odległość od samca, była przezorna. Po chwili ciepło zaczęło ogarniać jej ciało, a samica zdawała się zapominać o swoim śnie.
- Powiedz... - powiedziała cicho. - Masz jakieś ważne wspomnienia, których nie chciałbyś utracić za wszelką cenę?
Spojrzała na niego przenikliwymi oczami, chcąc przeanalizować jego odpowiedź.

<Sythe?>

Od Sythe'a CD Shin-Ah

Zza drzewa wyszedł zając. Tak, zwykły szarak, które normalnie się je. Najwyraźniej przybył tu zwabiony ich głosami, chociaż i to dziwne, bo powinien uciec od wilków, ile tylko sił.
- Jesteś głodny? - Zapytała wadera zwracając się do Sythe'a.
- Nie... - Odparł prawie natychmiast.
- Twoja strata. - Powiedziała Shin-Ah i powolnym krokiem zbliżyła się do zwierzątka, a gdy była wystarczająco blisko, szybkim ruchem łapy skręciła mu kark. - Teraz nic nie powinno się marnować. - Dodała po chwili.
- Wiem...
Zapanowała cisza. Sinha chyba też nie za bardzo wiedziała co teraz zrobić, czym pocieszał się w myślach Sythe.
- Chodźmy do jaskini. - Poleciła biorąc truchło zająca w zęby.
Basior nie odpowiedział, tylko pokiwał głową i skinieniem pokazał, by wadera szła za nim. Zaprowadził ją do głównego "pomieszczenia" na końcu groty, gdzie miał rozpalone ognisko oraz troszkę resztek jedzenia z poprzednich dni.
- Przepraszam, ale tylko tyle jestem w stanie ci zaoferować... Nic więcej nie mam... - Szepnął i położył się przy ścianie. - Ja już pójdę spać...  Dobrej nocy. - Powiedział i oparł głowę o swoje łapy, nie minęło dużo czasu nim zasnął.
***
Obudził się dość wcześnie, ale wadery nie było. Poszła na polowanie? Raczej nie, przecież jest tu jedzenie... Spacer? Poranny trening? Isomi...? Basior wolnym krokiem wyszedł przed jaskinię rozglądając się uważnie. Zobaczył Shin-Ah, kiedy biegła za sarną broczącą czerwoną substancją barwiącą śnieg na kolor szkarłatu. Nie myśląc za wiele, Sythe przeteleportował się tuż przed zwierzyną i wbił jej kły w szyję, zadając ostateczny ból. Po chwili dobiegła do niego Sinha.
- Przepraszam... Zepsułem ci polowanie, tak...? Nie chciałem... Pomyślałem, że potrzebujesz z tym pomocy... Nie miałem zamiary wszystkiego ci niszczyć... - Powiedział cicho basior wbijając wzrok w ziemię. A raczej w śnieg mieniący się głęboką czerwienią. Oczekiwał odpowiedzi ze strony wilczycy. Wadera mu wybaczy, czy może zacznie go obwiniać? 

<Shin-Ah?>

Od Sythe'a CD Akiry

Śnieg lekko prószył, było wyjątkowo chłodno, nawet jak na porę foerliss.
Biały wilk zbliżał się do swojej jaskini. Unosił wysoko łapy, które tonęły w śniegu. Nie mógł się doczekać ciepłych miesięcy, kiedy to nie będzie musiał bać się o swoje życie. Po raz kolejny nie znalazł żadnych śladów obecności innych stworzeń, ani saren, ani zajęcy, ani wilków. Był jednak zbyt zdeterminowany do przeszukiwania pozostałych terenów, aby tego zaprzestać. Cały czas miał nadzieję na lepsze jutro, chociaż wiedział, że to i tak po nic. W prawdzie równie dobrze mógł leżeć cały dzień w jaskini i żalić się samemu sobie, jaki to świat jest okrutny. I tak już walczył sam ze sobą, by tego nie robić, i próbować żyć, w jego mniemaniu, normalnie.
- Może innym razem... - Wyszeptał wchodząc do swojego lokum.
Basiora ze snu wybudził odgłos kroków po drugiej stronie groty. Natychmiastowo się podniósł i rozejrzał dookoła, ognisko już zdążyło wygasnąć. Jeśli był to Isomi, to jego położenie było nienajlepsze, nie miał gdzie uciec i tym bardziej jak walczyć. Wstchnął i ruszył naprzeciw źródła kroków. Powoli, prawie przytulając się do bocznej ściany jaskini. Ku jego zdumieniu, nie był to demon, a inny wilk. Stał w miejscu patrząc na białą waderę i nie wiedząc, co zrobić.
- Kim jesteś? - Zapytała w końcu przerywając ciszę.
- Mam na imię Sythe. - Odpowiedział cicho basior kłaniając się. - Jestem... Jakby to ująć... Alfą watahy zajmującej te tereny. - Dodał po chwili.
- Rozumiem. - Odparła wadera. - Jestem Akira.
- Miło mi... - Rzekł Sythe wbijając wzrok w ziemię.
Zapanowała cisza, która w rzeczywistości zajmowała kilka minut, ale wydawało się, że żadne nie odzywa się conajmniej od godziny.
- Jeśli... Jeśli chcesz, to możesz tu przenocować... Raczej nie masz wyjścia... - Przerwał milczenie basior. - Na końcu groty jest ognisko, przy którym mogłabyś się ogrzać, tylko muszę je najpierw na nowo rozpalić, oraz resztki upolowanego zająca. Przepraszam... To wszystko, co mogę ci zaproponować... - Usmiechnął się smutno wilk.

<Akira?>

piątek, 6 stycznia 2017

Od Akiry

Niewielka wadera kroczyła ostrożnie po śnieżnobiałym puchu, próbując ograniczyć dźwięk stąpania po nim do minimum. Zdawała sobie sprawę z zagrożenia, jednak zmuszona była poszukać nowego schronienia. Stare postanowiła opuścić po kolejnej nieprzespanej nocy, gdy nasłuchiwała uważnie podejrzanych dźwięków pochodzących znad pobliskiej rzeki. Mogła tylko przypuszczać, że były to Isomi.

***
Gdy tylko dojrzała pierwsze promienie słońca, oświetlające delikatnie jej pysk, wyruszyła w drogę. Jej wędrówka trwała już drugą godzinę, jednak nie mogła znaleźć odpowiedniej jaskini. Westchnęła cicho, wsłuchując się w cichy podmuch wiatru, poruszający pozbawionymi liści drzewami. Drzewa te przywodziły jej na myśl straconą nadzieję, choć nie miała pojęcia dlaczego. Wschodzące słońce tworzyło piękną panoramę, kontrastując z jasnym śniegiem, w którym gdzieniegdzie dostrzec można było ślady łap, obsypanymi puchem wszelakimi krzakami i wspomnianymi już łysymi drzewami. Była to sceneria tego typu, że kiedy się jej przyglądasz, tym bardziej zachwyca cię swą prostotą, a jednak pięknem.
Przerywając swe rozmyślenia, poczuła zapach zwierzyny. Doszła do wniosku, że nie jadła od dawien dawna i wyruszyła za nią w pogoń, zdając sobie sprawę, że może to być ostatni posiłek upolowany przez nią. Oczywiście ze względu na istoty zwane Isomi. Wkrótce ujrzała sporych rozmiarów sarnę, po przemyśleniu planu ataku schyliła się i podążała ku niej najciszej jak się da, stopniowo pomniejszając odległość pomiędzy łowcą, a zwierzyną. Niedługo po dotarciu do odpowiedniego punktu, skoczyła na nią, wbijając ostre pazury w grzbiet zwierzęcia. Sarna próbowała się wydostać, jednak jej dynamiczne ruchy powodowały tylko wbijanie się pazurów Akiry jeszcze głębiej. Zwierzyna zdawała się pogodzić ze swoim losem, a wilczyca postanowiła ukrócić jej cierpienia i rozcięła czym prędzej jej brzuch i zaczęła się zajadać jedną z ostatnich saren w jej życiu, a już na pewno tej zimy. Szkarłatna ciecz wsiąknęła w śnieżnobiały puch, tworząc okolicę jeszcze piękniejszą. Po skończonym posiłku ostatni raz spojrzała na martwe stworzenie, po czym skierowała się naprzód, dalej krocząc tą samą ścieżką. Teraz jednak była ostrożniejsza, gdyż zapach zwierzęcia mógłby zwrócić uwagę kogoś, kto stanowiłby dla niej potencjalne zagrożenie.

***
Zbliżał się zachód słońca, jednak Akira nadal nie spoczęła. Wiedziała jednak, że im dłużej znajduje się na otwartym terenie, tym większe jest zagrożenie. Postanowiła więc, że spędzi noc w najbliższej jaskini, a następnego dnia najwyżej wyruszy ponownie. Wtedy dostrzegła niespecjalnie dużą grotę, do której skierowała swe kroki. Wyczuła jednak zapach innego wilka i zawahała się. Najwyraźniej jaskinia była przez kogoś zamieszkiwana, a wadera nie miała ochoty na ewentualną konfrontację. Jako, że ciemność ogarnęła okolicę już niemal całkowicie, nie miała innego wyboru, niż do niej wejść. Nie miała bowiem ochoty spać pod drzewem, gdyż wtedy najprawdopodobniej nie doczekałaby dnia jutrzejszego. Gdyby kontynuowałaby wędrówkę, spotkałby ją ten sam los. Postanowiła więc wejść do środka, a nuż ktoś przyjmie ją do środka bez zbędnego oczekiwania na wyjaśnienia?
Przekroczyła próg jaskini, zastanawiając się, kto może ją zamieszkiwać.

<Sythe?>

Od Shin-Ah

Kolejny dzień bez przerwy padał śnieg tworząc kolejną warstwę bieli i przykrywając ślady moje, zwierząt i wszystkiego w około. Jakby wszystkiego było mało wiał potworny wiatr sprawiając wrażenie że jest jeszcze zimniej. Ao siedział zakłębiony w moim futrze. Rozejrzałam się dookoła i...zamarłam. Dzięki smoczym oczom zauważyłam trzy Księżycowe Demony oddalone ode mnie jakieś dwa, trzy kilometry. Idą, nie. Biegną w tym kierunku. Zjeżyła mi się sierść. Wybiłam się w powietrze dzięki mocy smoka i wylądowałam niedaleko rzeki. W okolicy nie było żadnego potwora. Odetchnęłam z ulgą, a Ao chyba wyczuł coś do jedzenia. Po chwili przyszedł niosąc w pysku orzeszek. Taki pocieszny. Uśmiechnęłam się. Wiewiórka weszła mi na grzbiet i ułożyła się w sierści. Po chwili coś ruszyło się w śniegu. Nie minęła chwila, a już złapałam i zjadłam złapaną mysz. Starczy na jakiś czas. Przeciągnęłam się i zamierzałam ruszyć w poszukiwaniu jakiejś jaskini, gdy nagle...no właśnie. Przezde mną stał jakiś wilk i się na mnie gapił. Kim jest? Co tu robił? Straciłam czujność tylko na chwilę szukając Ao. Stałam osłupiała. Po chwili otrząsnęłam się, odwróciłam i zaczęłam biec przed siebie. Z niewiadomej przyczyny biegł za mną. Przeskoczyłam rzekę i się odwróciłam. Wilk stał po drugiej stronie.
-Kim jesteś?-Warknęłam.
Po chwili ciszy, gdy basior -tak przynajmniej sądzę- przyglądał się moim rogom, odpowiedział:
-Nazywam się Sythe. A ty?
Wbiłam wzrok w ziemię.
-Shin-Ah, ale możesz mówić Sinha lub Shina.
Odetchnęłam i przeszłam po lodzie na drugi brzeg. Z wzrokiem wbitym w ziemię, a raczej śnieg, zaczęłam mówić:
-To raczej nieczęsty widok. Wyglądasz na wilka z watahy. Jest tu jakaś?-Spytałam.
-Jest. Wataha Księżycowych Demonów.
-Jesteś alfą? -Spytałam od razu.
Wilk przytaknął.
-Chcę dołączyć, jeśli nie masz nic przeciwko.-Powiedziałam.
-Nie mam nic przeciwko. Witam w watasze.-Powiedział uśmiechając się.
-Dziękuję.-Powiedziałam.
Nastała chwila ciszy. Co powiedzieć? Czy lepiej nie mówić nic? Odeszłam kilka kroków.
-Jest niedaleko stąd jakaś jaskinia?-Spytałam.
-No...niedaleko to, to nie jest. Jakieś 10 kilometrów. -Powiedział.
-Nie tak daleko. -Powiedziałam.
-Jak to?-Odpowiedział natychmiast.
-To ty nie masz żadnych mocy?-Spytałam zaskoczona.
-No...mam.-Powiedział.
-Jaką?-Spytałam.
-Em...nieważne.-Spuścił wzrok.
-Ważne, ważne. Bardzo, kurde, ważne!-Powiedziałam.
Basior spojrzał na mnie zaskoczony.
-Jakieś trzy kilometry stąd są Księżycowe Demony, a niedługo nastanie noc!-Wypaliłam.
-Skąd wiesz gdzie są Isomi?
-Em...moc.-Powiedziałam wymijając się od dokładnej odpowiedzi.
-Czujesz je?-Spytał.
-Nie.-Odpowiedziałam. Mogę o tym później opowiedzieć, ale teraz jest TROCHĘ niebezpiecznie żeby się rozgadywać.
-Latanie? Teleportacja? Super szybkość? Cokolwiek pozwalające uciec?-Spytałam.
Wilk wyminął się od odpowiedzi.
-Trudno. Nie chcesz mówić, nie mów.-Powiedziałam.-Ale w takim razie chwyć mnie za łapę.
Zamrugał zdziwiony.
-Dobrze, ale po co?-Wilk chwycił mnie za łapę i...sekundę później wybiłam się w górę i byliśmy już w powietrzu.
-Umiesz latać?-Spytał.
-To bardziej skoki niż latanie. Gdzie mam wylądować?
-Tam.-Wilk wskazał łapą na południe.
Rozejrzałam się tam. Bezpiecznie. Po chwili staliśmy już obok jaskini. Stanęłam kawałek dalej. Moje łapy owinął czarny dym i zacisnęłam zęby żeby nie krzyknąć z bólu. Po chwili ból całkowicie przeminął.
-Co to za moce?-Spytał.
-Smocze oczy, pozwalające widzieć na dalekie odległości, smocze koniczyny silniejsze przednie silniejsze 10 razy od innych wilków tylne pozwalają skakać na dalekie odległości oraz samoleczenie. Wszystkie obarczone czymś a'la klątwą. Piękne, prawda?-Uśmiechnęłam się.-Skoro jesteś alfą to masz prawo wiedzieć.-Powiedziałam.
Nagle zza drzewa wyszedł...
<Sythe?>

Jeśli nikt cię nie akceptuje , to tracisz powód, by żyć?

Autor obrazka: FlashW

IMIĘ: Shin-Ah
PSEUDONIM: Shinha, Shina, Blask Księżyca.
PŁEĆ: Wadera.
WIEK: 4 lata
DATA URODZENIA: 3 styczeń
CHARAKTER: Wadera ta dorastała w całkowitej izolacji ze światem, stąd też nauczyła polegać się tylko na sobie, a jej umiejętności pracy w grupie są równe 0. Jest małomówna, więc prawie nigdy się nie odzywa, a na pytania od innych zazwyczaj odpowiada kiwając głową lub za pomocą gestów, ewentualnie pustym zdezorientowanym spojrzeniem. Kiedy się wypowiada pełnym zdaniem jest prawie nie do poznania. Z tego powodu często bywa niezrozumiała dla obcych. Teraz zaczyna się zabawa, gdyż reszta charakteru zależy od jej humoru i dzieli się na dwa różne charaktery:
Pierwszy: Jest miła i bardzo opiekuńcza, nawet wobec tych którzy ją nienawidzą i/lub się jej boją. Bardzo troszczy się o innych i ma bardzo unikalną więź z pewnym zwierzęciem albo inaczej...miała bardzo unikalną więź, dopóki zwierzę to żyło. Zmieniając temat... dodatkowo Sinha nienawidzi zimna i zwykle siedzi koło ogniska (w czasie zimy )albo w futrze upolowanego kiedyś przez siebie zwierzęcia lub po prostu na słońcu. Poza tym Sinha bardzo dobrze pływa, ale to chyba mało istotne. Pomijając te fakty Sinha przez swoje moce była nazywana przeklętą, a czasem nawet potworem. Przez to że boi się iż może kogoś zranić, zamknęła się w sobie. Z tego powodu nigdy nie patrzy nikomu prosto w oczy i nikomu na to nie pozwala dlatego że sądzi iż przez przypadek może kogoś przeklnąć (chociaż to kłamstwo wmawiane jej przez przybraną matkę). Nigdy niczego nie robi na pół gwizdka, jest bardzo dokładna i przykłada się do wszystkiego.
Drugi: Sinha kryje swoją niezwykłą inteligencję pod fizyczną niedbałością o wygląd i zupełnym ignorowaniem przyjętych norm zachowań. Zwykle kieruje się złożoną dedukcją i potrafi wyciągać wnioski, łącząc ze sobą pozornie niepowiązane informacje. Jest bardzo skrupulatna i analityczna. Z natury podejrzliwa, nie waha się przed zastosowaniem drastycznych metod, by wykluczyć lub potwierdzić swoje przypuszczenia. Niektóre z jej decyzji można uznać za niemoralne, a nawet nieetyczne. Czasem zachowuje się dziwacznie. Zwykle wykazuje poczucie humoru i nierzadko bywa sarkastyczna. Chociaż stara się być uprzejma dla innych, dla niektórych, potrafi być nieuprzejma i oschła. Nigdy nie podała nikomu od razu swojego prawdziwego imienia ,,Na to trzeba zasłużyć.". Pozostałe rzeczy dotyczące jej charakteru to jej niebywała kreatywność i silna wola działania. Nie ma jednak żadnych umiejętności społecznych.
GŁOS: Haruka Song
STANOWISKO: Zabójca
RODZINA: Nie pamięta. Wie tylko że jej matka zabiła się, gdy tylko ją urodziła...
PARTNER: Szuka
ZAUROCZENIE: To raczej jej sprawa...
RASA: Wilk Smoczy
MOCE:
~Smocze kończyny (dzielą się na strzeliste nogi smoka pomagające skakać na daleki odległości sprawiając wrażenie jak gdyby wilk latał, jednak są to tylko skoki i silne przednie łapy, siła jest 10 razy większa niż u normalnego wilka)
~Oczy smoka (widzą na dalekie odległości, sprawiają ból/ew. sprowadzają śmierć)
~Samoleczenie (sama się uzdrawia)
CIEKAWOSTKI:
~Efekty uboczne powyższych mocy: Smocze koniczyny (po użyciu bądź zranieniu zadają ogromny ból [ma się wrażenie iż jest się na pograniczu życia i śmierci] ; Oczy smoka (widzą daleko i zadają ból, jednakże po ich użyciu ciało jest wprawione w paraliż i jest niezdolna do samodzielnego funkcjonowania przez około godzinę lub nawet tydzień), jedynie samoleczenie jest (prawie) bezbolesne.
~Boi się pająków
~Uwielbia japońskie jedzenie, przede wszystkim słodycze
UMIEJĘTNOŚCI:

  • Siła: 20
  • Szybkość: 25
  • Wytrzymałość: 15
  • Efektywność mocy: 40

TOWARZYSZ: Towarzyszy jej wiewiórka imieniem Ao. Jest sympatyczna i miła. Takie urocze stworzenie akceptujące nawet największych dziwaków. To jej jedyny i zaufany przyjaciel i towarzysz w życiu.

Bez­senność to inaczej uza­leżnienie się od myślenia.

Autor obrazka: Tatchit


IMIĘ: Akira
PSEUDONIM: Z nikim nie była na tyle blisko, aby posługiwać się chociażby zdrobnieniem.
PŁEĆ: Wadera.
WIEK: 4 lata.
DATA URODZENIA: 13.01.
CHARAKTER: Akira jest typem opanowanego obserwatora, który wnikliwie analizuje postawę innych, błyskawicznie wyciągając wnioski i szacując charakter czy postawę danego osobnika. Ma trudność z odczuwaniem emocji, w związku z czym postrzegana jest jako istota bezuczuciowa i obojętna na swój los, co mija się z prawdą. Jest po prostu idealną aktorką i manipulatorką, która chowa wszelkie odczucia głęboko w sobie, tak, aby nikt nie mógł zauważyć jej prawdziwego charakteru. Każdego dnia przywdziewa nową maskę. Cechuje się dużą cierpliwością i samokontrolą, wyprowadzenie jej z równowagi jest rzeczą niemal niemożliwą. Akira sprawia wrażenie wiecznie rozmyślającej myślicielki, ceni sobie bowiem spryt, jak i inteligencję, którymi została obdarzona. Zawsze dogłębnie analizuje sytuację i rozwiązania, nigdy nie postępuję pochopnie czy lekkomyślnie. Zazwyczaj nie podejmuje niepotrzebnego ryzyka, jednak jest w stanie poświęcić wiele dla idei, którą popiera. Przejawia swojego rodzaju skłonności masochistyczne i sadystyczne. Jest samotniczką, niekiedy odizolowuje się od społeczeństwa, stojąc na uboczu. W kontaktach z innymi jest nieufna, tworzy wtedy "ścianę", przez którą należy się przedostać, aby zobaczyć prawdziwą Akirę.  Jednak jest to trudne i nikt nie wykazał nigdy tyle zainteresowania jej osobą i wytrwałości, aby tego dokonać. Wszystkich darzy szacunkiem, ale nie zaufaniem. Najprawdopodobniej nie jest w stanie pokochać i wątpi, aby ktoś mógł pokochać ją. Nie wierzy w miłość i jest zdania, że tak prędko to się nie zmieni. Jest niezależna i uważa, że należy polegać wyłącznie na siebie. W wyniku wypadku straciła pamięć i nie pamięta niczego, ma to zapewne ścisły związek z jej obecnym charakterem - nie zna bowiem poprzedniego i nie ma niczego, co pozwoliłoby przypuszczać, jaka była w przeszłości.
GŁOS: Running With the Wolves
STANOWISKO: Strateg.
RODZINA: Nie pamięta niczego o swojej rodzinie.
PARTNER: Blokuje ją pewna bariera, zwana aseksualnością.
ZAUROCZENIE: Przypuszcza, że nie potrafi kochać.
RASA: Wilk Chaosu.
MOCE:
- Jest w stanie przemienić się w materię o nieokreślonym kształcie, ledwo widoczną, co ułatwia jej schronienie się przed potencjalnym niebezpieczeństwem. W tym stanie nikt nie jest w stanie jej dotknąć.
- Akira została obdarzona mocą rozkładu i scalania - dowolny obiekt może rozłożyć na miliony części, a następnie scalić w ten sposób, aby powrócił do stanu pierwotnego.
CIEKAWOSTKI:
- Cierpi na bezsenność.
- Po niespełna dobie bez snu zaczynają męczyć ją halucynacje.
- W wyniku wypadku, który miał miejsce rok temu, a w którym potrącił ją samochód, straciła pamięć. Do tej pory jej nie odzyskała.
UMIEJĘTNOŚCI:

  • Siła: 15
  • Szybkość: 25
  • Wytrzymałość: 20
  • Efektywność mocy: 40

TOWARZYSZ: Towarzyszem, jak i jedyną istotą, na której Akira polega, jest kruk o imieniu Karasu. Karasu jest stosunkowo dużym jak na kruka osobnikiem płci męskiej. Jest to kruk o piórach czarnych niczym noc, i niewiele jaśniejszym dziobie. Jest do Akiry przywiązany i stara się nie odstępować jej na krok.

Od Sythe'a

Biały basior wpatrywał się w wejście jaskini. Ze swojego ciepłego miejsca doskonale widział cały teren przed grotą. Siedział w ciszy i rozmyślał na temat wszystkiego, co się tu dzieje. Nie był tchórzem, ale - prawdę mówiąc - bał się zasnąć. Wiele wilków zostało już zabitych podczas snu przez te potwory, a fakt, że był tu sam nie nalewało do jego serca spokoju.
***
Wszechobecna biel pomagała mu się kryć podczas polowania. Szedł po śladach zwierzyny, najprawdopodobniej niewielkiego zająca. Nie jadł nic od dłuższego czasu, toteż był zmęczony i niechętny na długie wędrówki, chociaż chęć zjedzenia czegoś normalnego była silniejsza. Zatrzymał się nagle i wbił wzrok w małe, długoiche zwierzątko. Nie myśląc za wiele rzucił się na nie i zmiażdżył kark swoimi kłami. Kiedy dotarło do niego, co właściwie zrobił wypuścił z pyska ciało szaraka, a ono bezwładnie opadło na ziemię.
- Przepraszam... - Szepnął patrząc na  śnieg barwiący się na głęboką czerwień.
Przez chwilę stał w ciszy, po czym chwycił zająca za kark i umiarkowanym truchtem pobiegł do swojej groty. Nie chciał stać dłużej na otwartej przestrzeni, chociaż wiedział, że jeśli dłużej będzie tu sam, Isomi go dopadną. 
Po posiłku, który swoją drogą był prawie świętem, bo coraz rzadziej można spotkać tu żywą zwierzynę, wyruszył na codzienny obchód najbliższych terenów, a może mu się poszczęści i kogoś spotka? A może jednak nie poszczęści i spotka jednego z demonów? Niemniej jednak, Sythe sądził, że stawka jest warta takiego ryzyka. 
Szedł z nosem przy ziemi, próbując cokolwiek wyczuć i w razie potrzeby być przygotowanym na atak. Nagle przystanął. Na śniegu widniały odciski łap innego wilka i to całkiem świeże, ponieważ od pół godziny prószyło z nieba białymi płatkami, a ślady były prawie że nienaruszone. Szybko przeanalizował jak daleko może być przedstawiciel jego gatunku i ruszył za nim w pościg. Kiedy mknął między drzewami, coś w niego uderzyło i, o litości, to okazało się poszukiwanym przez niego wilkiem.
- Prze... Przepraszam, ja nie... - Dukał powoli wstając z ziemi.
- Nic się nie stało. - Odparł, jak się okazało, basior. - Następnym razem uważ... Sythe?
- Aster...? Skąd się tutaj wziąłęś? 

<Aster?>

Wszystko jest w kartach


Autor obrazka - Falvie


IMIĘ: Aster
PSUDONIM: Nazwij go jak chcesz, toleruje wszystkie przezwiska, prawie wszystkie.
PŁEĆ: Basior
WIEK: 4  lata
DATA URODZENIA: 16.07
CHARAKTER:  Aster jest dość tajemniczym wilkiem, jak to na jego rasę przystało. Lecz wbrew pozorom jest bardzo opiekuńczym i wrażliwym wilkiem, niezależnie od tego czy cie zna czy też nie, nawet jeśli kiedyś mieliście ze sobą jakieś problemy, nie zawaha się pomóc ci w potrzebie. Jedni nazywają to chęcią pomocy, inni naiwnością. Mimo jego tajemniczości, jest także bardzo pozytywnym i wesołym wilkiem, zawsze znajdzie to " światełko w tunelu " , ze szczenięcego okresu została mu chęć do pieszczot . Często palnie coś czego nie powinien, przez co ma potem problemy. Zakochał się tylko raz, lecz jego ukochana została zabita przez Isomi. Ciężko powiedzieć czy nadal potrafi kochać. Po śmierci jego jedynej partnerki czuje niechęć do miłości.
GŁOS: Voice - Jhin, The Virtuoso
Podczas wizji - Thresh Voice
STANOWISKO: Basior Beta
RODZINA: Jedyny członek rodziny którego zna to jego kuzyn - Sythe.
PARTNER: Brak.
ZAUROCZENIE: Brak.
RASA: Wilk Gwiazd.
MOCE:

  • Aster posiada magiczne karty, w których zaklęte są żywioły.
  • Może nimi , dla przykładu podpalać, zalewać określony obszar wodą.
  • Poza tym czasami widzi w nich przyszłość.
  • Swoja moc czerpie z gwiazd, a co za tym idzie, w nocy jest silniejszy

 CIEKAWOSTKI
- Symbolem jego więzi z gwiazdami są " tatuaże " na futrze.
- Kiedy używa mocy jego " tatuaże " świecą sie bardziej niż zawsze.
- Jego karty pojawiają sie w łapie na zawołanie, nigdzie ich nie trzyma, poprostu  tworzy je kiedy chce. 
UMIEJĘTNOŚCI
  • Siła : 20
  • Szybkość : 25
  • Wytrzymałość : 25
  • Efektywność mocy : 30
TOWARZYSZ: Brak.

Żyje­my tak jak śni­my – samotnie.

Autor obrazu - Tatchit.



IMIĘ: Sythe
PSEUDONIM: - - -
PŁEĆ: Basior.
WIEK: 6 lat.
DATA URODZENIA: 06.12
CHARAKTER: Sythe jest spokojnym, cichym, melancholijnym wilkiem. Odzywa się najczęściej tylko pytany, rzadko sam inicjuje rozmowę. W swoim sześcioletnim życiu nie był jeszcze nigdy w żadnym związku. Możliwe, że to przez jego introwertyzm oraz obwinianie się o wszystko, co złe na tym świecie. Nie znaczy jednak to, że nie wie, co to miłość. Otóż wie, lecz nigdy jeszcze nie kochał żadnej wadery. Basior ten jest także odważny. Łatwo go przekonać do zmiany zdania i często przeprasza, nawet jeśli nic nie zrobił. Nie zna się na żartach oraz nie ma zbyt dużego dystansu do siebie. Jest pamiętliwy, najmniejszą zdradę zapamięta na długo. Potrafi wybaczać, ale nigdy nie zapomina.
GŁOS: ECHO
STANOWISKO: Basior Alfa.
RODZINA: Wie tylko, że gdzieś na świecie ma swojego kuzyna.
PARTNER: - - -
ZAUROCZENIE: - - -
RASA: Wilk Duszy.
MOCE: - Teleportacja - Sythe potrafi się teleportować na niewielkie odległości. Gdy używa tej mocy wokół niego pojawia się świetlisty krąg, który zaczyna lśnić coraz mocniej uniemożliwiając zobaczenie w jaki sposób wilk znika.
CIEKAWOSTKI: Sythe nie należy do najciekawszych istot.

  • Siła: 25
  • Szybkość: 25
  • Wytrzymałość: 25
  • Efektywność mocy: 25

TOWARZYSZ: Zbyt aspołeczny nawet na zaprzyjaźnienie się z innym zwierzęciem.