piątek, 26 maja 2017

Od Sythe'a CD Maryse

- Nie, to nie jest konieczne. - odpowiedział wilk uśmiechając się. - Zresztą... I tak nie mógłbym zasnąć w miejscu takim, jak to.
Może i na takiego nie wyglądał, ale zrobiło mu się cieplej na sercu, gdy wadera zaproponowała mu sen. Wcześniej naprawdę niewiele wilków było w stosunku do niego, chociaż w małym stopniu, miłymi tak, jak Maryse. Doceniał to.
Resztę nocy spędzili na rozmowie zarówno o wszystkim, jak i o niczym.
Kiedy tylko niebo zaczęło się rozjaśniać i wszystko wokół było bardziej widoczne, ruszyli w drogę powrotną. A raczej na razie usiłowali ją znaleźć.
- Spadliśmy stąd... Czy stąd...? - zastanawiała się wadera.
Sythe natomiast wzrokiem skakał to na jedną stronę wzgórza, to na drugą.
- Nie mam pojęcia... - mruknął. - Mógłbym nas przeteleportować, ale... To działa tylko na niewielkie odległości. Nie wiem, czy nic nam się od tego nie stanie. Lepiej nie ryzykować. - powiedział rozglądając się dookoła w poszukiwaniu pomocy. A nuż ktoś ich znajdzie i im pomoże?
- Ok, a więc... Spróbujmy wejść tędy. - wilczyca wskazała na lewą stronę góry. - Jak już nam się uda zrobić choć to, zobaczymy co dalej.
Basior z chęcią przystał na propozycję Maryse. Powoli, bowiem wzgórze było całkiem strome, zaczęli wchodzić na grań. Wszędzie było błoto, toteż łapy im się osuwały, co niezmiernie przeszkadzało w wędrówce. Kiedy dotarli na górę, mieli wrażenie, że minęło co najmniej kilka godzin, tymczasem słońce tylko troszkę przesunęło się na nieboskłonie.
- Teraz którędy? Masz jakiś pomysł? - spytała Maryse.
Sythe rozejrzał się po okolicy.
- Tam jest delikatnie rozdeptana trawa, może to ślady zwierzyny?
- Albo i Isomi... - szepnęła wadera.
Wilki spojrzały na siebie. Żadne z nich nie było pewne tego, co się może wydarzyć, aczkolwiek postanowiły zaryzykować. Głód i, nie ukrywajmy, zmęczenie dawało się porządnie we znaki. Każde z nich szło z nosem przy ziemi usiłując cokolwiek wyczuć. Niestety, żadnej woni zajęcy czy też jeleni.

<Maryse?>

sobota, 20 maja 2017

Od Maryse CD Sythe'a

Ścieżka wydawała się nie mieć końca, jednak wilki nadal wytrwale brnęły między kolejnymi drzewami. Atmosfera była dosyć gęsta i zdecydowanie nie należała do przyjemnych, szczególne ze względu na otaczającą las ciszę. Od jakiegoś czasu oboje milczeli, podobnie jak reszta świata, aby w razie niebezpieczeństwa mieć kilka sekund przewagi, a poza tym, nie potrafili skleić żadnej konkretnej konwersacji. Snucie domysłów i nakręcanie się na różnorakie potwory także nie było potrzebne.
Maryse po części czuła się winna, w końcu to ona wspomniała o ciemniejszej stronie terenu, chociaż nie powinno jej to interesować, jednak z jakiegoś powodu nie żałowała tego, że tam wyruszyli. Póki było cicho, była spokojna.
- Jak myślisz, jak długo będziemy tak chodzić, nim znajdziemy coś konkretnego?- Zaczął Sythe, rozglądając się. Wyglądał na zaniepokojonego, jednak starał się trzymać nerwy na wodzy.
- Mam nadzieję, że nim zajdzie słońce będziemy już bezpieczni...- Odparła, wtapiając się szeptem w ciszę otoczenia.
Drzewa ozdobione praktycznie czarną korą, gęsto rosnącym liśćmi w kolorze zgniłej zieleni odcinały dopływ słońca, trawa była ciemna, a na ścieżce wyglądała niczym spalona, a od początku trwania wycieczki po tym terenie nie minęło ich żadne zwierzę, prócz kilku brązowych, oślizgłych jaszczurek. Małe zwierzątka przebiegały, aby zaraz schować się między kamieniami, unikając zdziwionych spojrzeń obojga wilków, które zdecydownie nie powinny się tu krzątać, jednak ani się im śniło organizować postoje. Niepokojący krajobraz dopełniały nadchodzące ciemności, działające na kreatywność. Mari wyobrażała sobie niestworzone potwory, które mogły ich obserwować zza drzew. Oblazłe ze skóry i mięśni jelenie na sześciu patykowatych nogach; Nietoperze o mleczno białych oczach oraz szeregach zębów niczym małe tarki, wrzynające się w ciało ofiary; Dwunogie bestie z wykręconymi głowami oraz szaleńczym uśmiechem na porozrywanej twarzy...
Rozmyślania jednak nie trwały długo, ponieważ równie szybko jak wadera całkiem straciła czujność, tak szybko otrząsnęła się na skutek wrzasku kruka, który zerwał się z drzewa nieopodal. Było to na tyle niespodziewane, że sama pisnęła, odskakując wprost na Sythe'a, który zachwiał się pod wpływem ataku i mówiąc konkretnie, oboje runęli w dół, przerażeni. Gdyby mieli na to czas, zastanawialiby się, jakim cudem po ich prawej stronie powstał tak ogromny rów w tak drastycznie szybkim tępie. Cały teren przekształcił się w tak nierealny sposób, że nikt kto zobaczył, nie uwierzyłby. Oni jednak nie mieli tej możliwości, ponieważ obijali się o wystające skały i turlali się ku dołowi. Marne kilka sekund trwało jak minuty, było to jednak niczym w porównaniu do dna doliny, do którego nieubłaganie się zbliżali, a było to gęste bagno.
Podczas gdy czarna wadera wpadła przy brzegu i zaraz w panice wygrzebała się na pochyły ląd, cała posklejana mułem i w roślinach, Sythe nie miał tego szczęścia i wylądował nieco dalej, usilnie próbując wspiąć się na masywny, acz śliski korzeń.
Niewiele myśląc, sama Maryse już niemal panikując, rzuciła się na równie niebezpieczne korzenie, aby znaleźć się jak najbliżej Alfy, bez niczego, czym mogłaby mu pomóc. Czy to było egistyczne zagranie, czy nie, była naprawdę przerażona, a przynajmniej na tyle, że automatycznie skoczyła do kolejnego konaru, który zaraz potem się zapadł, jednak sięgnęła do drugiego, uderzając łapami o taflę bagna. Naprawdę ulgę poczuła dopiero wtedy, gdy, już nie taki biały, basior siedział tuż obok niej, a ona oparła łeb o jego łopatkę i przymknęła oczy. Dyszeli i się trzęśli, zalani chaotycznymi myślami, mokrzy i brudni, posiniaczeni. Dojście do siebie chwilę im zajęło, a gdy już do tego doszło, wadera ledwo powstrzymywała się od śmiechu, płaczu, czy krzyku. Nie mogła zapanować nad emocjami, strach powrócił i przytłoczył nią, jak kiedyś. Otrzeźwił ją dopiero głos towarzysza i jego łapa na jej ramieniu. Najpierw z głębokim przerażeniem, po chwili z żalem, aż w końcu spokojem spojrzała na basiora, który patrzył na jej reakcję w skupieniu.
- W... Wszystko w porządku?- Mruknął po krótkiej chwili, odsuwając łapę ponownie na korzeń.
Wadera tymczasem złapała swój ogon, który teraz bardziej przypominał dosyć długiego węża i słabo się uśmiechnęła.
- Trochę się poobijałam, a mój ogon wygląda jak szczurzy, ale tak, jest dobrze...- Skinęła łebkiem, po czym rozejrzała się wokoło. Z jednej strony otaczało ich bagno, jednak dalej dało się dostrzegać już inny, przyjemniejszy odcień trawy. Z drugiej strony była stroma góra, skąd wilki spadły, zdecydowanie nie zachęcała, szczególnie ze wzglądu na pojawiające się tam białe punkciki, które mogły być wszystkim. Powoli robiło się ciemno, co zdecydownie nie było sprzyjającym czynnikiem.
- Chyba najbezpieczniej będzie iść przez bagno... Raczej nie chcę tam wracać.- Przyznał Sythe, nadal rozważając wyjścia, jednak nie znalazwszy żadnego lepszego, zwyczajnie wyruszyli przez mokre, wystające z wody korzenie drzew. Tym razem poruszali się ostrożnie i bez pośpiechu, aby unikać kolejnych nieprzyjemności. W coraz ciemniejszym krajobrazie brzmiały ciche podśpiewywania ptaków, a ich rozmowa polegała na wymienianiu uwag i porad co do każdego kolejnego kroku.
Kiedy ostatecznie udało im się wydostać na nieco bardziej suchą polanę, panowały ciemności, rozjaśniane miliardami małych gwiazdek oraz srebrnym księżycem na niebie. W powietrzu unosił się zapach wiosny, było dosyć ciepło i duszno, co mogło zapowiadać, że ciepła pora roku nastąpiła na dobre.
 Zarówno wadera, jak i basior od razu padli na gęstą trawę, aby dać wypocząć zmęczonym kończyną. Zmęczony Sythe ziewnął, a czarna wadera lekko się uśmiechnęła na myśl, że najgorsze za nimi, a wilkowi należy się odpoczynek.
- Jeżeli chcesz, możesz się przespać. Ja nie muszę, więc nas popilnuję.- Zaoferowała, zerkając na brudny od bagna pyszczek Alfy. Sama nie wyglądała lepiej, jednak aby się doprowadzić do normalnego stanu, musieli poczekać do rana.
<Sythe?>

sobota, 13 maja 2017

Od Sythe'a CD Maryse

Biały wilk lekko się uśmiechnął.
- Nie przeszkadza mi towarzystwo. - odparł. - Dobrze mieć się do kogo odezwać. Pójdziemy na spacer? - zapytał zerkając na waderę, starał się utrzymać rozmowę, co raczej średnio mu wychodziło.
Maryse skinęła głową. 
***
Po około trzydziestominutowej drodze postanowili zrobić przerwę, a także schłodzić się przez chwilę w cieniu. Trawa w miejscu, w którym wypoczywali była jasnozielona i gdzieniegdzie rosły drobne, bladoróżowe kwiatki. 
- Pięknie tu. - stwierdził Sythe rozglądając się.
- Zgadzam się. - odpowiedziała wadera. - Dokąd prowadzi ta ścieżka? - spytała wskazując ruchem łapy na wydeptaną w trawie dróżkę.
Wilk ze zdziwieniem spojrzał w kierunku, który pokazała Maryse.
- Nie mam pojęcia... Nie widziałem jej tu nigdy wcześniej. - odparł basior. - Sprawdźmy to.
Wilczyca lekko skinęła głową, wstała i ruszyła w tamtym kierunku, a zaraz za nią poszedł Sythe. Trawa znajdująca się na ścieżce była ciemna, wyraźnie się odznaczała. Dziwne, że wcześniej nie udało im się jej zauważyć. Prowadziła do lasu, a wilki nakłonione ciekawością postanowiły zobaczyć, co znajduje się na jej końcu.
Im zapuszczali się dalej, tym drzewa rosły bliżej siebie, tym samym ograniczając ilość światła. Trzeba było uważać, by nie wpaść w żaden rów czy też dziurę. Las stawał się coraz mroczniejszy, a Sythe z niepokojem spoglądał na otaczający go krajobraz. Zaczynał żałować, że w ogóle wyszli na ten spacer, ale teraz było już raczej za późno, żeby się wycofać. Wymieniał z Maryse niespokojne spojrzenia, ale żadne z nich nie zdecydowało się zawrócić.
- Nigdy nie byłem w tej części lasu... Nie wiedziałem nawet, że istnieje... - odezwał się Sythe.
- To dziwne... - szepnęła wadera.
- Myślisz, że to nie jest jakaś halucynacja? - zapytał basior.
- Co masz na myśli?
- To... To niemożliwe, żeby tak nagle pojawiło się... Znikąd. To co nas otacza. - sprecyzował.
- Nie... Uważam, że to prawdziwe. To przecież tutaj jest. - odpowiedziała Maryse.
- Czy to może mieć jakiś związek z Isomi? - Sythe wydawał się przestraszony. Nie miał pojęcia, gdzie właśnie byli.

<Maryse?>

niedziela, 7 maja 2017

Od Maryse CD Sythe'a

Nie miała pewności co do zamiarów Sythe'a... Jednak nie zachowywał się wobec niej groźnie, nie był agresywny, ani nachalny. Był dobry, po prostu dobry i może właśnie przez to Maryse czuła się coraz lepiej w jego towarzystwie, a przynajmniej nie odczuwała chęci zaszycia się w samotności, gdzieś z dala od innych. Był miły, zaczynała lubić jego głos.
- Och... Może warto by było wykorzystać moce... Każdy wilk jest unikalny i może robić coś innego, coś pożytecznego.- Odparła na wcześniejsze wspomnienie o Isomi i sposobie na ich pokonanie. Nie było to niemożliwe, a przynajmniej tak mogło się zdawać. Nadal były to istoty fizyczne... Chociaż kto wie?
- Racja. Z czasem może się dowiemy, jak nas przybędzie.- Stwierdził biały wilk, spoglądając na waderę. Ta, wpatrując się w swoje łapy, skinęła łbem.
- Masz rację.- Przyznała, kierując spojrzenie na wyście z jaskini. Było dopiero co po południu, a oni leżeli w chłodnej, kamiennej grocie. Neru spoczywał gdzieś w okolicy, najpewniej na drzewach i mimo braku wiewiórki przy sobie, wadera nie czuła niepokoju. Z jakiegoś powodu jaskinia Przywódcy wydawała jej się bezpieczna... I właśnie przez to odczuła największy ból. Wiedziała, że zbyt łatwo się do wszystkiego i wszystkich przywiązuje i miała do siebie o to żal. Coraz mniej podobała jej się wizja wyprowadzki do własnej jaskini, szczególnie kiedy miały nadchodzić chłodniejsze czasy...
Mari ułożyła łeb na łapach i przymknęła powieki.
- Jesteś zmęczona?- Spytał Sythe po krótkiej chwili, jakby zdziwiony. W końcu Maryse niedawno wstała, przecież on sam nie spał od dawna, a trzymał się dobrze.
- Nie, nie...- Pokręciła przecząco łebkiem, ponownie go unosząc, jednak nadal był pochylony w dół. Kiedy ostatni raz patrzyła w niebo? Hah, dobre pytanie.- Zastanawiam się, czy przypadkiem tobie nie przeszkadzam... W końcu jesteś Alfą i zapewne masz ważniejsze zajęcia niż spędzanie czasu w moim towarzystwie...- Stwierdziła cicho, znowuż wywiercając wzrokiem dziurę w swoich łapach.
- Skąd te przypuszczenia?- Zabrzmiał głos Alfy, na co Maryse mimowolnie skierowała uszy wzdłuż grzbietu, po czym jednak odetchnęła, krzywo się uśmiechając.
- Chyba z przyzwyczajenia... Ale mogę się mylić...- Mruknęła, usilnie zachowując spokojny ton.- Każdy ma swoje własne życie do utrzymania, a ty masz na barkach więcej niż jedno...- Szepnęła, oczekując reakcji basiora. Liczyła na to, że w żaden sposób nie uraziła Alfy, przecież nie miała tego na celu.
<Sythe?>

sobota, 6 maja 2017

Kocha się za nic

 Nie istnieje żaden powód do miłości.
Autor obrazka: dNiseb

IMIĘ: Shireen
PSEUDONIM: Niektórzy skracają jej imię mówiąc do niej "Reen".
PŁEĆ: Wadera.
WIEK: 3 lata.
DATA URODZENIA: 26.12
CHARAKTER: Shireen jest miłą i przyjacielską waderą. Lubi spędzać czas w towarzystwie i nie przepada za samotnością. Z każdym próbuje się zaprzyjaźnić i rzadko się do tego zniechęca. Jest bardzo ciekawska, uwielbia poznawać nowe rzeczy, a także słuchać historii innych wilków. Wiecznie stara się myśleć pozytywnie. Czasem potrafi nawijać jak katarynka, ale pozwoli ci też się odezwać. Shireen ma skłonność do stawiania innych ponad sobą, często pomaga i lubi to robić. Wyjątkowo opiekuńcza z niej istotka, martwi się o wszystko i wszystkich. Wiecznie uśmiechnięta Reen czasem zarzuci jakimś żartem od którego strumyk wyschnie, a Tobie zachce się pić.
GŁOS: Florence + The Machine - Spectrum
STANOWISKO: Kapłanka.
RODZINA: Została jej tylko siostra - Evie.
PARTNER: -
ZAUROCZENIE: -
RASA: Wadera nie wie do końca czym jest, ale ma nadzieję, że niedługo się dowie.
MOCE:
- Niewidzialność - w takim stanie potrafi być maksymalnie dwadzieścia minut.
- Przewidywanie przyszłości - potrafi zobaczyć tylko niektóre rzeczy.
CIEKAWOSTKI:
- Interesuje się zielarstwem.
- Uwielbia szczenięta i kiedyś sama chciałaby je mieć.
UMIEJĘTNOŚCI:

  • Siła: 20
  • Szybkość: 30
  • Wytrzymałość: 10
  • Efektywność mocy: 40

TOWARZYSZ: Towarzyszem wadery jest sowa śnieżna o imieniu Ivar. Znalazła go, gdy ten był jeszcze pisklęciem. Od tamtego czasu podróżują razem.

Od Sythe'a CD Maryse

- Nie zanudziłaś. - odparł cicho Sythe.
"Tata nikomu nie pozwalał mnie odwiedzać" - czy ma drążyć temat? Czy wadera chce o tym rozmawiać? Powinien się nie odzywać? Basior nie wiedział, co zrobić, więc milczał. Nie chciał jej zranić żadnymi swoimi słowami, dlatego uznał, że cisza będzie najlepszym wyjściem niż bezmyślna paplanina. Przez chwilę wpatrywał się w ptaki siedzące na gałęzi niedaleko nich.
- Jesteś może głodna? - spytał biały wilk wyrywając Maryse z zamyślenia.
- Tak. - odparła po chwili.
- W takim razie chodźmy. Niedaleko, przy strumieniu powinny być sarny. Od jakiegoś czasu często je tam widuję. - powiedział Sythe podnosząc się z trawy.
***
Po polowaniu, które zakończyło się sukcesem, bowiem udało im się schwytać dorodnego jelenia, wrócili do jaskini basiora. Sythe położył się w tym samym miejscu, w którym siedział wcześniej, a Maryse się do niego przyłączyła, na co wilk zareagował przyjacielskim uśmiechem. Było już południe, toteż słońce strasznie dawało się we znaki.
- Jest tu ktoś oprócz nas? - zapytała.
- Tak. Są tu jeszcze dwa wilki. Asmodius i Cheyenne, na pewno niedługo ich poznasz. - odrzekł basior.
- A, jeśli mogę spytać, co cię skłoniło do założenia watahy... tutaj? - wilczyca spojrzała na Sythe'a.
- Ciężko mi to wyjaśnić. Na tych terenach spędziłem całe swoje życie. Nie potrafiłbym stąd odejść, nawet jeśli Księżycowe Demony byłyby tutaj przez cały rok. - wyjaśnił.
- Księżycowe Demony...?
- Tak właśnie nazywamy tu Isomi. Na początku pojawiały się wtedy, kiedy księżyc był widoczny na niebie, natomiast gdy znikał, one odchodziły razem z nim. - sprecyzował  biały basior. - Normalne wilki by się wyniosły, ale nie my. - zaśmiał się.
- Rozumiem. - rzekła Maryse.
- Wbrew pozorom nie jest tu tak źle. Wystarczy mieć się na baczności. - Sythe uśmiechnął się w chwili, gdy wypowiadał te zdania.
- Da się je pokonać? - zapytała czerwonoogonowa wilczyca.
- W jakiś sposób na pewno tak... Ale jeszcze nam się to nie udało. Póki co jedynym rozwiązaniem jest ucieczka. - odparł wbijając wzrok w ziemię.
Niektórzy nie są na tyle szybcy, by uciec.

<Maryse?>

Od Maryse CD Sythe'a

Bieg po nasłonecznionej polanie, wśród kwiatów. Błękitne niebo wraz ze słońcem. Tylko ona i Neru. Cisza i spokój, stan błogości... Przerwane jednak dosyć gwałtownie przez samą właścicielkę danego snu. Tak, to sen, niestety, albo i na szczęście.
Otworzyła senne powieki, ziewając, po czym podniosła się na wszystkie łapy. Na szybko przetarła powieki, po czym się rozejrzała po otoczeniu.
Jaskinia z dnia wczorajszego wyglądała tak samo, z tą różnicą, że nie było w niej basiora. Gdzie mógł pójść? Chyba jej tak nie zostawił...
W głębi duszy miała nadzieję, że Sythe nie odszedł sobie ot tak. Podczas snu była bezbronna jak każdy inny wilk, a skoro została, miło by było, gdyby i wilk nie odchodził.
Jednak odetchnęła z ulgą, zarazem wzdrygając się, kiedy usłyszała ciche "Dzień dobry" dochodzące zza jaskini.
- Och... Witaj...- Szepnęła, na widok znajomej twarzy.
Nieśmiało wyłoniła się na świat i przysiadła tuż obok Alfy, spoglądając na swoje łapy. Czuła się nieco skrępowana przez trwającą ciszę. Gdyby była sama, cisza by jej nie przeszkadzała, w towarzystwie towarzyszył jej niepokój. Odetchnęła więc, zerkając na moment na basiora.
- Dobrze spałeś..?- Spytała cichutko, jednak na tyle głośno, aby Alfa nie miał problemu z usłyszeniem.
Ponowna cisza, tym razem przerwana przez samca.
- Nawet w porządku, miałem jeden koszmar, ale to nic wielkiego.- Oznajmił, jednak na słowo "koszmar" Mari nieco się ożywiła.
- Ja... Panuję nad snami... Nie wiedziałam, mogłam ci pomóc...- Mruknęła, znów szukając zaczepienia dla wzroku wśród trawy.
- Spokojnie, to nic takiego, tylko koszmar.- Oznajmił Sythe uspokajającym tonem.
- Nawet coś takiego jak koszmar czasami potrafi zepsuć cały dzie... Aj!- W połowie słowa urwała, przestraszona nagłym atakiem ze strony nie kogo innego jak jej własnej wiewiórki. Wadera przywarła do ziemi, zamykając oczy, zaraz jednak znów podniosła się do siadu, nerwowo się uśmiechając.
- Neru, proszę, nie rób tak...- Szepnęła, kiedy wiewiórka wlazła jej na głowę, a potem zeskoczyła znów na ziemię i zaczęła się przyglądać obu wilkom.
Maryse odetchnęła, po czym cicho przeprosiła i znów podjęła się podtrzymania rozmowy, w głębi obawiając się, żeby nie zanudzić rozmówcy.
- Czasami jest nieznośny.- Przyznała, delikatnie szturchając czarną kępkę futra w ogon. Wiewiór za to wskoczył na jej łapę i mocno się jej trzymał.
- Od jak dawna się znacie?- Spytał, tym razem Sythe, spoglądając na uparte zwierzątko.
- Kiedy byłam mała, od kiedy pamiętam, on mnie odwiedzał i pocieszał swoim towarzystwem. Jest trochę starszy i bardzo opiekuńczy. Raz oberwało mu się od mojego taty, ale i tak wracał... Tata nikomu nie pozwalał mnie odwiedzać...- Odparła swoim spokojnym głosem, a wzrok miała skupiony na stworzeniu. Neru za to przeczesywał futro na jej łapie i zerkał to na jedno, to na drugie, jak gdyby wiedział, że to właśnie o nim mowa. Po chwili zamyślenia wadera uniosła głowę i zwróciła pyszczek na basiora, którego białe futro skąpane było w pomarańczowych promieniach wschodzącego słońca.- Przepraszam, że się rozgadałam, nie chciałam cię nudzić.
<Sythe?>

Od Asmodiusa CD Sythe'a

Zwierzę wyglądało na przerażone, takie też zresztą było. Asmo oraz Sythe stali w bezruchu, obserwując, jak brunatna bestia znika pomiędzy drzewami. Pewnikiem było, że szybko tu nie wróci.
- To było niesamowite.- Stwierdził starszy z basiorów, a na pysk Asmo wpłynął delikatny uśmiech.- Co mu pokazałeś?
- Szerszenie wystarczyły, bałem się, że się nie uda...- Przyznał, wzdychając z ulgą.
- Miałeś kiedyś taki przypadek? W sensie, że iluzja się nie powiodła?- Spytał Alfa, na co Asmo po chwili przytaknął.
- Zaatakował mnie obcy basior. W stresie nie skupiłem się wystarczająco i zagubiłem we własnych myślach. Przerażające doświadczenie.- Wilk uśmiechnął się krzywo na samo wspomnienie felernego wypadku.- Uratował mnie, pamiętam, inny wilk. Wyszło na to, że wraz z moim napastnikiem wtargnęliśmy na tereny obcej sfory. Nim się spostrzegli, ja zwiałem. Niehonorowo, jednak to był lęk. Byłem młodszy i mniejszy od obydwóch.
- Rozumiem.- Skinął głową drugi wilk, natomiast młodszy był mu wdzięczny na niedrążenie niekomfortowego tematu. Szanującemu się wilkowi nie wypada uciekać z pola bitwy, no ale cóż, uznawał swój argument za słuszny, z nadzieją, że Alfa również zrozumie.
Po chwili milczenia, Asmo ostrożnie się przeciągnął i spojrzał na towarzysza, który jakby nieobecny spoglądał w dal za niedźwiedziem.
Młodszy z wilków ciekawy był, o czym teraz myślał jego przywódca, a ostatecznie skończyło się na tym, że oboje ponownie rozłożyli się pod niebem, każde rozmyślając nad inną rzeczą. Myśli Asmo zaprzątał właśnie sam Alfa. Dlaczego zechciał założyć watahę właśnie w tych rejonach? Czy jest miejscowy, czy po prostu przybył i został oczarowany przez widowiskowe tereny? Sam wilk nie wiedział, czemu aż tak go to zainteresowało, jednak myślał dalej, aż w końcu odetchnął, spoglądając w bezchmurne niebo. Przymrużył spokojnie oczy, a kiedy je otworzył, otrzymał to, co miał nadzieję zobaczyć. Szturchnął więc delikatnie towarzysza, szczerząc się szeroko. Dookoła latała chmara wielokolorowych motyli, które w odróżnieniu od wizji niedźwiedzia, były prawdziwe.
- Jak ja lubię owady.- Przyznał po chwili, wpatrując się w maleńkie istotki, wachlujące delikatnymi skrzydełkami na wietrze.
<Sythe?>

Od Sythe'a CD Maryse

Kiedy wilki były tuż przy jaskini, basior zatrzymał się pozwalając wejść waderze jako pierwszej.
- Tu mieszkam... - powiedział cicho, kiedy byli już w środku.
Wewnątrz groty już ledwie tliło się niewielkie ognisko, jednak płomienne języki dość dobrze rozświetlały wnętrze sprawiając, że wyglądało nieco przyjaźniej.
- Położę się już spać, jeśli czegoś byś potrzebowała, to po prostu mnie obudź. - poinformował Maryse, a ta w odpowiedzi skinęła głową.
Wilk położył się w głębi jaskini i zasnął dosyć szybko.
Znów śniły mu się koszmary. Znów przez jego brak pewności co do swoich czynów ginęli jego bliscy. Teraz był sam w środku lasu, który okryty był białym puchem, a wilka zewsząd otaczały Księżycowe Demony. Jego ciało pod wpływem strachu było niezdolne do jakiegokolwiek ruchu. Nie może ani uciec, ani się obronić. Isomi są coraz bliżej, zataczają wokół niego coraz mniejsze koła. Sythe wie, że nie może uciec przed tym, co zaraz nastąpi. Z nagła rzuca się na niego jedna z istot, czuje jej chłód, już zamyka oczy...
I wtenczas się budzi. Zdyszany oraz z sercem bijącym jak oszalałe, ale bezpieczny w swej jaskini. Wzrokiem począł szukać wadery, która spała przy wejściu do groty. Cicho wstał uważając, by jej nie zbudzić. Powoli wyszedł na zewnątrz. Szybko znalazł sobie dogodne miejsce i tam usiadł. Nocne niebo nie było zasłonięte żadnymi chmurami, toteż miał doskonały widok na gwiazdy oraz księżyc, które rozświetlały okolicę. Ciemny nieboskłon wydawał mu się tak ciekaw, że niemal natychmiastowo przeszła mu chęć na sen, a także sprawił, że nieprzyjemny koszmar sprzed chwili odszedł w zapomnienie.
Basior odnosił wrażenie, że wszystko jest teraz takie spokojne. Otaczająca go cisza tylko potęgowała to uczucie. Głęboko westchnął i nawet nie zauważył, kiedy zaczął wstawać nowy dzień. Obserwował jak przygaszony błękit nieba zalewa się mieszaniną czerwieni i pomarańczu. Kątem oka dostrzegł ruch, była to Maryse, która najwyraźniej już wstała.

<Maryse?>

Od Sythe'a CD Asmodiusa

- Jestem wilkiem duszy. - odparł Sythe zerkając na swojego towarzysza.
- Masz jakieś... duchowe zdolności? - zainteresował się Asmo.
- Niestety nie. Potrafię się tylko teleportować i to na stosunkowo niewielkie odległości. - sprecyzował basior. - A ty?
- Iluzja. - powiedział młodszy wilk. - Jestem wilkiem iluzji. Potrafię tworzyć iluzje, materializować różne przedmioty, a także przywoływać wspomnienia. - wyjaśnił wpatrując się w niebo, na którym nie było żadnych chmur.
- Wspomnienia. - powtórzył Sythe. - To bardzo ciekawe umiejętności. - dodał po krótkiej chwili.
- Ja też tak sądzę. - zaśmiał się Asmodius.
Po tych słowach znów zapadła cisza. Oba wilki przez chwilę były pogrążone w swoich myślach. Ich uwagę zwróciło głuche warknięcie dobiegające spomiędzy drzew. Spojrzeli w tamtą stronę i w tym samym momencie ich oczom ukazał się niedźwiedź. Sythe spojrzał na rannego towarzysza.
- Nie dasz rady biec... - powiedział, po czym złapał go za łapę i w mgnieniu oka znaleźli się w zupełnie innym miejscu. Była to niewielka polana usiana rozmaitymi kwiatami.
- Co teraz? - spytał Asmodius.
- Nie wiem. Sam raczej go nie przepędzę. - odparł Sythe.
- Przecież mówiłem ci, że jestem wilkiem iluzji. Mogę mu tak namącić w głowie, aby sam odszedł. - rzekł basior. - Zawróć nas tam, zaufaj mi.
Starszy wilk spojrzał na Asmo. Z niechęcią położył mu łapę na łapie.
- Jesteś pewien? - upewnił się.
- Tak.
Po chwili znajdowali się przed jaskinią, a niedźwiedź bezczelnie wyjadał resztki sarny z ich śniadania.
- Daj mi chwilę. - powiedział Asmodius zamykając oczy.
Niedźwiedź nagle stanął na tylnych łapach i zaczął wymachiwać przednimi, jakby chciał się przed czymś bronić. Powoli się wycofywał. Sythe obserwował wszystko ze zdziwieniem, to przecież dość niecodzienny widok. Kiedy było już po wszystkim, wrócili do jaskini, gdzie znów położyli się przy progu.
- To było niesamowite. - powiedział starszy wilk.
<Asmo?>

Od Maryse CD Sythe'a

Był to basior. Na drodze spotykała wiele stworzeń, dużych, małych, wilków, innych zwierząt, mimo iż miała nadzieję, a raczej starała się ich unikać. Wystarczał jej całkowicie Neru. Teraz poznała Sythe'a.
Wilk kojarzył jej się nie zbyt dobrze, jednak nie przypominał ani jej ojca, ani starszego brata, mimo wieku podobnego do tego drugiego. Ten miał ładne, białe futro i niebieskie spojrzenie, nie czarne jak brudna smoła... Wyglądał też cały na milszego, przyjaźniejszego więc i Mari czuła obowiązek, aby być miła, nieważne jak bardzo miała ochotę się wycofać ze spuszczoną głową.
Kiedy ustalili wspólnie plan, od razu przeszli do działania. Podczas kiedy wilk skrył się w zaroślach, zadaniem wadery było oddzielić malucha od reszty stada. Zadanie nie zbyt ciężkie, nie mniej jednak samica obawiała się, że coś zepsuje. Czy Sythe będzie za to się na niej mścił? Przecież nie zrobiłaby tego specjalnie, nigdy nie robiła...
Mimo zawahań jednak ruszyła. Zwinnie wybiegła wprost na młode zwierzę, płosząc przy tym resztę stada. Uciekło w popłochu, pozostawiając malucha, w obawie o własne życie, tymczasem malec pognał w złą dla niego stronę, wprost na Sythe'a. Krótkie ukłucie żalu skierowanego do jelonka i w końcu się zatrzymała. Bez emocji patrzyła, jak zęby basiora zaciskają się na delikatnym gardełku oseska, aż w końcu po chwili wierzgania nogami, dusza uszła z jego drobnego ciałka.
Po wszystkim.
Sythe nieco nieprzytomnym spojrzeniem spojrzał na sarenkę, po czym wraz z Maryse westchnęli w tym samym momencie, zwracając swoją wzajemną uwagę. Spojrzeli po sobie. Zakrwawiony pysk basiora pokazał przyjemny dla oka uśmiech, który Mari mimowolnie odwzajemniła. Mniej szczery i żywy, blady, ale uśmiech.
Oboje zasiedli do posiłku, niewiele przy tym się odzywając. Wiewiórka w tym czasie bawiła się pośród trawy, będąc przy tym jednak czujna na wilki. Sam Neru zastanawiał się nad okolicznościami i nad nieznanym towarzyszem. Zazwyczaj w porze wieczornej wraz z właścicielką szukali bezpiecznego miejsca na spoczynek, aby przeżyć noc, a innych unikali. Teraz było inaczej.
Słońce chyliło się ku zachodowi, pozostawiając niebo w rażącym, pomarańczowym kolorze, było nadal ciepło. Po zwierzątku zostało trochę resztek, jednak żadne z wilków nie miało na nie ochoty, więc zwyczajnie je porzucili. Neru szybko wdrapał się na grzbiet właścicielki, która delikatnie zadrżała, jednak szła dalej prowadzona przez nowego Alfę w kierunku jego jaskini. Sama nie wiedziała, co ją skłoniło do tego. Chciała uciekać i nie wchodzić tam. Bała się najgorszego. Jednak było właśnie to "coś". Chciała wierzyć, że nie każdy na tym bezlitosnym świecie jest zły do końca.
<Sythe?>

piątek, 5 maja 2017

Od Asmodiusa CD Sythe'a

Wiosenna atmosfera gościła już na dobre na terenach watahy. Ciepłe słońce grzało krainę, delikatny wietrzyk szumiał między małymi, ledwo rozwiniętymi liśćmi rozłożystych drzew, a aura pachniała czystością i świeżością. Tym razem Asmo nie miał żadnych problemów z rozluźnieniem się. Wilki odpoczywały w popołudniowych promieniach, a towarzyszyły im śpiewy dziesiątki ptaków. Było po prostu spokojnie.
Wątek rozwijał się wokół nielicznej watahy oraz Isomi, jednak ani mała ilość członków, ani zmutowane jelenie nie zniechęcały młodszego basiora, który z ciekawością spoglądał na towarzysza.
- Nie ma ryzyka, nie ma zabawy. Moje życie, moje zasady... Trzeba jednak potrafić odróżnić odwagę od głupoty.- Stwierdził Asmo, po chwili bawiąc się źdźbłem trawy. Na jego pysku widniał delikatny uśmiech. Spotykał na swojej drodze już i odważnych, i głupich, nie ciężko ich od siebie odróżnić.
- Racja.- Przyznał Sythe, zwracając na siebie uwagę towarzysza.- Tak właściwie, co sprowadziło cię w te okolice?
Młodszy wilk ponownie się zamyślił. Ciekawość? Poszukiwanie szczęścia? Bezpiecznego miejsca? Ostoi, mimo młodego wieku?
- Szczerze mówiąc, sam nie wiem.- Oznajmił z rozbawieniem.- Nie planowałem się nigdzie zatrzymywać, chociaż wędrowałem od naprawdę sporego kawału czasu, a trafiłem tu bez większego celu. Pewnie szedłbym dalej i dalej, gdyby nie ten Isomi i twoja propozycja. Nie mniej jednak niczego nie żałuję i czuję, że dobrze postąpiłem, zostając.- Zakończył monolog, spoglądając na drugiego basiora. Sythe delikatnie się uśmiechał, z przymrużonymi ku niebu oczami.
- Cieszę się i liczę na to, że znajdą się jeszcze wilki, które postanowią zostać.
- Pozostaję z tobą w nadziejach, Przywódco.- Wyznał młodszy, ostrożnie przewracając się na plecy. Połamane żebra dawały o sobie znać przy każdym najmniejszym ruchu, a naprawiały się dosyć długo, na nieszczęście basiora. Najchętniej odrzuciłby wszystkie wspomagacze do łatania kości i poszedł pobiegać, jednak na tę chwilę nawet ta wizja go bolała i musiało mu wystarczyć świeże powietrze, błękitne niebo i słońce nad głową. Czegoż więcej chcieć?
Asmo przymknął powieki, relaksując się. Między wilkami nastała cisza, jednak nie należała ona do tych nieprzyjemnych. Teraz po prostu słowa nie były potrzebne i wygodniej było odepchnąć od siebie wszystkie problemy... A przynajmniej było cicho, dopóki młodszy wilk znowuż nie rozpoczął kolejnego tematu.
- Sythe, tak z ciekawości, jakiej jesteś rasy?
<Sythe-Panie-Alfo?>

Od Sythe'a

Basior leżał pod wielkim drzewem, które dawało cień. W tak słoneczne dni jak ten, przyjemny chłód był bardzo kojący. Wilk przymknął oczy i uniósł głowę do góry. Nie miał najmniejszej ochoty opuszczać teraz tego miejsca. Nagle do jego uszu dotarł dźwięk łamanej gałązki. Natychmiastowo podniósł się z ziemi i zaczął szukać wzrokiem źródła hałasu. Po drugiej stronie polany dostrzegł waderę o czarnym kolorze sierści i długim, czerwonym ogonie.
- Kim jesteś? - spytał cicho.
- Mam na imię Maryse. - odrzekła wilczyca. - A kim jesteś ty?
- Zwę się Sythe. Szukasz watahy...? Aktualnie znajdujesz się na terenach Watahy Księżycowych Demonów... - powiedział basior powoli zbliżając się do wadery. Kiedy był w odległości kilku kroków, zza grzbietu czarnej wilczycy wychyliła się równie czarna wiewiórka obserwująca go z wyraźnym zaciekawieniem.
- Jest tu wataha...? Żyjecie tuż obok tych niebezpiecznych stworzeń? - wilk usłyszał jej niepewny głos.
- Tak, o tej porze rzadko się je spotyka, a w zimie mało które z nich zapuszcza się do głównych miejsc watahy, zresztą w których czas spędzamy najczęściej. - powiedział Sythe.
- Rozumiem... - odparła cicho Maryse.
- Nie ma tu zbyt wielu wilków. Co tutaj robisz? - spytał uśmiechając się.
Nie był to dla niego codzienny widok. Miał okazję się z kimś zaprzyjaźnić i zamierzał tę szansę wykorzystać. Może nawet nowo poznana wadera dołączy do jego watahy? Miał szczerą nadzieję, że tak się właśnie stanie.
- Kierowałam się cały czas na wschód. Nie miałam pojęcia, że to czyjeś tereny. - odparła, po czym wbiła wzrok w ziemię.
- Rozumiem. Może jesteś głodna? Mogę zaoferować ci wspólne polowanie...? - zaproponował nieśmiało basior, bał się, że się narzuca, ale ciężko było mu podjąć jakikolwiek temat.
- Sądzę, że to dobry pomysł. - zgodziła się Maryse, co niesamowicie ucieszyło Sythe'a.
Wilk skinął głową, po czym ruchem łapy wskazał jej, by szła za nim. Po kilku minutach drogi napotkali małe stadko jeleni. Uzgodnili, że ich ofiarą będzie młode, które nieco oddaliło się od matki, co sprawiało, że jest łatwym celem. Rozdzielili się, wadera zakradła się pomiędzy stado, a młode, Sythe tymczasem zaczaił się niedaleko jelonka.

<Maryse?>

Świat mych marzeń

jest zbyt nierealistyczny, nawet dla mnie.

Autor obrazka: Seelensucherin

IMIĘ: Maryse
PSEUDONIM: Marie, Mara
PŁEĆ: Wadera.
WIEK: 3 lata
DATA URODZENIA: 15.02
CHARAKTER: Wadera o cichym i spokojnym usposobieniu. Nigdy nie pcha się z nosem w nie swoje sprawy, zawsze uległa, unika sporów. Często sprawia wrażenie bojaźliwej i coś w tym jest. Łatwo nią przestraszyć i zgnębić, nie walczy o swoje, nie odpyskuje, a przeczeka ciężką sytuację i odejdzie, kiedy będzie miała pewność, że jest bezpiecznie. Nie płacze nad sobą, nie płacze nigdy i nad niczym, nie widzi w tym sensu, po prostu milczy, żyje dalej. Ponad wszystko ceni sobie zaufanych przyjaciół, przy których potrafi się szczerze uśmiechać i śmiać. Cichutka i delikatna, wybacza, zazwyczaj milcząca, jednak towarzyska. Lubi trzymać się na uboczu przy zaprzyjaźnionych osobnikach i obserwować sytuację, nie jest jednak ciekawska. Bardzo kreatywna, kocha wymyślać bajki, wiersze, piosenki i bawić się ze szczeniętami, uwielbia malować i przebywać z roślinami, do których mówi najchętniej. Łatwo się przywiązuje do wszystkiego i mimo iż szybko sobie wszystko odpuszcza, a każdą porażkę przyjmuje na spokojnie, ma dobrą pamięć i nie zapomina.
GŁOS: Hasley - Control
STANOWISKO: Zielarka
RODZINA: Nie chce o nich wspominać. Jedynym kto przetrwał był jej brat.
PARTNER: Brak.
ZAUROCZENIE: Brak.
RASA: Wilk Snu
MOCE:
* Może wchodzić do czyichś snów i zmieniać je wedle uznania.
* Nie tyle moc, co dar- nie musi wcale spać, co nie zmienia tego, że może to robić. Zapada wtedy w tak zwany świadomy sen.
CIEKAWOSTKI:
* Kocha świat roślin. Potrafi się nimi zajmować, a te pod jej opieką rosną szybciej i z efektywniejszymi skutkami.
* Zna większość bajek, kołysanek oraz legend.
* W przeszłości była maltretowana, przez co teraz panicznie boi się czyjegoś dotyku. Jak na ironię boi się również samotności.
UMIEJĘTNOŚCI:

  • Siła: 10
  • Szybkość: 30
  • Wytrzymałość: 25
  • Efektywność mocy: 35

TOWARZYSZ: Neru jest przedstawicielem gatunku wiewiórek czarnych. Niewiększy niż łeb standardowego wilka, z krótkim, szorstkim futerkiem na ciele i długim, puszystym na sporym ogonie. Posiada krótkie przednie i długie tylne kończyny, zakończone palcami o długich pazurkach. Oczy wiewiórki są całkiem czarne, podobnie jak pędzelki na jej uszach.
Zazwyczaj przyjaźnie nastawiony, zupełnie oddany właścicielce, stanie w jej obronie. Jej jedyny przyjaciel.

Od Sythe'a CD Asmodiusa

Sythe'a ucieszyły słowa Asmodiusa. Od tak dawna z nikim nie rozmawiał, zaczęło mu tego brakować. Wilk przerwał odkładanie potrzebnych mu chwilę temu przyrządów na swoje miejsca i przyjaźnie uśmiechnął się do swego gościa.
- Cieszę się. - powiedział. - Dopóki ci się nie polepszy możesz zostać tutaj. Potem zajmiemy się szukaniem jakiejś jaskini dla ciebie. - dodał.
- Dziękuję. - odrzekł ranny basior.
- Nie ma za co.
 Następnego dnia Sythe wcześnie rano wyszedł z jaskini, starał się to zrobić cicho, by nie zbudzić przypadkiem swego towarzysza. Miał zamiar upolować jakieś dobre śniadanie, więc starał się znaleźć trop idąc z nosem przy ziemi. Szybko wyczuł sarnę. I to niedaleko od niego samego. Rozejrzał się wokół, wziął głęboki oddech wypełniając swe płuca powietrzem i rzucił się w pogoń za przyszłą ofiarą, biegł po jej śladach i miał nadzieję, że zaraz ją dopadnie. Był głodny, co go do tego strasznie determinowało.
 Pod jego łapami pojawiła się strużka krwi, wilk wlepił w nią wzrok. Od kiedy tylko pamiętał, czuł się źle zabijając, ale na samych leśnych owocach nie był w stanie przeżyć.
- Jak mam chronić siebie i bliskich, jeśli zabicie łani powoduje u mnie lęk przed samym sobą? - mruknął przerywając otaczającą go ciszę.
Spojrzał na ciało, które leżało obok niego. Złapał ją za kark i ciągnąc po ziemi zaprowadził do jaskini, gdzie czekał Asmodius.
- Witaj. - przywitał się młodszy basior.
- Miło cię widzieć. - uśmiechnął się Sythe. - Spójrz, udało mi się ją upolować niedaleko strumienia, nigdy nie widziałem jeleniowatych tak blisko serca watahy.
 Po dość obfitym posiłku oba basiory, leżąc u progu jaskini, wygrzewały się w wiosennych promieniach słońca.
- Są tu jeszcze jakieś wilki? - spytał ni stąd, ni zowąd Asmodius, czym nieco zaskoczył Sythe'a.
- Nie. Na razie jesteśmy tylko my. - odparł zgodnie z prawdą.
- Rozumiem.
- Ciężko tu kogokolwiek znaleźć. Wilki rzadko się tu pojawiają, bo wiedzą, że Isomi są groźne. - wyjaśnił Sythe patrząc cały czas w niebo. - Chociaż są i tacy, których to przyciąga.

<Asmo?>

Never fear shadows

 for shadows only mean there is a light shining somewhere near by...


Autor obrazka: Hioshiru

IMIĘ: Cheyenne
PSEUDONIM: Wołaj na nią jak chcesz, byleby ona tego nie słyszała...
PŁEĆ: Wadera.
WIEK: 4 lata
DATA URODZENIA: 11.06
CHARAKTER: Duma i uprzedzenie. Pierwsze każe jej być pewną zarówno swojej wartości, jak i godności, natomiast drugie być sceptycznie nastawionym do każdego istnienia i z dystansem się do innych odnosić. Oceniając kogoś z góry być może skazuje się na zgubę, jednak z drugiej strony, dlaczego miałaby tego unikać. Zależność od innych może przyczynić się do jej zagłady, a byle obelgi, czy nieprzychylność innych najmniej ją interesują. Nauczona pokory i wytrwałości zdaje sobie sprawę zarówno ze swoich mocnych, jak i słabych stron, doskonale wie, że poradzi sobie sama, w pełni niezależna, oddana temu, co uważa za cnoty. Ceni w innych to, co nakazuje jej swoja duma, a wszelkie impertynencje zaciekle ignoruje. Arogancja, która dla innych jest czymś naturalnym wiąże się jednocześnie z brakiem zainteresowania daną istotą, a w konsekwencji brakiem akceptacja przez Cheyenne. Sama być może i bywa bezczelna, jednakże honor nakazuje jej przeprosić za swe zachowanie, czym zjednała już sobie nie jednego pobratymca. Okazuje szacunek tym, których uzna za godnych tego szacunku, a dobrze jest wiedzieć, że jeżeli ktoś straci, czy to jej szacunek, czy zaufanie, które również niezmiernie trudno zdobyć, to nie prędko go odzyska. Najczęściej zwraca się do innych, niepoznanych z imienia przed per „Pani”, bądź „Pan”, czym pokazać chce, że pomimo rezerwy, którą obdarza, liczy się ze zdaniem innych, które przecież może być uznane za wskazówkę, bądź przestrogę. Doświadczenie można nabyć przecież na wiele różnorakich sposobów, a wadera nie stroni od wszelkich opowieści życiowych, przedstawianych przez innych. Gdy owe historie zostają przez innych opowiedziane ta czuje się jednak jakby nabyła nieco więcej lekcji życia. Samica nie wywyższa się co prawda nad innych, jednak gdzieś w głębi duszy czuje się od pozostałych nieco lepsza – zarówno jako osobnik bardziej doświadczony, jak i taki, który ma doskonale ułożoną hierarchię wartości. Swoich pobudek jednak nie przedstawia przed innymi, ponieważ takie zachowanie z jej strony mogłoby być przynajmniej nietaktowne. Rozmowy prowadzi w sposób nad wyraz kulturalny, tak, aby nie ubliżyć swymi słowami innym, z drugiej jednak strony nuży ją rozmowa, gdy nie ma na nią ochoty. Wydawać się może wtedy niezmiernie zamyślona, jakby przez chwilę pozostawała w innym, lepszym świecie, często również nie utrzymuje natenczas bezpośredniego kontaktu wzrokowego z rozmówcą. Argumenty, które podczas owej konwersacji przedstawia zawsze poparte są dowodami, aby uniknąć niepotrzebnych dyskusji, prowadzących przeważnie do kłótni. „Mowa jest srebrem, milczenie złotem”, z czego sprawy doskonale zdaje sobie Cheyenne. Nie wyraża ona swej opinii, gdy wie, że słowa w danej sytuacji są co najmniej zbędne, bądź niepoparte żadnym wywodem. Po cóż mówić, jeżeli pewne sprawy można po prostu przemilczeć? Odwaga i honor to dwie cnoty, które samica ceni sobie najbardziej, dla niej bowiem są one najważniejsze, natomiast każda istota, która jest ich pozbawiona nie ma racji bytu. Wartości tych należy strzec, ponieważ są to nieliczne, które kreują wszelki porządek na świecie, przyczyniając się do nieustannego rozwoju istnienia na planecie. Według Cheyenne atut ten powinien posiadać każdy wilk, zwłaszcza basior, który jest zdolny oddać życie za watahę, czy własną rodzinę. Kolejna jest wiara we własne możliwości, które nieopisanie wręcz pomagają w osiągnięciu celu. Czymże jesteśmy bez wiary? Właściwie niczym, bo bez wiary w samego siebie przyczyniamy się do swojej zagłady. Cheyenne nie raz straciła wiarę w swoje istnienie, co sprawiło, że czuła się gorzej, zarówno na ciele, jak i na duszy. Po czasie jednak zaczęła wierzyć w siebie, co przyczyniło się do jej sukcesu. Zrozumiała, że wyznanie pomaga. Następna z cnót, bez których nie wyobraża sobie swej egzystencji jest nadzieja. Nie raz pomagała jej przezwyciężyć najcięższe z problemów, podtrzymując ją tym samym na duchu i jakby okalając jej duszę. Ostatnią jest miłość. Miłość nie tylko do partnera, czy partnerki, ale miłość do bliźniego, która pomaga Cheyenne przezwyciężyć zarówno dumę, jak i uprzedzenie, ale tylko w nielicznych momentach. Sparzyła się bowiem na tyle, aby nie ufać komu popadnie, nie dlatego, że nie chce zostać skrzywdzona, a raczej dlatego, że to ona nie chce nikogo skrzywdzić. W duchu obwinia się za śmierć rodziców oraz najlepszego przyjaciela. Nie bywa już tak często, jak wcześniej szczęśliwa, coraz rzadziej daje ponieść się emocjom, czy chwili. Wielu uważa ją za oschłą. Być może taka jest. Być może swoim zachowaniem, czy sposobem bycia i wyglądem sprawia takie wrażenie – nieczułego wręcz gbura, bojącego się zaangażowania. Nie wdaje się w konwersacje za często, odpowiada prawie lakonicznie, unikając tym samym długich monologów, które by mogły zanudzić rozmówcę. Nie lubi się śmiać, przynajmniej już nie. Śmiech bywa dla niej nawet oznaką słabości, czymś, czego trzeba się naprawdę wystrzegać. Zdarza jej się uśmiechnąć, często jednak z przymusu, czy grzeczności, bowiem tak nakazuje chwila. Jakby po tych wszystkich okrutnych momentach życie z niej wręcz wyparowało. Niektórzy sądzą, że jest gburowatą egoistką, zapatrzoną jedynie w siebie. Egoistką, bo jakby nieczuła na potrzeby innych woli milczeć, a gbur, bo nie tak jak to całe rozszalałe towarzystwo, woli zacisze swojej własnej jaskini. Wielu stroni od jej obecności, uznając ją za waderę, co prawda w kwiecie wieku, jednak nudną, taką, która nie poddaje się głupim naciskom ze strony innych. Być może to wszystko jest prawdą. Być może to wręcz zagorzała fanatyczka spokoju i ciszy. Być może lepiej czuje się osamotniona, w swoim własnym towarzystwie. Być może rozmyśla wtedy o tym, co się stało, o tym, kim jest, o tym, co tutaj robi, o tym, czy może być lepiej. Śmiało stwierdzić jednak można, że nie jest arogantką, czy kretynką, która gdzieś w tej swojej postawie nieprzystępnej, potrafi dostrzec w drugim stworzeniu zalety, a nawet porozmawiać, czy zaprzyjaźnić się. Ciężkie to bywa jednak przez jej trudny charakter, który z góry narzuca jej to, co powinna zrobić w danym momencie. Prawda i mówienie prawdy, szczerość i zrozumienie. Nie można być prawym stworzeniem, nie mówiąc prawdy i nie postępując w imię prawdy. Cheyenne doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że inni nie chcą być okłamywani, więc prawdę i szczerość stawia sobie na jednym z pierwszych miejsc. Oszukanie kogoś równoważne jest dla uczucia klęski. Nie można kogoś okłamywać tylko dlatego, aby ten przez chwilę poczuł się dobrze, zapomniał o swoich zmartwieniach, bo gdy już zdecydujemy się oszukać wszystkie umartwienia powrócą, ze zdwojoną tym razem siłą. Bez zrozumienia nie można być szczerym. Wadera brzydzi się kłamstwem, uważając je za tchórzostwo. Całkowicie oddana swoim wartościom wie, że kłamstwo prędzej czy później zostanie odkryte. Stosowanie prawa i przestrzeganie prawa. Od stosowania prawda należy jednak odróżnić jego przestrzeganie, czyli postępowanie zgodne z wszelkimi normami prawnymi. Innymi słowy, należy zastosować się do prawa, o czym Cheyenne doskonale zdaje sobie sprawę. Sądzi, że zasady są ustalone po to, aby ich przestrzegać, a nie po to, aby były łamane. Punktualność jest kluczem. Samica woli stawić się na miejscu wcześniej, niżeli być spóźnioną, gdyż uważa, że owe spóźnienie jest co najmniej oznaką ignorancji. Cheyenne to wadera opanowana i stateczna, która nie da się tak łatwo ponieść emocjom, często tłumiąc je jednak w sobie ma gorsze dni, bądź musi iść poćwiczyć, aby rozładować gromadzące się w niej napięcie. Robi to jednak w odosobnieniu tak, aby nikt nie zdołał ją dojrzeć. Pomimo swego oziębłego temperamentu jest jednak w niej coś pozytywnego. Miewa ona przebłyski optymizmu, czasem nawet potrafi się szczerze uśmiechnąć. Kultura, elokwencja oraz maniery, których używa na co dzień olśniły już nie jednego wilka, a komplement, często trafny, oczarował nie jedną istotę. Odznacza się niewypowiedzianym wręcz spokojem, umiejąc zachować się w towarzystwie. Nie można powiedzieć, że skoro jest oschła, jest pozbawiona jakiegokolwiek poczucia humoru. Cheyenne potrafi docenić dobry żart, sama czasem umie opowiedzieć zabawną historię. Woli jednak to ukrywać, zważywszy na stereotypy krążące wokół jej osoby. Inteligencja. Coś, czym potrafi pochwalić się nie w jednym momencie swego życia i coś, co traktuje jako podstawę. Według niej inteligencji nie da się nabyć – ją się albo posiada, albo nie. Zna jakby nieograniczoną ilość ciekawostek, którymi co prawda nie lubi rzucać na prawo i lewo, a zachowując je w tajemnicy ujawnić w odpowiednim momencie, zaskakując innych. Dobroć. Tak. Nie można zarzucić, że jest naprawdę nieczuła. Pod powłoką gbura skrywa jakby jej inna postawa, mniej egoistyczna, która potrafi wyciągnąć pomocną łapę i podnieść na duchu. Jest kompanem jednakowo w rozmowach, czy spacerach, a wiedzieć trzeba, że posiada wręcz niesamowity dar słuchania. Nie przerywa bowiem komuś, a po wypowiedzi potrafi udzielić rzetelnej i co najważniejsze obiektywnej odpowiedzi. Przyjaźń. Ponoć prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, zatem Cheyenne jako stracona, pozbawiona wszystkiego gotowa jest się zaprzyjaźnić. Zanim jednak to się stanie musi owego kandydata na przyjaciela poznać wystarczająco dobrze. Nie obdarza się przecież zaufaniem i uczuciami kogoś, kto nie jest tego warty – jest to główne postanowienie wadery. Miłość. Tego uczucia doznała w życiu raz, nietrafnie, jednak skora jest odkryć go ponownie. Uczucia tego pragnie najbardziej, aby stać się lepszą i już na zawsze porzucić fasadę samicy oziębłej, który w pojmowaniu przez innych niezdolna jest do uczuć. Potrzeba jednak czasu i oddania, aby ta ponownie się zakochała. Pozory często mylą. Pod skorupą niezależnej, doświadczonej życiowo samicy, skrywa się jednak istota o dobrym sercu. Wilk z pozoru oziębły potrafi być miły, z pozoru dumny, potrafi kochać, z pozoru zapatrzony w siebie potrafi pomagać. Zrodzona z matki pesymistki i ojca optymisty pewna jest sprzeczności. Często niewidocznych, bowiem, aby odkryć jej tajemnicę należy ją poznać.
GŁOS: Demi Lovato - Stone Cold
STANOWISKO: Szamanka
RODZINA: Matka - Alyss; Ojciec - Koday
PARTNER: Nawet w prawdziwej miłości pierwsze następuje zauroczenie... 
ZAUROCZENIE: - - -
RASA: Wilk Natury
MOCE:
● Całkowita kontrola nad fauną i florą, oraz wszelkimi zasobami ziemi.
● Swoista regeneracja, wraz z uzdrawianiem.
● Dar porozumiewania się ze wszystkimi żyjącymi istotami, m.in. zwierzętami leśnymi, roślinami oraz... ludźmi.
CIEKAWOSTKI:
● Cheyenne, choć wydaje się to wielce nieprawdziwe, cierpi na kilka, bardzo ciążących na jej psychice fobi:
- lekką antrofobię - lęk, panika przed innymi;
- arsonfobię - lęk, panika przed większym ogniem;
- (i) keraunofobię - lęk, panika przed piorunami, burzą.
● Posiada skłonności melancholika. Przejawia chęci samobójcze, przeżywa załamania nerwowe.
● Wadera na ogół prowadzi życie samotnika. Trzyma się na uboczu stada, rzadko wchodzi w jakiekolwiek interakcje z pozostałymi członkami watahy. Po części jest to wynik jednej z fobii, na którą cierpi, ale w gruncie rzeczy i tak bardziej stroni od towarzystwa dzikich zwierząt leśnych, niż wilków.
UMIEJĘTNOŚCI:

  • Siła: 14
  • Szybkość: 26
  • Wytrzymałość: 24
  • Efektywność mocy: 36

TOWARZYSZ: Raven to nieco przerośnięty gatunkowo kruk, znacznie różniący się od reszty swej rodziny. W przeciwieństwie do innych ptaków ma białe upierzenie, gdzieniegdzie wpadające w istnie kremową barwę. Jego oczy są przeszywająco szare, obszyte czarną otoczką na górnej i dolnej powiece. Akcent ten, skutecznie łagodzi jednakże bladoróżowy, masywny dziób kruka. Tego samego koloru są także jego kończyny, zakończone ostrymi szponami.
Raven to wierny i oddany przyjaciel Cheyenne, od bardzo dawien dawna. Przeżyli razem wiele lepszych i gorszych chwil, nie pomijając faktu, że ich przeszłość została nieprzerwalnie złączona już za szczenięcych lat wadery.

poniedziałek, 1 maja 2017

Od Asmodiusa CD Sythe'a

Zupełnie obcy basior ot, tak zaproponował mu pomoc? Zadziwiające... Mimo wszystko warto było skorzystać, sam daleko by nie zaszedł, szczególnie o tej porze. Słońce chyliło się ku zachodowi, pozostawiając na niebie pomarańczowe smugi, czasem zakrywane przez ubarwione na szaro chmury. Asmo przysiadł tuż przy wyjściu, by móc obserwować wszystko, co dzieje się na zewnątrz, gdy Sythe żwawo przemieszczał się po jaskini. W końcu padło pytanie dotyczące całego zdarzenia, przez które młodszy basior tu trafił.
- Załatwiła mnie łania. Jak mogłeś dostrzec, zabiłem jej potomka. Gdy było już za późno na ratunek, ona sprzedała mi widowiskowego kopniaka prosto w żebra.- Krzywy uśmiech wpłynął na pysk wilka, a gdy Sythe zaczął go opatrywać, samiec kontynuował.- Więc położyłem się, aby odpocząć. Nie spodziewałem się jednak wizyty ze strony Isomi...- Urwał, czując ból w klatce. Cicho syknął pod nosem, zaraz ponownie się szczerząc niczym masochista.- Bydle zniknęło tak szybko, jak się pojawiło... Pewnie poszedł za stadem parzystokopytnych.- Mruknął. Zdołał tylko zerknąć na skupiony pysk wilka, nim przeszyła go kolejna nieprzyjemna fala.
- Isomi? O tej porze roku raczej są rzadko spotykane.- Stwierdził starszy, urywając tym temat. Asmodius mimo przyjaznego nastawienia nie miał ochoty na rozmowę, przynajmniej nie w tej chwili, kiedy był bandażowany i do końca zabiegu żaden z nich się nie odezwał, prócz kilku przekleństw, wyrzucanych z pyska rannego. Gdy Sythe ostatecznie odsunął się od gościa, ten zaczął rozmowę jako pierwszy.
- Bardzo źle?- Bąknął, nadal próbując się zbyt nie poruszać. Każdy najmniejszy gest tymi partiami ciała powodował u niego dosyć nieprzyjemne wrażenia, więc wolał tego nie robić.
- Trzy złamane, powinny się dobrze wyleczyć.- Oznajmił beznamiętnie starszy basior, zabierając się za podłożenie drewna do ogniska, rozpalonego w centralnej części jaskini. W międzyczasie na zewnątrz zrobiło się już zupełnie ciemno.
Asmo westchnął, pozwalając sobie na ułożenie się pod ścianą mieszkania gospodarza.
- Świetnie, tego mi brakowało... Nie mniej jednak dziękuję ci za pomoc, nie wiem, jak ja się odwdzięczę.- Uśmiechnął się szeroko.- To znaczy, nie w tym stanie, ale się odwdzięczę...
- A co powiesz o dołączeniu do watahy?- Asmo wyłapał krótkie spojrzenie w jego stronę, nim starszy basior wrócił do krzątania się po jaskini.
Była to propozycja dosyć zadziwiająca dla gościa, jednakże kusząca. Nowa wataha to nowe przygody i znajomości, poza tym musiał odwdzięczyć się drugiemu wilkowi za ratunek.
Szeroki uśmiech ozdobił pysk Asmo, gdy wypowiadał słowa aprobaty, po czym wyczekiwał reakcji.
- Jasne, z ogromną chęcią.
<Sythe?>

Od Sythe'a CD Asmodiusa

 Biały wilk ostrożnie przemierzał tereny swej watahy. Wprawdzie na razie był tu sam, ale miał nadzieje, że niedługo się to zmieni. Do krainy powoli wkraczała wiosenna pora, zwana tu vanethies. Stwory, zwane Isomi, nie były wówczas spotykane zbyt często, toteż mało kto odczuwał strach oddalając się od serca Watahy Księżycowych Demonów.
 Sythe od kilku dni czuł czyjąś obecność. Nie wiedział do końca czy chodzi o wilka, czy też o coś innego, dlatego był czujny. Wolno stawiał łapy, które jakby zatapiały się w miękkim mchu. Do jego uszu docierał szum strumienia, który płynął nieopodal, a także piękny śpiew ptaków siedzących w koronach drzew. Promienie słońca grzały jego sierść, co stawało się dosyć nieznośne, więc postanowił przysiąść na chwilę pod rozłożystym dębem. Miejsce, w którym się znajdował, to niewielka polana otoczona zewsząd drzewami. Pomiędzy kłosami traw doskonale widać było pierwsze polne kwiaty.
- Chyba pora już ruszać... - westchnął i leniwie wstał.
Rozejrzał się dookoła, po czym wszedł między najbliższe krzewy. Starał się stąpać cicho, aby nie zwracać na siebie zbyt dużej uwagi. Nagle do jego nozdrzy dotarł zapach krwi. Natychmiastowo się wyprostował i zaczął węszyć, usiłując znaleźć źródło woni.
***
- Czasem mam więcej szczęścia niż rozumu. - zaśmiał się basior.
Sythe wiedział, że tajemniczy jegomość był ranny. Świadczył o tym chociażby grymas bólu wymalowany na pysku wilka.
- Mam na imię Sythe. Jesteś ranny, mogę ci jakoś pomóc? 
- Chętnie przyjmę twą pomoc. Ja jestem Asmodius. - odparł cicho.
- Potrafię się teleportować... Jestem w stanie przenieść cię do mojej jaskini, tam będę mógł opatrzyć twoją ranę... - powiedział Sythe wpatrując się w nowo poznanego towarzysza.
Asmodius nic nie odpowiedział, jedynie skinął głową. Sythe złapał basiora za łapę, po czym zamknął oczy. Chwilę później wokół nich pojawił się świetlisty krąg, a po kilku sekundach znaleźli się w jaskini Sythe'a. Wilk szybko rozpalił ognisko, aby rozjaśnić swoje lokum, a gościowi nakazał usiąść i się zbyt dużo nie ruszać. 
- Opowiesz mi, co się stało? - spytał dosiadając się do Asmodiusa wraz z materiałami do opatrunku.

<Asmodius?>

Od Asmodiusa

Trzy lata. Trzy lata minęły, od kiedy wraz z braćmi wyruszyliśmy z rodzinnej watahy, każdy w swoją stronę. Czy żyją? Jak im się układa? Dobre pytania. Miałem nadzieję, że sobie radzą, w końcu życie nie jest takie okropne, a szczególnie dla takich, jak oni... Mnie osobiście nie wychodziło najgorzej- bywały dni lepsze i te gorsze, jednak ze wszystkiego zazwyczaj wychodziłem bez szwanku... Cóż, zazwyczaj... Aktualnie spoczywałem na świeżo upolowanym koźlaku. Młoda sarna nie była wielkim problemem, a mnie samego była w stanie wyżywić, jednak nie spodziewałem się nagłego odwetu ze strony matki, gdy porwałem jej dzieciaka. Niby nic wielkiego, jednak epicki kop w żebra skutecznie mnie unieszkodliwił. Tyle miałem szczęścia, że się sama sarna szybko wycofała do swojego stada, czując, że malucha już nie uratuje. Tak skończyłem z martwą, zakrwawioną sarenką i prawdopodobnie złamanymi żebrami, na skutek czego właściwie nie mogłem się poruszać, a bolało jak cholera. Analizowałem sytuację spokojnie, bez pośpiechu i otuliwszy się ogonem, ostrożnie ułożyłem łeb na chłodnym ciałku, z którego nadal sączyła się żywo czerwona maź. Początki wiosny nigdy nie były przesadnie ciepłe, przynajmniej tam, gdzie ja się wychowałem. Ojciec uczył nas jak polować na młode zwierzęta, a matka jak unikać niebezpieczeństw. Tym razem nawet jednak i to nie było w stanie mi pomóc, gdy spomiędzy powoli obrastających w pączki gałęzi wyłoniła się nienaturalnie chuda istota. Wyłysiały, kościsty jeleń poruszał się dosyć sztywno i wolno, łeb unosząc nieznacznie nad ziemią, a ja, wraz z pośpiesznie bijącym sercem czułem, że to już po mnie.
Byłem wręcz przerażony i w sumie nie wiem jakim cudem udało mi się schować łeb za sarenką w idealnym momencie, kiedy stwór uniósł swój.
Byłem jednocześnie zalany falą wspomnień, dotyczących wszystkich ofiar Isomi i sparaliżowany strachem. Dlaczego ten przebrzydły potwór jest tutaj teraz?! To odwet za tą sarnę?!
Oczekiwałem najgorszego, że nawet nie poczuję bólu, a już zginę, że jeżeli się poruszę, to będzie koniec, że nie zdążę nic zrobić, a będzie po wszystkim.
Wstrzymując oddech, zaciskałem powieki w obawie, że zmora już stoi nade mną i patrzy z politowaniem na moje nieszczęście, mimo iż to właściwie niemożliwe. Nie chciałem się ruszać, byłem zbyt przerażony, prędzej bym zemdlał. Modliłem się, tylko żeby ujść z życiem. Tutaj działała adrenalina, nie zdrowy rozsądek.
- Wszystko w porządku?- Ładny, przyjemny głos rozbrzmiał w mojej głowie.
Ha! Oczywiście, że nie w porządku! Błagałem, by zmora odeszła. Czy to sen?
- Ohh... Przepraszam, czy nic tobie nie dolega?- Delikatne smyrnięcie pędzelka mojego ucha jednak utwierdziło mnie w tym, że to nie sen. To było zbyt realne.
- Nie jesteś demonem, prawda?- Prawie że wyszeptałem, ostrożnie unosząc łeb sponad łap. Był wieczór, co było równoznaczne z tym, że leżałem tu długo.
- Nie, nie wydaje mi się...- Rozbrzmiał ponownie głos.
Z ociąganiem próbowałem się podnieść, jednak żebra dały o sobie znać, więc skrzywiłem się, jakby obdzierano mnie ze skóry i instynktownie złapałem się za bolące miejsce... Ale usiąść się udało! Tragiczna wytrzymałość robi swoje.
Posiadaczem ładnego głosu okazał się basior, o równie ładnych oczach. Obserwował mnie z kamiennym wyrazem pyska.
- Czasem mam więcej szczęścia, niż rozumu.- Zaśmiałem się nerwowo, po chwili znów zaciskając zęby z bólu, a mój wzrok spoczął na nienaruszonej ofierze w postaci sarenki. Chyba jej śmierć była daremna, zjedzą nią ptaki, lub dziki, bo na mnie nie miała co liczyć.
<Sythe?>

Nadzieja umiera ostatnia, no nie?


Autor obrazka: Favetoni

IMIĘ: Asmodius
PSEUDONIM: Asmo, Asmoś
PŁEĆ: Basior.
WIEK: 5 lat
DATA URODZENIA: 13.06
CHARAKTER: Zacznijmy od tego, że Asmodius przede wszystkim jest wilkiem dobrym, o wielkim sercu i nie potrafiłby przejść obojętnie wobec ciężko zranionej istoty, nawet największego wroga. Zawsze stara się szukać pozytywów i najlepszych dla wszystkich rozwiązań. Smutnych stara się pocieszać, natomiast wściekłych uspokajać, nawet kosztem własnego zdrowia, co niestety jest zarówno wadą, jak i zaletą, ponieważ zazwyczaj daje sobie wejść na głowę. Uwielbia aktywność fizyczną i zazwyczaj wszędzie go pełno, a przy tym jest... delikatnie mówiąc ciamajdą, w związku z czym często pakuje się w kłopoty, z których za sprawą niewyjaśnionych zajść zazwyczaj się wyswabadza- to tak, jakby nad jego kalectwem czuwał ktoś, komu zwyczajnie jest go żal. Nie wypada jednak zakańczać tak krótko. Wilk uwielbia kontakty towarzyskie, jest zabawny i przyjazny, stara się uśmiechać jak najwięcej, medal jednak ma dwie strony. Nie zagłębia się w konflikty, ani czyjeś sprawy, lecz gdy sytuacja tego wymaga, z lekką trudnością ale zachowa zimną krew i stanie po słusznej stronie, potrafi być poważny. W swoich chwilach rozpaczy zakłada maskę złudnego szczęścia, aby potem w samotności się wypłakać. Dla bliskich jest w stanie poświęcić wszystko co tylko ma, aczkolwiek największa w jego życiu wartość to nadzieja. Nadzieja na lepsze jutro, nadzieja na czyjąś poprawę, nadzieja na pomoc z czyjejś strony. W końcu ona umiera ostatnia, no nie?
GŁOS: Why Worry
STANOWISKO: Odkrywca
RODZINA: Nick miał trójkę braci, z czego najstarszy poległ w walce z niedźwiedziem. Rodzice sobie gdzieś żyją, każdy poszedł w inną stronę.
PARTNER: Brak
ZAUROCZENIE: Serce nie sługa, bywa różnie
RASA: Wilk Iluzji
MOCE:
♦ Potrafi tworzyć iluzje, które zachowuje dla siebie lub może rozszerzyć je na określoną ilość stworzeń. Iluzje są bardzo realistycznie, jednak podczas nich widzącemu nic nie może się stać.
♣ Może materializować niewielkie przedmioty wedle swojej wyobraźni, np. kolorowe kamienie, nienaturalnie ubarwione owady.
♥ Potrafi przywoływać dowolne wspomnienia danego wilka. Sam ich nie widzi, ale może je selekcjonować na te przyjemne, i te mniej fajne, lub deformować wedle własnego widzimisię.
CIEKAWOSTKI:
♣ Uwielbia owady, wszelakie robactwo i węże. Uważa je za urocze i kochane, natomiast żywi niechęć do gryzoni.
♦ Swoje ratujące go szczęście nazywa czasem imieniem najstarszego brata- Marcho
♥ Jego ulubiony kolor to zieleń, a cyfra to 7
♠ Nie znosi swojego imienia i często z niego żartuje.
• Nocą jego oczy oddają blask podobny do świeczek.
UMIEJĘTNOŚCI:

  • Siła: 20
  • Szybkość: 30
  • Wytrzymałość: 15
  • Efektywność mocy: 35

TOWARZYSZ: Brak

Żyjemy tak jak śnimy - samotnie

Znalezione obrazy dla zapytania white wolf tatchit
Autor obrazu - Tatchit.



IMIĘ: Sythe
PSEUDONIM: - - -
PŁEĆ: Basior.
WIEK: 6 lat.
DATA URODZENIA: 06.12
CHARAKTER: Sythe jest spokojnym, cichym, melancholijnym wilkiem. Odzywa się najczęściej tylko pytany, rzadko sam inicjuje rozmowę. W swoim sześcioletnim życiu nie był jeszcze nigdy w żadnym związku. Możliwe, że to przez jego introwertyzm oraz obwinianie się o wszystko, co złe na tym świecie. Nie znaczy jednak to, że nie wie, co to miłość. Otóż wie, lecz nigdy jeszcze nie kochał żadnej wadery. Basior ten jest także odważny. Łatwo go przekonać do zmiany zdania i często przeprasza, nawet jeśli nic nie zrobił. Nie zna się na żartach oraz nie ma zbyt dużego dystansu do siebie. Jest pamiętliwy, najmniejszą zdradę zapamięta na długo. Potrafi wybaczać, ale nigdy nie zapomina.
GŁOS: ECHO
STANOWISKO: Basior Alfa.
RODZINA: Wie tylko, że gdzieś na świecie ma swojego kuzyna.
PARTNER: - - -
ZAUROCZENIE: - - -
RASA: Wilk Duszy.
MOCE:
- Teleportacja - Sythe potrafi się teleportować na niewielkie odległości. Gdy używa tej mocy wokół niego pojawia się świetlisty krąg, który zaczyna lśnić coraz mocniej uniemożliwiając zobaczenie w jaki sposób wilk znika.
CIEKAWOSTKI: Sythe nie należy do najciekawszych istot.
  • Siła: 25
  • Szybkość: 25
  • Wytrzymałość: 25
  • Efektywność mocy: 25
TOWARZYSZ: Zbyt aspołeczny nawet na zaprzyjaźnienie się z innym zwierzęciem.