sobota, 20 maja 2017

Od Maryse CD Sythe'a

Ścieżka wydawała się nie mieć końca, jednak wilki nadal wytrwale brnęły między kolejnymi drzewami. Atmosfera była dosyć gęsta i zdecydowanie nie należała do przyjemnych, szczególne ze względu na otaczającą las ciszę. Od jakiegoś czasu oboje milczeli, podobnie jak reszta świata, aby w razie niebezpieczeństwa mieć kilka sekund przewagi, a poza tym, nie potrafili skleić żadnej konkretnej konwersacji. Snucie domysłów i nakręcanie się na różnorakie potwory także nie było potrzebne.
Maryse po części czuła się winna, w końcu to ona wspomniała o ciemniejszej stronie terenu, chociaż nie powinno jej to interesować, jednak z jakiegoś powodu nie żałowała tego, że tam wyruszyli. Póki było cicho, była spokojna.
- Jak myślisz, jak długo będziemy tak chodzić, nim znajdziemy coś konkretnego?- Zaczął Sythe, rozglądając się. Wyglądał na zaniepokojonego, jednak starał się trzymać nerwy na wodzy.
- Mam nadzieję, że nim zajdzie słońce będziemy już bezpieczni...- Odparła, wtapiając się szeptem w ciszę otoczenia.
Drzewa ozdobione praktycznie czarną korą, gęsto rosnącym liśćmi w kolorze zgniłej zieleni odcinały dopływ słońca, trawa była ciemna, a na ścieżce wyglądała niczym spalona, a od początku trwania wycieczki po tym terenie nie minęło ich żadne zwierzę, prócz kilku brązowych, oślizgłych jaszczurek. Małe zwierzątka przebiegały, aby zaraz schować się między kamieniami, unikając zdziwionych spojrzeń obojga wilków, które zdecydownie nie powinny się tu krzątać, jednak ani się im śniło organizować postoje. Niepokojący krajobraz dopełniały nadchodzące ciemności, działające na kreatywność. Mari wyobrażała sobie niestworzone potwory, które mogły ich obserwować zza drzew. Oblazłe ze skóry i mięśni jelenie na sześciu patykowatych nogach; Nietoperze o mleczno białych oczach oraz szeregach zębów niczym małe tarki, wrzynające się w ciało ofiary; Dwunogie bestie z wykręconymi głowami oraz szaleńczym uśmiechem na porozrywanej twarzy...
Rozmyślania jednak nie trwały długo, ponieważ równie szybko jak wadera całkiem straciła czujność, tak szybko otrząsnęła się na skutek wrzasku kruka, który zerwał się z drzewa nieopodal. Było to na tyle niespodziewane, że sama pisnęła, odskakując wprost na Sythe'a, który zachwiał się pod wpływem ataku i mówiąc konkretnie, oboje runęli w dół, przerażeni. Gdyby mieli na to czas, zastanawialiby się, jakim cudem po ich prawej stronie powstał tak ogromny rów w tak drastycznie szybkim tępie. Cały teren przekształcił się w tak nierealny sposób, że nikt kto zobaczył, nie uwierzyłby. Oni jednak nie mieli tej możliwości, ponieważ obijali się o wystające skały i turlali się ku dołowi. Marne kilka sekund trwało jak minuty, było to jednak niczym w porównaniu do dna doliny, do którego nieubłaganie się zbliżali, a było to gęste bagno.
Podczas gdy czarna wadera wpadła przy brzegu i zaraz w panice wygrzebała się na pochyły ląd, cała posklejana mułem i w roślinach, Sythe nie miał tego szczęścia i wylądował nieco dalej, usilnie próbując wspiąć się na masywny, acz śliski korzeń.
Niewiele myśląc, sama Maryse już niemal panikując, rzuciła się na równie niebezpieczne korzenie, aby znaleźć się jak najbliżej Alfy, bez niczego, czym mogłaby mu pomóc. Czy to było egistyczne zagranie, czy nie, była naprawdę przerażona, a przynajmniej na tyle, że automatycznie skoczyła do kolejnego konaru, który zaraz potem się zapadł, jednak sięgnęła do drugiego, uderzając łapami o taflę bagna. Naprawdę ulgę poczuła dopiero wtedy, gdy, już nie taki biały, basior siedział tuż obok niej, a ona oparła łeb o jego łopatkę i przymknęła oczy. Dyszeli i się trzęśli, zalani chaotycznymi myślami, mokrzy i brudni, posiniaczeni. Dojście do siebie chwilę im zajęło, a gdy już do tego doszło, wadera ledwo powstrzymywała się od śmiechu, płaczu, czy krzyku. Nie mogła zapanować nad emocjami, strach powrócił i przytłoczył nią, jak kiedyś. Otrzeźwił ją dopiero głos towarzysza i jego łapa na jej ramieniu. Najpierw z głębokim przerażeniem, po chwili z żalem, aż w końcu spokojem spojrzała na basiora, który patrzył na jej reakcję w skupieniu.
- W... Wszystko w porządku?- Mruknął po krótkiej chwili, odsuwając łapę ponownie na korzeń.
Wadera tymczasem złapała swój ogon, który teraz bardziej przypominał dosyć długiego węża i słabo się uśmiechnęła.
- Trochę się poobijałam, a mój ogon wygląda jak szczurzy, ale tak, jest dobrze...- Skinęła łebkiem, po czym rozejrzała się wokoło. Z jednej strony otaczało ich bagno, jednak dalej dało się dostrzegać już inny, przyjemniejszy odcień trawy. Z drugiej strony była stroma góra, skąd wilki spadły, zdecydowanie nie zachęcała, szczególnie ze wzglądu na pojawiające się tam białe punkciki, które mogły być wszystkim. Powoli robiło się ciemno, co zdecydownie nie było sprzyjającym czynnikiem.
- Chyba najbezpieczniej będzie iść przez bagno... Raczej nie chcę tam wracać.- Przyznał Sythe, nadal rozważając wyjścia, jednak nie znalazwszy żadnego lepszego, zwyczajnie wyruszyli przez mokre, wystające z wody korzenie drzew. Tym razem poruszali się ostrożnie i bez pośpiechu, aby unikać kolejnych nieprzyjemności. W coraz ciemniejszym krajobrazie brzmiały ciche podśpiewywania ptaków, a ich rozmowa polegała na wymienianiu uwag i porad co do każdego kolejnego kroku.
Kiedy ostatecznie udało im się wydostać na nieco bardziej suchą polanę, panowały ciemności, rozjaśniane miliardami małych gwiazdek oraz srebrnym księżycem na niebie. W powietrzu unosił się zapach wiosny, było dosyć ciepło i duszno, co mogło zapowiadać, że ciepła pora roku nastąpiła na dobre.
 Zarówno wadera, jak i basior od razu padli na gęstą trawę, aby dać wypocząć zmęczonym kończyną. Zmęczony Sythe ziewnął, a czarna wadera lekko się uśmiechnęła na myśl, że najgorsze za nimi, a wilkowi należy się odpoczynek.
- Jeżeli chcesz, możesz się przespać. Ja nie muszę, więc nas popilnuję.- Zaoferowała, zerkając na brudny od bagna pyszczek Alfy. Sama nie wyglądała lepiej, jednak aby się doprowadzić do normalnego stanu, musieli poczekać do rana.
<Sythe?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz