sobota, 6 maja 2017

Od Asmodiusa CD Sythe'a

Zwierzę wyglądało na przerażone, takie też zresztą było. Asmo oraz Sythe stali w bezruchu, obserwując, jak brunatna bestia znika pomiędzy drzewami. Pewnikiem było, że szybko tu nie wróci.
- To było niesamowite.- Stwierdził starszy z basiorów, a na pysk Asmo wpłynął delikatny uśmiech.- Co mu pokazałeś?
- Szerszenie wystarczyły, bałem się, że się nie uda...- Przyznał, wzdychając z ulgą.
- Miałeś kiedyś taki przypadek? W sensie, że iluzja się nie powiodła?- Spytał Alfa, na co Asmo po chwili przytaknął.
- Zaatakował mnie obcy basior. W stresie nie skupiłem się wystarczająco i zagubiłem we własnych myślach. Przerażające doświadczenie.- Wilk uśmiechnął się krzywo na samo wspomnienie felernego wypadku.- Uratował mnie, pamiętam, inny wilk. Wyszło na to, że wraz z moim napastnikiem wtargnęliśmy na tereny obcej sfory. Nim się spostrzegli, ja zwiałem. Niehonorowo, jednak to był lęk. Byłem młodszy i mniejszy od obydwóch.
- Rozumiem.- Skinął głową drugi wilk, natomiast młodszy był mu wdzięczny na niedrążenie niekomfortowego tematu. Szanującemu się wilkowi nie wypada uciekać z pola bitwy, no ale cóż, uznawał swój argument za słuszny, z nadzieją, że Alfa również zrozumie.
Po chwili milczenia, Asmo ostrożnie się przeciągnął i spojrzał na towarzysza, który jakby nieobecny spoglądał w dal za niedźwiedziem.
Młodszy z wilków ciekawy był, o czym teraz myślał jego przywódca, a ostatecznie skończyło się na tym, że oboje ponownie rozłożyli się pod niebem, każde rozmyślając nad inną rzeczą. Myśli Asmo zaprzątał właśnie sam Alfa. Dlaczego zechciał założyć watahę właśnie w tych rejonach? Czy jest miejscowy, czy po prostu przybył i został oczarowany przez widowiskowe tereny? Sam wilk nie wiedział, czemu aż tak go to zainteresowało, jednak myślał dalej, aż w końcu odetchnął, spoglądając w bezchmurne niebo. Przymrużył spokojnie oczy, a kiedy je otworzył, otrzymał to, co miał nadzieję zobaczyć. Szturchnął więc delikatnie towarzysza, szczerząc się szeroko. Dookoła latała chmara wielokolorowych motyli, które w odróżnieniu od wizji niedźwiedzia, były prawdziwe.
- Jak ja lubię owady.- Przyznał po chwili, wpatrując się w maleńkie istotki, wachlujące delikatnymi skrzydełkami na wietrze.
<Sythe?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz