poniedziałek, 9 stycznia 2017

Od Sythe'a CD Arwen

Po jego głowie chodziło jedno pytanie - kim była ta wadera, co tutaj robiła i jak się tu znalazła? Sythe nie potrafił odpowiedzieć sobie na te zagadnienia.
- Miło mi... - Szepnął przerywając trwającą już od dłuższej chwili ciszę. - Mogę ci zaoferować nocleg i coś do jedzenia... Robi się już ciemno. - Dopowiedział zerkając w górę, na nieboskłon, który zaczynał się powoli ściemniać odsłaniając pierwsze, srebrzyste punkty. - A co za tym idzie... Będzie chłodniej i... Niebezpieczniej... - Mruknął cicho.
Wiedział, że Arwen się waha. Kto w końcu zaufałby pierwszemu lepszemu napotkanemu basiorowi w środku lasu, gdzie można zostać zabitym przez bliżej nieokreślone istoty? Z pewnością nikt o zdrowych zmysłach, ale Sythe wiedział, że kulturę należy zachować przede wszystkim, więc każdej napotkanej istocie proponował nocleg oraz posiłek, chociaż sam nie miał zbyt wiele.
- Umm... Wiesz... - Zaczęła wadera. - Nie wiem, czy powinnam...
- Rozumiem... - Odparł. - W końcu ważne jest zaufanie. Mogę spróbować znaleźć ci jakąś jaskinię, ale nie jest to najbezpieczniejsze rozwiązanie... Wszystkie, które znam, a po tym lesie błąkam się praktycznie od urodzenia, są zbyt daleko by do nich dotrzeć przed... Przed ich porą polowań... - Wyjąkał powoli przenosząc wzrok na śnieg.
- Może... Może masz rację, zgadzam się. Jeśli mógłbyś...
- Cię zaprowadzić do mojej jaskini...? - Dokończył za Arwen lekko się uśmiechając.
- Właśnie tak.
- Za mną, proszę... - Powiedział, po czym odwrócił się i ruszył truchtem przed siebie. - Nie chcę ci się narzucać, ale wierz mi, że jeśli chcesz przeżyć, to jest najodpowiedniejsze wyjście... To niedaleko...
Po kilkudziesięciu minutach byli w jaskini basiora. Sythe rozpalił ognisko, które podczas jego nieobecności zdążyło już wygasnąć, a Arwen usiadła w kącie bacznie się mu przyglądając.
- Jak długo tu wędrowałaś...? - Zapytał siadając naprzeciw wadery delikatnie przekrzywiając głowę.
- Jak długo? Oh... Prawie rok... Może mniej, może trochę więcej. Nie jestem pewna. - Odparła. - A ty? Skąd się tu wziąłeś?
- Jak wspomniałem wcześniej, po tym lesie błąkam się prawie od urodzenia... Moi rodzice się tu osiedlili. Była tu kiedyś wataha, ale, niestety, wszyscy zostali wybici, kiedy miałem trzy lata... Trochę czasu już minęło, a ja dalej nie opuściłem tego miejsca... Hah, taka historia życia... - Odrzekł cicho basior, jakby bojąc się, że ktoś może ich podsłuchiwać.
Sythe nigdy nikomu nic o sobie nie opowiadał. Starał się tego unikać jak ognia. Dlaczego? Ja też nie wiem. Blokady psychiczne tego basiora zapewne nigdy nie przestaną zaskakiwać. Zwykła nieśmiałość? Strach...? Przed czym?
- A ty, co robiłaś wcześniej...? - Spytał wpatrując się w pomarańczowe, ogniste języki.

<Arwen?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz