sobota, 6 maja 2017

Od Maryse CD Sythe'a

Bieg po nasłonecznionej polanie, wśród kwiatów. Błękitne niebo wraz ze słońcem. Tylko ona i Neru. Cisza i spokój, stan błogości... Przerwane jednak dosyć gwałtownie przez samą właścicielkę danego snu. Tak, to sen, niestety, albo i na szczęście.
Otworzyła senne powieki, ziewając, po czym podniosła się na wszystkie łapy. Na szybko przetarła powieki, po czym się rozejrzała po otoczeniu.
Jaskinia z dnia wczorajszego wyglądała tak samo, z tą różnicą, że nie było w niej basiora. Gdzie mógł pójść? Chyba jej tak nie zostawił...
W głębi duszy miała nadzieję, że Sythe nie odszedł sobie ot tak. Podczas snu była bezbronna jak każdy inny wilk, a skoro została, miło by było, gdyby i wilk nie odchodził.
Jednak odetchnęła z ulgą, zarazem wzdrygając się, kiedy usłyszała ciche "Dzień dobry" dochodzące zza jaskini.
- Och... Witaj...- Szepnęła, na widok znajomej twarzy.
Nieśmiało wyłoniła się na świat i przysiadła tuż obok Alfy, spoglądając na swoje łapy. Czuła się nieco skrępowana przez trwającą ciszę. Gdyby była sama, cisza by jej nie przeszkadzała, w towarzystwie towarzyszył jej niepokój. Odetchnęła więc, zerkając na moment na basiora.
- Dobrze spałeś..?- Spytała cichutko, jednak na tyle głośno, aby Alfa nie miał problemu z usłyszeniem.
Ponowna cisza, tym razem przerwana przez samca.
- Nawet w porządku, miałem jeden koszmar, ale to nic wielkiego.- Oznajmił, jednak na słowo "koszmar" Mari nieco się ożywiła.
- Ja... Panuję nad snami... Nie wiedziałam, mogłam ci pomóc...- Mruknęła, znów szukając zaczepienia dla wzroku wśród trawy.
- Spokojnie, to nic takiego, tylko koszmar.- Oznajmił Sythe uspokajającym tonem.
- Nawet coś takiego jak koszmar czasami potrafi zepsuć cały dzie... Aj!- W połowie słowa urwała, przestraszona nagłym atakiem ze strony nie kogo innego jak jej własnej wiewiórki. Wadera przywarła do ziemi, zamykając oczy, zaraz jednak znów podniosła się do siadu, nerwowo się uśmiechając.
- Neru, proszę, nie rób tak...- Szepnęła, kiedy wiewiórka wlazła jej na głowę, a potem zeskoczyła znów na ziemię i zaczęła się przyglądać obu wilkom.
Maryse odetchnęła, po czym cicho przeprosiła i znów podjęła się podtrzymania rozmowy, w głębi obawiając się, żeby nie zanudzić rozmówcy.
- Czasami jest nieznośny.- Przyznała, delikatnie szturchając czarną kępkę futra w ogon. Wiewiór za to wskoczył na jej łapę i mocno się jej trzymał.
- Od jak dawna się znacie?- Spytał, tym razem Sythe, spoglądając na uparte zwierzątko.
- Kiedy byłam mała, od kiedy pamiętam, on mnie odwiedzał i pocieszał swoim towarzystwem. Jest trochę starszy i bardzo opiekuńczy. Raz oberwało mu się od mojego taty, ale i tak wracał... Tata nikomu nie pozwalał mnie odwiedzać...- Odparła swoim spokojnym głosem, a wzrok miała skupiony na stworzeniu. Neru za to przeczesywał futro na jej łapie i zerkał to na jedno, to na drugie, jak gdyby wiedział, że to właśnie o nim mowa. Po chwili zamyślenia wadera uniosła głowę i zwróciła pyszczek na basiora, którego białe futro skąpane było w pomarańczowych promieniach wschodzącego słońca.- Przepraszam, że się rozgadałam, nie chciałam cię nudzić.
<Sythe?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz