sobota, 6 maja 2017

Od Maryse CD Sythe'a

Był to basior. Na drodze spotykała wiele stworzeń, dużych, małych, wilków, innych zwierząt, mimo iż miała nadzieję, a raczej starała się ich unikać. Wystarczał jej całkowicie Neru. Teraz poznała Sythe'a.
Wilk kojarzył jej się nie zbyt dobrze, jednak nie przypominał ani jej ojca, ani starszego brata, mimo wieku podobnego do tego drugiego. Ten miał ładne, białe futro i niebieskie spojrzenie, nie czarne jak brudna smoła... Wyglądał też cały na milszego, przyjaźniejszego więc i Mari czuła obowiązek, aby być miła, nieważne jak bardzo miała ochotę się wycofać ze spuszczoną głową.
Kiedy ustalili wspólnie plan, od razu przeszli do działania. Podczas kiedy wilk skrył się w zaroślach, zadaniem wadery było oddzielić malucha od reszty stada. Zadanie nie zbyt ciężkie, nie mniej jednak samica obawiała się, że coś zepsuje. Czy Sythe będzie za to się na niej mścił? Przecież nie zrobiłaby tego specjalnie, nigdy nie robiła...
Mimo zawahań jednak ruszyła. Zwinnie wybiegła wprost na młode zwierzę, płosząc przy tym resztę stada. Uciekło w popłochu, pozostawiając malucha, w obawie o własne życie, tymczasem malec pognał w złą dla niego stronę, wprost na Sythe'a. Krótkie ukłucie żalu skierowanego do jelonka i w końcu się zatrzymała. Bez emocji patrzyła, jak zęby basiora zaciskają się na delikatnym gardełku oseska, aż w końcu po chwili wierzgania nogami, dusza uszła z jego drobnego ciałka.
Po wszystkim.
Sythe nieco nieprzytomnym spojrzeniem spojrzał na sarenkę, po czym wraz z Maryse westchnęli w tym samym momencie, zwracając swoją wzajemną uwagę. Spojrzeli po sobie. Zakrwawiony pysk basiora pokazał przyjemny dla oka uśmiech, który Mari mimowolnie odwzajemniła. Mniej szczery i żywy, blady, ale uśmiech.
Oboje zasiedli do posiłku, niewiele przy tym się odzywając. Wiewiórka w tym czasie bawiła się pośród trawy, będąc przy tym jednak czujna na wilki. Sam Neru zastanawiał się nad okolicznościami i nad nieznanym towarzyszem. Zazwyczaj w porze wieczornej wraz z właścicielką szukali bezpiecznego miejsca na spoczynek, aby przeżyć noc, a innych unikali. Teraz było inaczej.
Słońce chyliło się ku zachodowi, pozostawiając niebo w rażącym, pomarańczowym kolorze, było nadal ciepło. Po zwierzątku zostało trochę resztek, jednak żadne z wilków nie miało na nie ochoty, więc zwyczajnie je porzucili. Neru szybko wdrapał się na grzbiet właścicielki, która delikatnie zadrżała, jednak szła dalej prowadzona przez nowego Alfę w kierunku jego jaskini. Sama nie wiedziała, co ją skłoniło do tego. Chciała uciekać i nie wchodzić tam. Bała się najgorszego. Jednak było właśnie to "coś". Chciała wierzyć, że nie każdy na tym bezlitosnym świecie jest zły do końca.
<Sythe?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz