środa, 26 lipca 2017

Od Rinel CD Seiji'ego

Niedawno dołączyłam do tejże watahy. Dowiedziałam się o ich tutejszych problemach. W sumie nie wiem co mnie tu zatrzymało skoro już w samej drodze mogłam zostać zabita. A jeśli o Isomi chodzi… Szczeniaki nie powinny wałęsać się same w takich warunkach, a ja właśnie jednego napotkałam. Trzymał przy sobie jakieś rośliny. Zapewne bawił się w początkującego zielarza nie znającego się na swoim fachu. Nie widząc większego wyboru, z niechęcią zaproponowałam mu pomoc. To nie w moim stylu, aby rzucać się na kogoś z altruistyczną myślą. Przedstawmy sprawę jasno. Nie jestem miłą waderą.
Ale niech będzie. Odprowadziłam młodego do jego matki. Szczeniak ewidentnie nie był do niej podobny. Może mieszaniec? Południowcy może są bardziej otwa… Co ja pieprzę. Moi byli pobratymcy nienawidzili wrogów. My normalne wilki od wieków spieramy się z Veronami. Czy to chodziło o tereny, zwierzynę łowną czy kilka innych rzeczy. To dlatego pierwszy mieszaniec nie był zanadto akceptowany. Ale z jaką przyjemnością wspominam miłe chwile spędzone z przyrodnim bratem.
Okazało się, że zarówno ja, jak i Tsukimi – matka owego szczenięcia oraz jeszcze jednego basiorka – musimy iść porozmawiać z alfą. Niech im będzie. Dość prędko pokonałyśmy drogę, która nie wydała mi się długa. W sumie to nic poważnego. Kilka słów o grasujących w okolicy monstrach. Spotkanie skończyło się szybko, jak się zaczęło, ale zwołany został każdy. Nieważne, teraz mogę wracać do swoich obowiązków.
Wyszłam na zewnątrz, kiedy zaczepiła mnie Tsukimi.
- Rinel. Mam do ciebie małą prośbę. - zaczęła, drapiąc łapą podłoże.
- Mów. - odrzekłam krótko.
- Mogłabyś przez chwilę przypilnować moich szczeniąt? Nie chcę o o znów prosić Kyriana, a przydałoby się, abym udała się na polowanie.
- Mogę to zrobić za ciebie, a ty zostań z młodymi. - wolałam to, niż siedzieć z szczeniakami.
- Chodzi o to, że chcę rozprostować łapy.
- No dobrze. Ale będziesz mi winna przysługę. - mruknęłam, na co ta uradowana skinęła głową i zniknęła w drzewach kilka metrów dalej. Kiedyś ta wadera może mi się przydać.
Wróciłam więc do jaskini gdzie siedziały dwa basiorki.
- Co się stało? - ryknęli chórem. Czy wspominałam, jak nie lubię hałasu? - Gdzie mama? - widocznie się zaniepokoili.
- Spokojnie, zaraz wróci. - machnęłam łapą.
- Wygląda Pani jakby coś się stało. - zaczął rudzielec.
- Taki mam pysk. - powiedziałam bez grosza empatii. - Wasza matka poszła coś upolować na kolację. Będę was pilnować dopóki nie wróci.
- Dobrze. - drugi z nich skinął głową.
- Nie wychodźcie z jaskini. Rozumiecie? - razem odparli, że tak. - W takim razie mam dla was zajęcie. - chwyciłam do pyska piaskowiec i uniosła wysoko głowę. Nakreśliłam na jednej ze ścian linię. - Kto pierwszy dotknie wygrywa. - odwróciłam się i wyszłam usiąść przed jaskinię. Niech Tsukimi się pośpieszy.
~*~
Słońce już właściwie zachodziło kiedy samica wróciła.
- Dziękuję za pomoc.
- Ta, nie ma za co. To ja się będę zbierać, do mnie mam jeszcze kawałek drogi. - machnęłam łapą.
- To dla ciebie. - rzuciła w moją stronę małego szaraka. Chwyciłam go do pyska i ruszyłam biegiem w stronę gęstwin.
Nie powiem, wybrałam sobie miejsce położone najbardziej na odludziu jak się da. Znajdowało się z dala od innych. Lubiłam ciszę i spokój. Tutaj to miałam. Jako „dom” wybrałam sobie dość obszerne drzewo, wydrążone od środka. Na jego zewnętrznej warstwie rosły niebieskie oraz różowe kwiaty, które zachwycały swym, wyglądem. W  niektórych miejscach rósł mech. Korzenie znajdujące się na zewnątrz były szczególnie nim pokryte.  Dodawały… Nastroju. Można by tu też urządzić niezły plac zabaw dla młodych, albo wykorzystać to w inny sposób. Jeśli o wnętrze chodzi. Po pniu pięły się pnącza. Gdzieś w suficie znajdowało się małe ptasie gniazdo zamieszkałe przez jakiegoś ptaka. Jeszcze nie wiem co to dokładnie za gatunek, ale znalazłam białe pióro. Podłoże w środku było starannie udeptane. W jednym miejscu ułożone miałam liście, trawę i trochę wspomnianego wcześniej mchu. To było moje legowisko. Cała jama z zewnątrz mogłaby wydawać się mała, jednak w środku mogłoby mieszkać kilkoro wilków. Kora układała się w kształt tworzący półki. Umieściłabym tam ozdoby, gdybym jakieś miała. Pod jedną ze ścian rzuciłam królika. Było już ciemno, a ja byłam w środku lasu. Mimo to księżyc przebijał się przez liście i pięknie oświetlał wejście. Ułożyłam się na posłaniu, zasypiając.

Seiji?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz